To jest naprawdę częsty problem przy ceremonii dla konkretnej osoby. Zazwyczaj gdy są sprzeczności, pracuję z liczbą duszy tej osoby, a nie życia, bo dusza odpowiada temu co ceremonia ma poruszyć, nie temu czym ta osoba jest na co dzień. Ale to moje podejście i nie każdy je podziela.
Wracam do wcześniejszego pytania Celusii o siódemkę w kontekście chrześcijańskim bo myślę że warto to dopowiedzieć. W liturgii chrześcijańskiej liczba pieśni nie jest przypadkowa, choć wierni rzadko o tym myślą. Siedem pieśni w uroczystej mszy niedzielnej to nie jest wybór artystyczny. Ta siódemka w rycie ma inne znaczenie niż siódemka w rytuale pogańskim, bo jest związana z sakramentalnym wymiarem czasu, nie z cyklem natury. Czy Celusia ma już jakiś zarys tej ceremonii?
Zaraz, bo chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Mówimy o tym że ta sama liczba w różnych tradycjach ma inne znaczenie. Ale czy to nie podważa całego systemu? Jeśli siódemka raz oznacza jedno a raz coś innego, to skąd wiemy że liczba w ogóle ma znaczenie, a nie po prostu my jej przypisujemy to co chcemy?
To jest pytanie które warto postawić bo wiele osób bierze interpretacje z pierwszej lepszej strony internetowej bez sprawdzenia skąd pochodzą. Część interpretacji numerologicznych ma źródło w Kabale, część w tradycji pitagorejskiej, część to mieszanki z XX wieku. Przy pracy z ceremonią warto wiedzieć z jakiego nurtu korzystasz, bo mieszanie bez świadomości daje właśnie te efekty które opisywał Whisper, sprzeczne energie bez wyraźnego centrum.
Mnie bardziej nurtuje co Celtyk powiedział o mieszankach z XX wieku. Bo jak to rozumieć w kontekście ceremonii? Jeśli ktoś buduje mszę i opiera liczbę pieśni na interpretacji która ma sto lat i jest de facto wymysłem jednej osoby, to czy ta ceremonia ma sens? Czy starszeństwo tradycji ma znaczenie?
Głębokość zbiorowej intencji to jest pojęcie które warto tu rozwinąć. W liturgii chrześcijańskiej liczby pieśni mają za sobą wielowiekową praktykę i to naprawdę coś znaczy. Ale czy to jest numerologia w ścisłym sensie czy coś innego? Kościół nigdy nie nazywał tego numerologią, raczej teologią liczby. Czy ta różnica nazewnictwa ma znaczenie dla kogoś kto ceremonie buduje?
Mam takie pytanie, może głupie, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Skoro mówimy że siódemka to pełnia i doskonałość, to dlaczego nie każda msza ma siedem pieśni? Czy to znaczy że inne liczby też są dobre, tylko inaczej dobre? Czy siódemka jest po prostu lepsza od innych liczb w kontekście ceremonii?
Czytam ten wątek od początku i mam pytanie do wszystkich. Opisałam ostatnio swoją sytuację w innym temacie, ale tu dopytam. Mam liczbę życia cztery i zawsze mi mówiono że to ciężka liczba, trudna droga. A tu czytam że każda liczba ma swoje zastosowanie. To czy czwórka ma dobre zastosowanie w ceremonii? Jak ją w ogóle widzicie?
A co z pars fortunae, bo temat był też o tym i trochę o tym zapomnielismy. Celtyk, czy widzisz związek między pars fortunae a doborem liczby pieśni? Bo część fortuny to jest punkt astrologiczny, nie numerologiczny, ale oba dotyczą losu. Czy ktoś łączy te dwa systemy przy budowaniu ceremonii?
Żeby odpowiedzieć Selence i Klimci jednocześnie. Nie ma jednego ustabilizowanego systemu łączenia pars fortunae z numerologią ceremonii, przynajmniej nie takiego który znam z wiarygodnych źródeł. Widziałem różne podejścia. Jedno polega na wzięciu stopnia zodiaku w którym pada pars fortunae i zredukowaniu tej liczby numerologicznie. Inne polega na pracy z domem w którym się znajduje. Obydwa wymagają solidnej znajomości obu systemów żeby nie robić błędów.
Muszę tu dorzucić jeden głos ostrożności. Łączenie systemów jest możliwe, ale im więcej systemów, tym więcej punktów gdzie coś może pójść nie tak. W liturgii chrześcijańskiej liczba pieśni jest prosta i nie jest mieszana z astrologią, właśnie dlatego że ma jasną wewnętrzną logikę. Kiedy zaczynasz mieszać systemy, musisz mieć pewność że ich logiki nie wykluczają się nawzajem. Czy ktoś tu miał doświadczenie z ceremonią gdzie połączenie systemów zamiast wzmocnić, skomplikowało?
A wracając do tego co Celtyk opisał wcześniej z tymi podejściami do łączenia pars fortunae z numerologią. To podejście gdzie bierzesz stopień zodiaku i redukujesz do cyfry to nie jest ryzykowne? Bo stopień to liczba od jeden do trzydziestu, więc po redukcji większość i tak wyjdzie jako jedynka albo dwójka albo trójka. Czy nie tracisz wtedy informacji?
A czy ktoś próbował używać przy tym w ogóle samej liczby domu, w którym leży pars fortunae, zamiast stopnia? Bo domy są od jeden do dwanaście, więc to od razu bliżej numerologicznej skali. Pytam bo mi to wydaje się bardziej naturalne niż redukcja stopnia.
