Zacząłem ostatnio drążyć temat numerów przypisanych do miejsc kultu i wyszło mi coś ciekawego. Mianowicie wiele starożytnych świątyń było lokowanych w miejscach, których koordynaty geograficzne po zsumowaniu dawały liczby mistyczne - najczęściej 3, 7, 9 albo 11. Zastanawiam się, czy jeśli współczesna świątynia czy kaplica nosi konkretny numer w administracyjnym rejestrze albo numer ulicy, to czy ta liczba wchodzi w rezonans z energią miejsca. Mam na myśli dosłownie: czy kościół pod numerem 9 ma inną wibrację numerologiczną niż pod numerem 4? I drugie pytanie, bo to mnie mocno nurtuje od jakiegoś czasu - gdzieś czytałem, że Aldebaran jako gwiazda królewska może wzmacniać zdolności wizjonerskie u osób, które maja go aktywnego w natalu. Czy to ma jakiś związek z miejscami kultu? Czy świątynia wzniesiona pod wpływem Aldebarana mogłaby mieć inny numerologiczny ładunek?
No właśnie, z tym numerem świątyni to jest tak, że liczba 9 jest tu kluczowa, bo 9 to liczba duchowości i ukończenia cyklu - więc świątynia pod dziewiątką to niemal ideał. Ale ja bym patrzyła nie tylko na numer ulicy, bo to jest trochę przypadkowe nadanie administracyjne. Ważniejszy moim zdaniem jest numer wibracyjny samej nazwy ulicy plus numer budynku razem. Liczymy to metodą Pitagorasa i dopiero wtedy widać pełny obraz. Co do Aldebarana - tak, to jest jedna z czterech gwiazd królewskich, wchodzi w skład Byka, a jej wpływ na wizjonerstwo jest opisany już w tradycji perskiej. Ale żeby powiązać to z numerem świątyni, trzeba by wiedzieć kiedy ją wzniesiono i pod jaką konstelacją.
Sigilia, moment - piszesz, że liczymy nazwę ulicy plus numer razem, ale jak dokładnie to wygląda? Bo nazwy ulic często mają imiona patronów, a to już wchodzi w kabałę imion, nie czystą numerologię pitagorejską. Czy nie mieszasz tu dwóch systemów? Pytam, bo sama staram się nie łączyć metod, żeby nie dostać bełkotu zamiast odczytu.
Czytam wątek i mam pytanie do Franka - skąd masz pewność, że to co ludzie czują w tym kościele wynika z liczby 33, a nie np. z architektury, akustyki, może zapachu kadzidła albo po prostu wieloletnich modlitw? Bo może to jest coś zupełnie fizycznego, a numerologia dostarcza tylko jakiegoś ram do interpretacji czegoś, co istnieje niezależnie od niej
Przepraszam, że wchodzę, ale właśnie to mnie zastanawia w całym tym temacie. Czy liczba na numerze budynku w ogóle może mieć moc, skoro jest zmienna? W Polsce numeracja ulic była zmieniana wielokrotnie, szczególnie po wojnie. Więc ta sama świątynia mogła mieć numer 4, potem 12 potem 8. Która z tych liczb miałaby znaczenie?
Ojejku, chcę dodać coś do wątku o Aldebaranie, bo Franek o nim wspomniał. Aldebaran to oko Byka i w tradycji hermetycznej był jedną z czterech gwiazd strażniczych nieba - razem z Regulusem, Antaresem i Fomalhautem. Każda z nich miała przypisany żywioł i kierunek. Aldebaran strzegł Wschodu i był powiązany z Michałem Archaniołem w tradycji chrześcijańskiej. Więc świątynie zorientowane na wschód i poświęcone Michałowi mogłyby mieć silną wibrację Aldebaranową - niezależnie od numeru.
Czytam tę dyskusję i mam wrażenie, że wchodzicie bardzo głęboko w astrologie, a pytanie wyjściowe było o numerologię świątyń. Nie mówię, że to błąd - Aldebaran i data poświęcenia to ciekawy wątek - ale może warto by było najpierw ustalić jedną rzecz: czy w ogóle istnieje jakaś numerologiczna tradycja, która dosłownie zajmuje się mocą duchową miejsc, a nie tylko ludzi? Bo większość systemów numerologicznych, które znam, jest antropocentryczna - liczy się datę urodzenia człowieka, jego imię. Czy ktoś zna tradycję, która stosuje to samo do budynków lub miejsc?
