Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad różańcem i jego paciorkami od strony numerologicznej. Wiem, że jest ich 59, ale czy to nie jest tak, że każda z tych grup niesie inne wibracje? Bo ta główna pięćdziesiątka to jedno, ale te oddzielne paciory przy krzyżyku to chyba coś zupełnie innego energetycznie, nie? Ktoś się tym zajmował?
Też o tym myślałam, szczególnie odkąd zaczęłam liczyć sumy w datach urodzenia i widzę jak grupy cyfr działają inaczej niż pojedyncze liczby. Przy różańcu mnie zawsze ciągnęło do tej grupki pięciu paciorków na początku - wychodzi z nich 5, a piątka to zmiana, ruch, transformacja. Ale ciekawi mnie co myślisz o tej pięćdziesiątce właśnie, bo tu wychodzi 5+0 i znowu 5, czy to przypadek?
Zaraz, zaraz. Trzeba tu być precyzyjnym, bo różaniec to nie jest 59 paciorków jak popadnie. Jest 5 dziesiątek, każda to 10 zdrowasiek plus 1 ojczenasz, do tego 3 paciory na początku i 1 przy krzyżyku. Jak to liczymy w numerologii, to pytanie jest o to czy traktujemy całość jako jedną liczbę, czy każda dziesiątka to osobna jednostka energetyczna. Bo to robi kolosalną różnicę w interpretacji.
Ja do różańca podchodzę bardziej od strony samego przedmiotu jako obiektu energetycznego, ale ta numerologia paciorków mnie teraz wciągnęła. Chcę się upewnić, że dobrze rozumiem - liczycie sumę wszystkich paciorków razem, tak? Bo 5+9 to 14, a 1+4 to 5. Znowu ta piątka. To chyba nie może być przypadkowe przy takim przedmiocie.
Dorzucę coś z innej strony - w tradycjach wschodnich mala, czyli tybetańska czy hinduska, ma 108 pereł. I ta liczba to 1+0+8=9, czyli spełnienie, koniec cyklu. Różaniec zachodni ma strukturę zupełnie inną energetycznie. To nie jest zarzut, ale ciekawi mnie czy ktoś z was czuł różnicę trzymając oba typy w dłoniach?
Przepraszam że wchożę w to tak późno ale właśnie przeczytałam cały wątek od początku i mnie zastanawia jedna rzecz - a te trzy paciury na początku przy krzyżyku, to czemu je w ogóle pomijamy? Ja zawsze myśłałam że one są najważniejsze bo to tam się zaczyna modlitwa.
Bogusia, wcale ich nie pomijamy, właśnie dlatego napisałam że trzeba ustalić metodę. Te trzy paciory to 3, piąć dziesiątek plus pięć ojczenaszów to 55, a jeden paciorek przy krzyżyku to 1. Mamy więc 3, 55 i 1. Jak je zsumujemy: 3+5+5+1=14, i znowu 1+4=5. Jak to jest możliwe, że ten przedmiot non stop wraca do piątki, to jest pytanie które mnie samą zastanawia od dawna.
Słucham tego z uwagą, bo mam różaniec który dostałam po babci i zawsze czułam że on ma inną energię niż inne przedmioty. Ale muszę zapytać - czy dla was zmienia coś materiał z którego są paciory? Bo mój jest z jaspisu i zastanawiam się czy numerologia kamienia modyfikuje numerologię liczby, czy działa niezależnie.
Patrzę na to z boku i mam podstawowe pytanie, może głupie - czy te grupy paciorków, te dziesiątki, mają swoje osobne znaczenia? Bo rozumiem że suma jest 5, ale czy pierwsza dziesiątka to nie jest inaczej niż piąta? Numerologicznie każda powinna mieć inne miejsce w sekwencji, nie?
Wchodzę tutaj bo temat mnie wciągnął, choć normalnie siedzę przy kartach. Ale widzę ciekawą analogię - w tarota mamy 5 jako kartę Papieża, a w numerologii 5 to zmiana i lekcje. Papież w kartach to właśnie rytuał, tradycja, ale też most między sacrum a człowiekiem. Czy różaniec nie jest dokładnie takim mostem? I to że jest zakodowany na 5 może nie być zbiegiem okoliczności.
Ja to widzę trochę inaczej niż wszyscy tutaj. Moim zdaniem liczyć powinno się tylko same paciory medytacyjne, bez tych przy krzyżyku, bo one pełnią funkcję wprowadzającą i nie wchodzą w właściwy rytm różańca. Wtedy mamy 50 pereł głównych, a 5+0=5, i to jest czysta, niezmącona energia piątki bez żadnych modyfikatorów. Reszta to tylko ozdobniki.
