Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad czymś, co może wydawać się dziwne, ale chyba dobrze trafiłam z tym tematem. Czy liczba słów w mantry albo zaklęciu ma znaczenie numerologiczne? Chodzi mi o to, czy trzywyrazowa mantra działa inaczej niż pięciowyrazowa, właśnie ze względu na samą liczbę słów, a nie treść. Czytałam gdzieś, że niektórzy celowo układają zaklęcia tak, żeby liczba słów odpowiadała ich liczbie życia. Czy ktoś coś takiego praktykował?
Oczywiście, że ma znaczenie! Liczba słów w mantry to podstawa jeśli chodzi o jej moc. Trójka to ekspansja i twórczość, siódemka to duchowość, a dziewiątka to domknięcie cyklu. Krótsze mantry, powiedzmy trzywyrazowe, działają szybciej, bo energia nie jest rozproszona. Dłuższe są bardziej złożone i rozciągają się w czasie. To dość oczywiste z perspektywy numerologii.
Zaraz, zaraz. Skąd pochodzi ta zasada z liczbą słów? Bo to, co opisujesz, Baska_T, brzmi jak coś sklejonego z ogólnej symboliki liczb, a nie z żadnego konkretnego systemu numerologicznego. W kabale liczy się wartość liter, nie liczba słów. W tradycji wedyjskiej mantr liczy się sylaby albo litery, nie słowa. Skąd ten pomysł ze słowami?
Dobra, ale ja mam inne pytanie do tego. Czy liczymy słowa wypowiadane czy zapisane? Bo jak recytuję coś w głowie, to zdarza mi się łączyć słowa w myślach i nie wiem, czy wtedy to jeszcze ta sama mantra.
O, super temat! Właśnie szukałem czegoś na ten temat. Słyszałem, że mantry w tradycji wschodniej mają z góry ustaloną liczbę sylab i to właśnie sylaby mają wibrację, a nie słowa. Może tu jest jakiś klucz? Bardzo dziękuję za te wyjaśnienia, naprawdę otwierają mi oczy.
Gdzieś na zagranicznym forum widziałam dyskusję, nie pamiętam dokładnie źródła. Ktoś pisał, że układa afirmacje tak, żeby liczba słów zgadzała się z jego numerem przeznaczenia. Nie twierdzę, że to prawda, bardziej mnie to zaciekawiło i chciałam zapytać.
No dobra, ale afirmacja to nie mantra i nie zaklęcie. To trzy różne rzeczy, które tu wrzucamy do jednego worka. Mantra ma konkretną formę dźwiękową i tradycję za sobą. Zaklęcie ma intencję i rytuał. Afirmacja to autosugestia. Czy nie mieszamy przypadkiem tematów?
A czy ktoś miał doświadczenie, że krótsze zaklęcie zadziałało lepiej niż dłuższe? Bo czytam tę dyskusję i ciekawi mnie jak to wygląda w praktyce, nie w teorii.
Ja mam jedno zdanie i mi działa, serio. Mówię je rano pięć razy i widzę efekty. Nie wiem ilu ma słów, nie liczyłam, ale jest krótkie i konkretne. Może właśnie o to chodzi? O konkretność, nie o numerologię słów?
Ale Baska_T, skąd wiadomo, że to kwestia numerologii, a nie po prostu psychologii? Krótsze zdanie łatwiej zapamiętać i wypowiedzieć z pełnym skupieniem. Może efekt nie ma nic wspólnego z wibracją liczby słów, tylko z tym, że lepiej się koncentrujesz?
Hm, ale to rodzi inne pytanie. Jeśli ktoś świadomie układa zaklęcie na przykład z dziewięciu słów, bo dziewiątka to jego liczba życia, i wierzy w to, to czy ta wiara nie wzmacnia samego zaklęcia niezależnie od tego, czy zasada jest prawdziwa? Trochę jak placebo, tylko z intencją.
No i tu dochodzimy do sedna. Czy w numerologii w ogóle istnieje coś takiego jak "obiektywna zasada" niezależna od praktykującego? Bo w tarota też ktoś mógłby powiedzieć, że karta działa tylko jeśli wierzysz. A jednak jest system.
