Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad czymś, o czym mało kto mówi wprost - czy przy wyborze lekarza albo terapeuty sprawdzacie wibrację liczbową ich imienia lub nazwiska? Sama zaczęłam to robić po tym, jak zmieniłam terapeutkę i z nową od razu "zaskoczyło", a później wyszło, że mamy bardzo zgodne liczby życiowe. Wiem, że brzmi to może dziwnie nawet jak na to forum, ale skoro ufamy numerologii w związkach czy pracy, to dlaczego nie przy tak ważnym wyborze jak ktoś, kto ma nam pomagać w zdrowiu? Ciekawi mnie też kwestia orbów - jak duże odchylenie od idealnej zgodności jeszcze akceptujecie? Bo spotykam się z różnymi podejściami.
Właśnie o to chodzi, że ja zawsze to sprawdzam i nie rozumiem, czemu ludzie tego nie robią automatycznie. Ale powiedz mi - jak dokładnie liczyłaś tę zgodność z terapeutką? Tylko liczba życiowa czy też liczba imienia osobno?
Ale czy to nie jest tak, że lekarz to jednak przede wszystkim kompetencje i wiedza, a nie wibracja imienia? Pytam serio, bo sam interesuję się numerologią, ale tutaj mam wątpliwości. Czy naprawdę zdarzyło się komuś odrzucić dobrego specjalistę tylko dlatego, że liczby nie grały?
Hm, ale jak to w ogóle sprawdzić zanim się pójdzie do kogoś? Większość lekarzy ma na stronie tylko imię i nazwisko, a czasem nawet nie wiadomo jak się nazywają pełnym imieniem. Nie pytam złośliwie, po prostu nie widzę jak to miałoby działać praktycznie.
A co z tytułami zawodowymi? Bo jak ktoś wszędzie używa "dr Jan Kowalski", to czy to "dr" wchodzi do obliczeń? Wydaje mi się, że nie, ale spotkałam się z różnymi opiniami.
Mnie bardziej interesuje czy to w ogóle daje szybki, mierzalny efekt. Bo jak mam iść do psychiatry za dwa tygodnie i mam teraz trzy nazwiska do wyboru, to ile czasu zajmuje to obliczenie i czy w ogóle coś z tego konkretnego wyniknie?
Słuchajcie, jestem tu raczej sceptyczna wobec takich rzeczy, ale to mnie trochę zaciekawiło. Czy jest jakaś konkretna metoda na orbę - tzn. czy mówicie, że orb 1 to OK, orb 2 to już ryzyko, orb 3 to odpuść? Czy to jest bardziej intuicyjne?
Orb to pojęcie wzięte z astrologii i ciekawe, że przenosi się je do numerologii. Sam używam go umownie - przy głównej parze liczb 1 to absolutne maksimum, ale przy relacji duszy z ekspresją daję sobie trochę więcej luzu, bo te energie inaczej ze sobą rozmawiają. Pytanie jest takie: czy orb liczycie jako różnicę arytmetyczną, czy bierzecie pod uwagę cyfry zredukowane inaczej na kole dziewiątek?
Okej, ale wracając do tematu lekarzy - czy ktoś ma konkretne doświadczenie z tym, że zmienił specjalistę właśnie z powodu niezgodności liczb i faktycznie poczuł różnicę? Bo teorię rozumiem, ale bez przykładów trudno mi coś z tym zrobić.
Ja mam. Chodziłem do jednego terapeuty rok i czułem, że coś nie gra - nie w sensie, że był zły, ale jakby nie docierał do mnie. Sprawdziłem później liczby i wyszło nam starcie na poziomie ekspresji i liczby duszy jednocześnie. Potem zacząłem chodzić do kogoś, kogo wybrałem częściowo intuicyjnie, a okazało się, że mamy bardzo zbliżone liczby życiowe. Różnica była dla mnie wyraźna.
Dobra, to ja mam teraz pytanie do Feliksa i Wędrowca naraz. Skoro numerologia ma nazywać to, co intuicja już sygnalizuje - to po co w ogóle liczyć? Znaczy, jeśli intuicja mówi "coś nie gra", to już wiem. A jeśli intuicja milczy, to czy liczby mogą mi powiedzieć coś, czego ona nie widziała? Bo te dwa zastosowania to zupełnie różne rzeczy.
A ja się z Feliksem nie zgadzam do końca. Liczby też interpretujesz przez własny filtr - decydujesz, jak je liczyć, jakie orby przyjąć, którą szkołę stosować. Nie ma tu żadnej zimnej obiektywności. To nadal jesteś ty, tylko z dodatkowym krokiem między odczuciem a decyzją.
Ilonka, to jest naprawdę ciekawe rozróżnienie. Ale z perspektywy kogoś, kto dopiero zaczyna się tym interesować - czy to w ogóle ma znaczenie dla samej praktyki? Znaczy, czy musisz wiedzieć, który model jest prawdziwy, żeby to stosować?