A właśnie, to mnie zastanawia przy tej dyskusji o metodzie - czy ktoś z was próbował kiedyś liczyć każdą dziesiątkę oddzielnie i przypisywać jej znaczenie według numerologii kolejności? Bo Rysiek pytał o to kilka postów wyżej i chyba nie dostał pełnej odpowiedzi. Pierwsza dziesiątka jako 1, druga jako 2 i tak dalej - co by to dawało?
Wracam do podstawowego pytania z tytułu wątku, bo trochę odpłynęliśmy. Lilka pytała czy wszystkie paciory mają takie samo znaczenie. Na razie ustaliliśmy że strukturalnie nie - są paciory dziesiątek i paciory ojczenaszów, i te trzy przy krzyżyku. Ale czy ktoś odpowiedział wprost: czy pojedynczy paciorek w obrębie jednej dziesiątki różni się od swoich sąsiadów?
To co lilka opisuje to jest naprawdę coś. Przy pracy z przedmiotami o ładunku energetycznym - a różaniec z jaspisu na pewno ma swój - ten próg między dziesiątkami jest wyczuwalny. To niekoniecznie numerologia, to fizyka energetyczna. Ale numerologia może to opisać językiem liczb.
Zatrzymuję się tu bo Pajeczyna powiedziała coś ważnego - paciory są zawsze w tej samej kolejności. I to jest właśnie argument za tym, że różaniec to przedmiot o stałej strukturze numerologicznej, nie zmienny jak talia kart. Jego znaczenie nie jest losowe, jest wbudowane w formę.
A ja mam pytanie może trochę z innej strony - czy jak różaniec jest podarowany, to numerologia jest ta sama co kupiony samemu? Bo mój jest od mamy i jakoś zawsze czułam że on "należy" do niej bardziej niż do mnie, nawet jak już go używam od lat.
Boże, to porównanie z bliźniakami od Bogusi to jest strzał w dziesiątkę. Nie pomyślałem o tym nigdy w taki sposób. Dziękuję że to napisałaś, bo teraz rozumiem chyba lepiej po co w ogóle zajmować się numerologią przedmiotów, skoro ważniejsza jest historia kto je nosił.
To znaczy że ten różaniec z pchlego targu jest w sumie numerologicznie "czysty"? Jak niezapisana karta? Bo nigdy tak o tym nie myślałam, dla mnie brak historii był raczej wadą, czymś niepewnym.
A może to jest właśnie klucz do teo co lilka pytała na początku - że paciory nie mają sam z siebie znaczenia, ale nabierają go przez użycie? Że numerologia jest punktem wyjścia, ale to praktyka wypełnia te liczby treścią?
Bogusia, to jest coś co mi siedzi teraz w głowie. Bo jak zaczęłam używać różańca, te liczby były dla mnie bez znaczenia, liczyłam tylko żeby nie zgubić miejsca. Ale teraz po paru miesiącach czuję że pewne miejsca na tym sznurku są jakby bardziej moje. I zastanawiam się czy to ja je wybrałam czy one mnie.
a które to miejsca konkretnie? Ten próg między dziesiątkami o którym mówiła Gebda, czy coś innego?
Czwórka jako uziemienie to fajny trop, ale chcę tu trochę rozszerzyć - jeśli liczymy pozycję w dziesiątce, to czwarty paciorek jest zawsze czwarty ale jego pozycja w całym różańcu jest już inna. Czwarty w pierwszej dziesiątce to zupełnie inny punkt niż czwarty w piątej. Czy to nie zmienia odczytu?
Poczekajcie, chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Mamy numer paciora w obrębie swojej dziesiątki - od 1 do 10. I mamy jego numer na całym różańcu - od 1 do 59. I te dwa numery nakładają się na siebie i tworzą coś w rodzaju podwójnej numerologii?
Właściwie to przy pracy z różańcem jako przedmiotem energetycznym ta podwójna numerologia jest oczywistością, o której czytałam już dawno. Każdy paciorek jest jednocześnie częścią mniejszego i większego cyklu. Dokładnie tak jak planety mają swoje własne orbity i jednocześnie obiegają słońce.
Dobrze że Tatarak to powiedziała, bo ważne żebyśmy nie budowali na tym co "wydaje się oczywiste". Wracając do lilki - ona opisała coś konkretnego, własne doświadczenie z czwartym paciorkiem. To jest prawdziwy materiał do rozmowy, a nie gotowe systemy.
Jestem pod wrażeniem jak ta dyskusja rozwinęła się od prostego pytania o to czy paciory mają takie samo znaczenie do czegoś co w ogóle zmienia sposób myślenia o pracy z różańcem. Lilka, masz genialne pytania 🙂 Ale mam jedno własne - czy ta podwójna numerologia działa tylko przy różańcu czy przy każdym sznurku z paciorkami?
A czemu "tylko fizyka"? Liczba paciorków do tego większego jest stała, prawda? To znaczy że zawsze zatrzymujesz się w tym samym miejscu cyklu. To jest numerologicznie istotne niezależnie od tego czy zapięcie jest ozdobą czy przypadkiem.