Odpowiem krótko: w żadnym klasycznym systemie numerologicznym, który znam, nie ma zasady dotyczącej liczby słów w zaklęciu czy mantrze. Jest Kabała, gematria, tradycja wedyjska z sylabami, są liczby życia. Ale liczba słów jako kryterium mocy rytuału? To nie pochodzi z żadnego systemu, który miałby ciągłość historyczną.
Myślę, że tu jest ważne rozróżnienie, które gubi się w tej rozmowie. Skuteczność rytuału to jedno, a numerologiczna teoria stojąca za nim to drugie. Można mieć skuteczny rytuał ze złą teorią wyjaśniającą. Pytanie Natki chyba dotyczy teorii, nie efektów.
A wracając do mojego wcześniejszego pytania, bo nikt na nie nie odpowiedział, czy liczymy słowa wypowiadane głośno czy w myślach? Bo to chyba ma znaczenie jeśli w ogóle liczymy sylaby albo słowa, prawda?
Mam wrażenie, że ta rozmowa kręci się wokół teorii, a mało tu doświadczeń. Czy ktokolwiek świadomie eksperymentował z różną długością zaklęcia i porównywał efekty? Serio pytam.
Ja kiedyś przez kilka tygodni używałam afirmacji złożonej z trzech słów i złożonej z dziewięciu. Nie robiłam z tego eksperymentu naukowego, ale krótsza wchodziła głębiej. Trójka jest liczba tworzenia, więc to ma sens według symboliki.
Ciekawy wątek. Przy runach jest podobny problem, bo siła nie zależy od liczby run w napisie, tylko od ich doboru i intencji wpisanej podczas wycinania. Może z zaklęciami jest tak samo, liczba to tylko forma, a nie sedno?
To jakby połączyć obie tradycje, to wychodzi że sylaby mają dźwięk i formę razem, a liczba słów to przypadkowa nakładka, która nie wynika z żadnego z tych źródeł. Czy ja dobrze rozumiem ten wątek?
Mam wrażenie, że cały czas rozmawiamy o tym, czy istnieje teoria, a trochę umknęło nam pytanie Habby o eksperymenty. Czy naprawdę nikt poza Baską nie próbował świadomie zmieniać długości i obserwować co się dzieje?
Ja próbowałem raz skrócić jedno zaklęcie do trzech słów, ale po prostu czułem, że coś pominąłem i wróciłem do dłuższej wersji. Tylko że nie wiem, czy to był znak, czy po prostu przyzwyczajenie. Jak odróżnić jedno od drugiego?
Autorska adaptacja to nie brzmi źle, jeśli ktoś rozumie, że to własna interpretacja, a nie starożytna reguła. Problem pojawia się wtedy, gdy adaptacja jest przedstawiana jako pewnik. Tu chodzi o uczciwość wobec siebie i innych.
Natka, ale to samo można powiedzieć o sporej części współczesnej numerologii, nie tylko o tej jednej zasadzie. Część systemów, które dziś uważamy za tradycję, ma sto lat, nie tysiąc. To zmienia coś w twoim podejściu do tematu?
Hej, a nikt nie wspomniał o liczbie dziewięć. Dziewięć słów to trzy razy trzy, czyli potrojone tworzenie? Czy to ma jakieś znaczenie w numerologii mantr, czy to już za daleko idąca interpretacja?
No dobra, ale jak dziewiątka to domknięcie cyklu, to czy zaklęcie złożone z dziewięciu słów byłoby zamknięte samo w sobie? Czy to znaczy, że nie potrzebuje powtarzania?
Ja bym powiedziała, że dziewiątka jako domknięcie cyklu to jednak silny argument za powtarzaniem, nie przeciw niemu. Cykl się zamyka i zaczyna od nowa, prawda? Więc zaklęcie dziewięciosłowowe można by powtarzać do poczucia spełnienia. Ale przyznam, że to moja interpretacja, nie cytat z żadnej konkretnej tradycji.
Leszek zadał pytanie, które mnie samego nurtuje od początku tej dyskusji. Całość obraca się wokół subiektywnych odczuć, a jednocześnie próbujemy przykładać do tego numerologiczne liczby jako coś obiektywnego. Czy te dwie rzeczy w ogóle dają się pogodzić w praktyce?