Nie znam konkretnych tekstów na ten temat, ale w gematrii żydowskiej - i tu wchodzimy w kabałę, więc to też wschodni wątek w pewnym sensie - liczba wpisana w nazwę miejsca była bardzo ważna. Świątynia Jerozolimska to w gematrii całe opracowania. Więc może szukać odpowiedzi raczej w kabale niż w Pitagorasie??
Wtrącę się z innej strony. W tradycji słowiańskiej miejsca kultu nie miały numerów, ale miały głęboko zakorzenioną symbolikę liczbową - liczba słupów, okrążeń, kamieni w obrębie świętego miejsca. Trójka, dziewiątka, wielokrotności trójki - to były liczby organizujące przestrzeń sakralną. Pogańska świątynia przy Arkonie na Rugii miała według opisów Saxo Grammaticusa cztery kolumny wejściowe i osiem wewnętrznych - razem dwanaście, co nie wydaje się przypadkowe. Więc idea, że liczba opisuje moc miejsca, jest bardzo stara. Tylko nie chodziło o numer administracyjny, ale o zamierzoną strukturę.
Kamilcia pyta o coś ważnego - czy liczba może nabrać mocy wtórnie, nie przez intencję budowniczego, ale przez to, co się w miejscu dzieje. Ja bym powiedziała, że tak - w numerologii wibracja jest żywa i zmienia się z czasem. miejsce, do którego przez stulecia przychodzą tysiące ludzi z tą samą intencją duchową, buduje własne pole energetyczne i liczba tego miejsca zaczyna to pole opisywać, nawet jeśli pierwotnie była przypadkowa. To taka odwrotna droga do sensu.
To, co mówi Darka, ma swój odpowiednik w dawnej praktyce. Przy wyborze miejsca pod sanktuarium słowiańskie nie wystarczył jeden znak - czekano na zbieg kilku: zachowanie zwierząt, ukształtowanie terenu, sny kapłanów. Liczba nie była pierwsza ani ostatnia, była jednym z głosów. Czy w numerologii zachodniej jest coś analogicznego - jakiś system, który wymaga zbiegu kilku wskaźników, a nie tylko jednej liczby?
Zodiakla pyta o teksty i muszę przyznać, że moje znajomość jest tu ograniczona. W Zoharze i w pismach kabbalistycznych jest dużo o proporcjach Świątyni Jerozolimskiej, ale to raczej geometria sakralna i gematria nazw niż numerologia w sensie pitagorejskim. Może ktoś z was zna jakieś mosty między tymi tradycjami?
Mosty między gematrią a geometrią sakralną to akurat coś, czym zajmowali się różokrzyżowcy w XVII wieku - szczególnie w kontekście budowy idealnej świątyni. Robert Fludd pisał o proporcjach liczbowych jako odzwierciedleniu harmonii sfer. Ale u niego liczba była bardziej muzyczna niż diwinacyjna - chodziło o odpowiedniość, nie o przepowiednię. To trochę inna optyka niż szukanie, czy numer 33 na bramie coś wróży
A propos Aldebarana - bo ten wątek trochę przycichł, a mnie naprawdę ciekawi jedno konkretne pytanie. Zodiakla mówiła o koniunkcji z Księżycem w natalu. Ale czy ktokolwiek z was miał doświadczenie, że odwiedził jakieś miejsce sakralne i dostał tam coś, co można by nazwać wizją albo wyraźnym snem? I czy sprawdzał potem swój chart na tę gwiazdę?
Kamilcia dotyka czegoś istotnego. W dawnych miejscach kultu słowiańskiego powtarzające się liczby były wynikiem rytuału, nie estetyki. Dwanaście słupów znaczyło co innego niż jedenaście albo trzynaście - wybór był świadomy. Ale przy gotyckiej kaplicy fundowanej przez biskupa na podstawie planów przywiezionych z Italii - już nie wiem. Może architektura sama w sobie niesie pewne liczby dlatego, że kiedyś były celowe, i ta intencja jest już w tradycji, nawet jeśli budowniczy o tym nie wiedział?
Wracam do Franka i jego kościoła z liczbą 33, bo mam jedno konkretne pytanie, które mi nie daje spokoju. Czy licząc tę datę poświęcenia brałeś pod uwagę kalendarz gregoriański, juliański, czy jeszcze inny? Bo np. dla starszych kościołów data w źródle historycznym może być w starym stylu, a to zmienia obliczenia. Może ktoś to wcześniej poruszał, ale nie widzę żeby ktokolwiek o to zapytał.