Przepraszam że się wtrącam, ale trochę się zgubiłam. Mówimy teraz o ceremoniach dla konkretnych osób i ich pars fortunae, czy o mszach w ogóle? Bo siostra zakonna Celusi nie wiedziała dlaczego siedem pieśni, ale te siedem działa na tłum, nie na jedną osobę. To jak wtedy w ogóle można dopasowywać liczbę do czyjejś karty?
Zastanawiam się czy to rozróżnienie które Jolusia zrobiła między zbiorowym a osobistym nie rzuca też innego światła na cały temat wątku. Bo tytuł mówi o liczbach świętych w mszy albo ceremonii, ale ceremonia może być zbiorowa albo prywatna. Dla prywatnej ten wątek pars fortunae ma sens, dla zbiorowej już niekoniecznie. Celtyk, jak to rozumiesz od strony numerologii, czy rozróżniasz te dwa tryby?
Rozróżniam, choć nie myślałem o tym w tych kategoriach kiedy zaczynałem wątek. W rytuale osobistym liczba pieśni może być dostrojona do intencji i energii osoby. W ceremonii zbiorowej liczba pełni rolę struktury dla wspólnej przestrzeni. Obie są ważne, ale inaczej. Możliwe że popełniłem błąd mieszając je w jednym wątku bez wyraźnego zaznaczenia.
Czuję się trochę winna że przez moją historię z siostrą wątek się tak rozgałęził. Ale właśnie ta rozmowa mi pomogła, bo zrozumiałam że te siedem pieśni w mszy to nie jest numerologia w sensie ścisłym, tylko tradycja. A jeśli chcę pracować z liczbami świadomie, to muszę to robić poza mszą, we własnym rytuale. Czy dobrze to rozumiem?
Wchodzę w ten wątek bo czytałam go od jakiegoś czasu i jedna rzecz mnie nurtuje. Mówimy dużo o liczbach w ceremonii, ale mało o samej strukturze chronologicznej. Czy ważne jest nie tylko ile pieśni, ale też kiedy w trakcie ceremonii są śpiewane? Czy liczba pieśni przed głównym momentem rytualnym ma inne znaczenie niż liczba po?
Sam numerologicznie patrzę na to tak że pozycja w sekwencji to też liczba. Pierwsza pieśń to jedynka, środkowa w zestawie pięciu to trójka. Czy ta jedynka ma inne znaczenie niż gdy liczymy ile pieśni jest łącznie? Bo to by oznaczało że ta sama pieśń może być jedynką i piątką jednocześnie, zależnie od perspektywy.
To co Boruta opisuje z tą podwójną liczbą brzmi skomplikowanie, ale myślę że w praktyce to nie problem. W rytuale ustalasz co jest ramą i co jest punktem kulminacyjnym, i te miejsca mają swoje liczby. Nie liczysz jednocześnie obydwu skal. Pytanie czy przy planowaniu ceremonii ktoś w ogóle myśli aż tak szczegółowo.
A jak ktoś nie zna swojej liczby życia i chodzi do kościoła od lat, to czy ta siódemka na niego działa tak samo jak na kogoś kto wie? Pytam bo moja mama chodziła całe życie, nie znała żadnej numerologii, a była bardzo spokojna i mocna. Może ta siódemka coś robiła niezależnie od wiedzy?
No to skoro tak, to po co w ogóle się uczyć numerologii? Jak działa samo? Nie złośliwie pytam, naprawdę nie rozumiem tej logiki. Bo jeśli działa bez wiedzy, to wiedza to tylko intelektualna nakładka na coś co i tak działa.
Wracam do tematu sekwencji bo to mnie bardzo interesuje z perspektywy astrologicznej. W horoskopie kolejność domów ma znaczenie narracyjne, dom pierwszy to ja, dom dwunasty to karmiczne ukrycie. Czy przy rytuale ceremonialnym ktoś myśli o pieśniach jak o domach, że każda pozycja ma swoje znaczenie symboliczne?
Nie spotkałem się z gotowym systemem który mapuje pozycje pieśni na domy astrologiczne, ale idea nie jest szalona. Widziałem podejścia gdzie rytuał dzieli się na fazy odpowiadające żywiołom, i pieśni są przyporządkowane do faz, nie do pozycji liczbowej. To inna logika, ale podobny cel.
A to jest właśnie miejsce gdzie robi się metodologicznie ślisko. Jak masz cztery i teoria mówi cztery, to możesz to interpretować jako potwierdzenie. Ale gdybyś miała pięć, pewnie też byś znalazła uzasadnienie. Nie mówię że system nie działa, mówię że weryfikacja jest trudna. Jak wy odróżniacie prawdziwe trafienie od dopasowywania teorii do faktu?
Słucham tego i mam wrażenie że cały ten wątek o sekwencjach i żywiołach odszedł trochę od oryginalnego pytania o pars fortunae. Celtyk wrzucił to na początku i nikt do tego nie wrócił. Co z tym rozróżnieniem między pars fortunae a częścią fortuny, bo to chyba był główny temat?
Dziękuje Wiktor72 że to wychwyciłeś. Mnie też chodziło o to rozróżnienie, bo spotykam dwa podejścia i nie wiem które jest trafniejsze. Pars fortunae to punkt w horoskopie obliczany z pozycji słońca, księżyca i ascendentu. Część fortuny to spolszczenie, ale niektórzy twierdzą że to nie synonim tylko inny punkt obliczany inaczej zależnie od szkoły. Czy ktoś z was naprawde to rozróznia w praktyce?