Słuchajcie, ja to trochę sprowadzę na ziemię. Mam dwa tygodnie do tej wizyty u psychiatry. Jeśli obliczę liczby trzech lekarzy z listy i wyjdzie mi różnie dla każdego - to na co konkretnie patrzeć w pierwszej kolejności? Bo rozumiem, że jest liczba życiowa, liczba ekspresji, liczba duszy - ale jeśli mam tylko 15 minut, to co jest najważniejsze przy specjaliście od zdrowia psychicznego akurat?
A mnie tu naszło inne pytanie. Czy przy psychiatrze w ogóle chodzi o harmonię, czy może właśnie o kontrast? Bo psychiatra to nie przyjaciel - to ktoś, kto ma widzieć to, czego ty nie widzisz. Czy zbyt duża zgodność wibracyjna nie sprawia, że oboje jesteście w tej samej bańce?
Dobra, ale wracając do Prokopa i jego konkretnej sytuacji - czy ktoś tu rzeczywiście mógłby pokazać, jak to obliczenie wygląda krok po kroku? Bo cały czas rozmawiamy o liczbach duszy, ekspresji i tak dalej, a ja nie wiem nawet jak policzyć tę pierwszą. Może to byłoby pomocne dla kilku osób tutaj, nie tylko dla mnie.
No dobra, jeden się nazywa Marek. I co z tym teraz?
Muszę tu dopowiedzieć jedną rzecz, bo w kilku postach wyżej pojawiło się nieścisłe ujęcie. W systemie pythagorejskim samogłoski do liczby duszy to A, E, I, O, U - ale 'Y' jest osobnym przypadkiem i różne szkoły traktują je różnie, jako samogłoskę lub nie. Przy imieniu Marek to nie ma znaczenia, ale przy nazwiskach z 'Y' może zmienić wynik o 1-2.
I tu jest coś, co mnie zawsze zatrzymuje przy takich rozmowach. Mamy niepewność co do metody liczenia, niepewność co do orbu, niepewność co do tego, które imię liczyć. A mimo to system ma jakoś działać. Czy ktoś z was zastanawiał się, czy ta wielość zmiennych to słabość systemu, czy może właśnie jego elastyczność, która pozwala dopasować go do danej relacji?
No dobra, to jak liczymy to "Marek"? Bo siedzę tu i czekam, a za dwa tygodnie mam tę wizytę i wolałbym wiedzieć zanim pójdę, a nie po.
Chwila, a nie powinniśmy liczyć z nazwiska też? Bo znam dwóch Marków i to zupełnie różni ludzie. Samo imię to trochę mało, nie?
Ja bym tu powiedział, że liczyć połowicznie to trochę jak czytać połowę snu i wyciągać z tego wnioski. Technicznie możesz, ale ryzyko błędnej interpretacji rośnie. Choć z drugiej strony - mam pewne doświadczenia z samymi imionami i bywa, że to wystarczy jako wskaźnik, nie pełna diagnoza.
Zaraz zaraz, ale to trochę otwiera puszkę Pandory. Bo jak lekarz ma dwa imiona albo zdrobnienie w gabinecie? Moja psychiatra przedstawia się jako "pani Kasia" a w dokumentach jest Katarzyna. Co liczymy?
Ale to znowu wraca do tego samego problemu co wcześniej - każdy wybór, który robimy w tej metodzie, jest interpretacyjny. Kasia czy Katarzyna, Y jako samogłoska czy spółgłoska, orb jeden czy dwa. Im więcej zmiennych, tym bardziej wynik zależy od tego, co chcemy uzyskać. Ktoś to kiedyś sprawdzał metodycznie? Liczył różne warianty dla tej samej osoby i patrzył, co wychodzi?
To drugie brzmi dla mnie bardziej sensownie. W tarocie też nie masz jednej karty, która opisuje człowieka - masz rozkład, pozycje, kontekst. Może liczby imion to jest coś podobnego, każda forma to inna warstwa tej osoby?
Dobra, skoro orb to kluczowe pytanie w tym wątku - ja stosuję orbę plus minus 1 przy liczbach życiowych, jeśli liczby są zredukowane do 1-9. Przy liczbach mistrzowskich 11, 22, 33 daję nieco więcej luzu, bo tam wibracja jest intensywniejsza i taka mała rozbieżność to nadal bliskość. Ale to jest moje podejście - Edek, ty jak to robisz?
Ja orbę traktuję inaczej, bo moim zdaniem orb powinien zależeć od tego, którą liczbę porównujesz. Liczba życiowa wymaga ścisłości, dam jej max 1. Liczba ekspresji - do 2, bo ekspresja jest z natury bardziej zmienna. Przy liczbie duszy w relacji terapeutycznej dałabym nawet 0, bo albo wibracje dusz się spotykają, albo nie.
