Celusia zadała bardzo dobre pytanie o ceremonie świeckie. Myślę że liczby nie patrzą na etykietę. Jeśli ceremonia ma strukturę, intencję i uczestników, to numerologja działa tak samo. Moja znajoma robiła coś w rodzaju ceremonii nadania imienia dla dziecka poza kościołem i też liczyła pieśni. Efekt energetyczny był podobny do tego co opisują osoby z mszą. Ale mam pytanie do Celusii, ta ceremonia intencji twojej znajomej, czy ma jakiś stały prowadzący czy jest bardziej improwizowana? Bo od tego zależy czy w ogóle można mówić o strukturze numerologicznej.
Wracając też do pytania Celusi, ale z innej strony. W ceremonii świeckiej jest jedna ważna różnica od mszy, mianowicie nie ma ustalonego kanonu. W mszy katoliciej liczba czytań, psalmów, prefacja to jest z góry określone i każdy może do tego podejść numerologicznie. W ceremonii świeckiej wszystko zależy od prowadzącego. To nie znaczy że liczby nie działają, ale że odpowiedzialność za strukturę spoczywa całkowicie na organizatorze. Czy to ułatwia czy utrudnia pracę numerologiczną?
Mam pytanie do Malinowej, ale też ogólnie do dyskusji. Mówicie o dobraniu daty pod intencję. Ale jak to konkretnie wygląda? Tzn. skąd wiadomo że data z piątką jest lepsza na intencję miłosną niż data z siódemką? Czy jest jakaś ustalona tradycja w numerologii która to określa, czy każdy interpretuje po swojemu?
To co Boruta pyta jest dla mnie kluczowe. Bo jeśli różne szkoły numerologii przypisują różne znaczenia tym samym liczbom, to jak w ogóle można mieć pewność że dana liczba pieśni cokolwiek znaczy? To nie jest atak, naprawdę chcę zrozumieć na czym stoi ta pewność.
Zbieżność między szkołami to osobny temat, ale chcę wrócić do wątku pieśni w mszy, bo mam wrażenie że za bardzo odpłynęliśmy. Celtyk pytał na początku o liczby święte i myślę że nie doszliśmy do konsensusu. Mamy omówioną trójkę, siódemkę, dziewiątkę i dwójkę. Ale nikt nie powiedział o jedynce. W mszy jest dokładnie jeden moment wejścia celebransa, jedna konsekracja, jedna komunia. Czy jedynka jako jedność, jako punkt centralny ceremonii, nie jest może najświętszą liczbą ze wszystkich?
W mojej praktyce liczyłem psalm responsoryjny jako jedną jednostkę, razem z antyfoną, bo funkcjonują razem jako para. Ale po dyskusji z Szafranką o dwójce zaczynam myśleć że może powinienem je liczyć osobno właśnie ze względu na tę dialogiczność dwójki. Problem jest taki że jeśli zmieniasz metodę liczenia to zupełnie inaczej wychodzą sumy i wszystkie wcześniejsze obliczenia trafiają do kosza. Czy ktoś z was ma ustaloną metodę i jej się trzyma konsekwentnie?
Wracam z pytaniem które chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu w tym wątku. Celtyk i inni mówią o liczbach w mszy katolickiej, ale ja ostatnio byłam na ceremonii innego wyznania i tam struktura pieśni była zupełnie inna. Więcej improwizacji, pieśni mogły się powtarzać. Czy powtórzenie pieśni to jest osobna jednostka numerologiczna czy nie? Tzn. jeśli ta sama pieśń brzmi trzy razy, czy to jest jedna pieśń trzy razy czy trzy razy jedynka?
Podpinam się pod pytanie Rozalinki bo mam podobny dylemat z innej strony. W pewnych ceremoniach chóralnych pieśń jest śpiewana przez różne głosy osobno, tzn. sopran, alt, tenor. Czy to jest jedna pieśń czy trzy? Z punktu widzenia muzycznego to jeden utwór, ale energetycznie te trzy głosy mogą tworzyć trzy oddzielne strumienie. Czy ktoś to kiedyś analizował?
Zostając przy tym pytaniu o głosy chóralne, bo naprawdę nie wiem jak to rozwiązać. Intuicja mi mówi że to jedna pieśń bo jest jeden utwór, jedna melodia, jeden tekst. Ale jeśli numerologia ceremonii liczy energie przepływające przez uczestników, to trzy głosy niosą trzy osobne strumienie. Może ktoś kto pracuje z dźwiękiem ma jakiś klucz do tego?
Klimciu, mam pytanie zanim odpowiem. Czy w tej ceremonii chóralnej głosy wchodzą jednocześnie czy po kolei? Bo to by zmieniało odpowiedź.
Tak, dokładnie o to mi chodziło na początku. I to co Szafranka opisuje czyli trójca w ruchu, to jest coś co czułem ale nie umiałem nazwać. W mszy tradycyjnej mamy Kyrie, Gloria, Credo i to są trzy oddzielne jednostki ale razem tworzą jedność wyznania. Nie byłem pewien czy to przypadek czy celowa kompozycja.
ale skąd wiesz że twórcy mszy Trydencjnej układali to pod kątem numerologii? To mogło być czysto teologiczne, nie numerologiczne. Trójca w chrześcijaństwie jest oczywista z innych powodów niż liczba trzy jako taka.
Wracając do kwestii Klimci i głosów, bo tam nie padła odpowiedź na pytanie o pars fortunae. Ktoś wcześniej wspomniał ten wątek w opisie i zupełnie nam umknął. Czy ktoś w ogóle stosuje pars fortunae do dat ceremonii? Bo to brzmi jak połączenie astrologii z numerologią i nigdy tego nie próbowałem.