Różnica między gregoriańskim a juliańskim to od kilku do kilkunastu dni w zależności od epoki - przy redukcji do liczby pierwotnej może to zmienić wynik albo nie. Ale to nie jedyny problem. Przy starszych kościołach data w kronice to często data wpisu, a nie data faktycznego poświęcenia. I wtedy liczymy zupełnie inne wydarzenie.
To co Caroletta mówi o dacie wpisu kontra dacie faktycznej - to jest coś, o czym rzadko ktoś myśli przy liczeniu numerologii miejsc. Przy osobach zawsze bierzemy datę urodzenia, nie datę wpisu do urzędu. Ale co jest "narodzinami" świątyni? Moment wmurowania kamienia węgielnego, moment poświęcenia, moment pierwszej mszy? Bo to mogą być trzy różne liczby.
U Słowian nie było jednorazowego aktu poświęcenia - przestrzeń sakralna była stopniowo nasycana obecnością przez powtarzające się rytuały. Żaden jeden dzień nie był "datą narodzin". Więc cały ten spór o właściwą datę jest może specyficzny dla tradycji, które budują jeden akt fundacyjny.
Właśnie - i tu mamy chyba sedno problemu. Mogę naliczyć dla mojego kościoła pięć różnych dat i wyjdą mi trzy różne liczby. Które doświadczenie przypisać której liczbie? Albo może to jest błąd samej metody i szukam czegoś, czego tam nie ma?
Chcę wtrącić coś, co może być niepopularne w tym wątku. W praktyce rytuałów pracy z miejscami, na którą są starsze opisy, nigdy nie spotykam się z liczeniem dat. Jest geomancja, jest wróżenie z ukształtowania terenu, są metody wyczuwania energii. Numerologia dat kościołów to moim zdaniem konstrukt stosunkowo nowy - ktoś zna jakieś źródło starsze niż XX wiek, które wprost o tym mówi?
Czytam cały wątek i chcę zapytać o coś praktycznego, bo może się gubię. Jeśli liczymy numer budynku na ulicy, to przynajmniej jest jasne co liczymy - tabliczkę przed wejściem. Ale przy kościele z datą poświęcenia wszystko się komplikuje jak tutaj widać. Czy jest w ogóle jakiś konsensus między numerologami, która data jest "oficjalna" przy pracy z miejscami kultu?
Wróćmy na chwilę do Aldebarana, bo Zodiakla i Baska mówiły o tym wcześniej i zostało to trochę zawieszone. Baska miała geometryczne wizje w kaplicy i powiązała to z opozycją Aldebarana do Księżyca w natalu. Ale Franek mówi, że jego kościół ma datę o redukcji do 33, czyli mistrzowską. Czy ktoś sprawdzał kiedyś, czy konkretna konstelacja w momencie wizyty wzmacnia odczucia w miejscu sakralnym - niezależnie od stałej numerologii miejsca??
A ja nie mam godzin wizyt w notatkach, tylko daty. To jest pewnie błąd metodologiczny z mojej strony - powinienem był notować dokładniejsze dane od początku. Ale skoro to podnosicie, to może warto by prowadzić taką dokumentację systematycznie: data, godzina, miejsce, numer lub data poświęcenia, i osobny opis odczuć. Czy ktoś to robi?
Właśnie ten wpis Franka mnie zastanawia - jeśli zaczniemy notować godziny wizyt, to czy nie wchodzimy już bardziej w astrologię niż numerologię? Pytam serio, bo nie do końca rozumiem, gdzie kończy się jedno, a zaczyna drugie przy pracy z miejscami.
No właśnie - i tu jest mój problem od początku tego wątku. Chcę wiedzieć, czy coś, co czuję w tym miejscu, wynika z samego miejsca, czy ze mnie w danym dniu. To jest nieuchwytne bez systematycznej dokumentacji. Zaczął mnie bawić pomysł, żeby przez kilka tygodni odwiedzać ten kościół o różnych godzinach i notować wszystko - numer, datę, godzinę, fazę księżyca, własny stan. Wtedy może coś by wyszło.
Ja kiedyś coś podobnego poczułam przy progu starego kościoła - taki nagły szum w uszach i przez chwilę jakbym widziała inne oświetlenie. Ale nie wiem, czy to "wejście" w rozumieniu numerologii czy po prostu próg jako przestrzeń między sacrum i profanum. Czy ktoś wie, czy numerologia w ogóle rozróżnia poszczególne strefy budynku?