Próbowałem raz połączyć tarota z numerologią przy rytuale i się pogubiłem, bo każdy system dawał inne wskazanie dla tej samej daty. Wyobrażam sobie że przy pars fortunae i numerologii jednocześnie mogło by być podobnie. Malinowa, ty pracujesz z różnymi systemami, masz jakiś sposób żeby je godzić kiedy się kłócą?
Wracam do swojej znajomej, bo ta dyskusja bardzo mi pomogła. Powiedziałam jej żeby zaczęła od daty, tak jak Malinowa radziła. Teraz mam inne pytanie: ona pyta się mnie czy liczba siedem ma jakieś szczególne znaczenie dla ceremonii uzdrawiania, bo rozważa datę która redukuje do siódemki. Czy siódemka jest dobra na uzdrawianie czy raczej na coś innego?
Siódemka jest dla niej dobra z tego co opisujesz, ale mam pytanie zanim powiem jej coś konkretnego. Czy to ceremonia dla konkretnej osoby chorej, czy bardziej profilaktyka i wzmocnienie ogólne? Bo jeśli chodzi o konkretną dolegliwość, to chyba inne liczby lepiej działają na poziomie fizycznym niż duchowym? Sama nie wiem, dlatego pytam.
To bardzo dobre pytanie i według mnie siódemka jest jedną z nielicznych liczb, która działa podobnie w obu kontekstach. W tradycji chrześcijańskiej mamy siedem sakramentów, siedem darów Ducha Świętego, więc energia tej liczby jest tam bardzo głęboko zakorzeniona. W kontekście pogańskim mamy siedem planet klasycznych, siedem dni tygodnia. Rdzeń jest podobny, czyli dopełnienie i cykl.
Próbowałam coś takiego przy planowaniu ceremonii równonocy. Wyliczyłam pars fortunae dla dnia który brałam pod uwagę i wyszło mi że wypada w dziesiątym domu, co interpretowałam jako publiczne działanie, manifest. Numerologicznie data dawała dziewiątkę, czyli zamknięcie cyklu. Czy to brzmi spójnie czy mi się tylko wydaje?
Słucham tej rozmowy i mam mieszane uczucia. Łączenie pars fortunae z numerologią daty ceremonii to jest podejście które może działać, ale ryzykujesz że dwa systemy zaczną ci dawać sprzeczne wskazówki i nie będziesz wiedzieć któremu ufać. Klimcia, co zrobiłaś gdy systemy były zgodne? A co gdyby nie były?
Mnie ta kwestia też od dawna zastanawia, bo kilka razy miałem ceremonię gdzie data numerologicznie była dobra ale coś intuicyjnie czułem że nie gra. Nie umiałem tego uzasadnić żadnym systemem. Może pars fortunae dałoby odpowiedź, tylko nigdy tego nie próbowałem. Malinowa, jak ty decydujesz który system bierze pierwszeństwo gdy konfliktu nie ma ale masz wątpliwość?
To co opisujesz z intuicją to jest właśnie sytuacja gdy żaden system nie zastąpi własnego wyczucia. Numerologia da ci strukturę, pars fortunae da ci kontekst astrologiczny, ale jeśli ciało mówi nie, to warto posłuchać ciała. Systemy są mapami, teren jest inny.
Przepraszam że znowu wchodzę z podstawowym pytaniem, ale skoro mówimy o datach, to jak w ogóle liczy się liczbę ceremonii albo daty w numerologii? Tzn. czy data 15 to jest jeden plus pięć i wychodzi sześć, czy ta piętnastka sama w sobie coś znaczy? Gubiłam się w różnych opisach.
Miałem raz sytuację na rytuale grupowym gdzie prowadziłem z intencją piątki, a jedna osoba później powiedziała że skupiała się na trójce bo to jej liczba życia. Rytuał się skończył dziwnie, jakby niepełnie. Nie wiem czy to był powód, ale od tamtej pory proszę uczestników żeby nie wnosili własnych numerologicznych intencji jeśli prowadzę strukturę. Czy to jest zbyt kontrolujące?
Nie powiedziałem, bo zakładałem że to oczywiste. I to był mój błąd. Teraz zawsze na początku mówię krótko z jaką liczbą pracujemy w danej ceremonii i proszę żeby uczestnicy nie wprowadzali własnych. Nie zawsze jest na to zgoda, szczególnie gdy ktoś ma silne przywiązanie do swojej liczby życia, ale przynajmniej mają wybór czy zostają czy wychodzą.
Wracając do liczb w ceremonii bo trochę odeszliśmy od tematu. Pisałem wcześniej że mszę czy rytuał można budować wokół konkretnej liczby pieśni. Czy ktoś próbował celowo dobierać pieśni nie tylko po liczbie ale też po tonacji albo czasie trwania? Zastanawiam się czy sama liczba wystarczy czy trzeba dbać o więcej zmiennych.
Mam pytanie do Szafranki albo kogoś kto wie. Jak w ogóle dobierasz liczbę pieśni do konkretnej ceremonii? Mam na myśli czy chodzi o intencję ceremonii, czy o datę, czy o osobę dla której jest? Bo wydaje mi się że można podejść do tego na kilka sposobów i nie wiem od czego zacząć.
dzięki, to mi pomaga. Ale mam jedno dodatkowe pytanie, bo się gubie. Jeśli ceremonia jest dla jakiejś osoby, czy jej liczba życia jest ważniejsza niż intencja ceremonii? Co jeśli to są różne liczby?
