Słuchajcie, siedziałam ostatnio w poczekalni i zaczęłam się zastanawiać nad numerami pięter w szpitalu. Moja mama leżała na oddziale chirurgicznym na 4 piętrze i jakoś jej tam nie szło z rekonwalescencją, a koleżanka po tym samym zabiegu trafiła na 2 piętro i wyszła w ekspresowym tempie. Zaczęłam liczyć - w numerologii 4 to stabilność, ale też stagnacja, zastój. A 2 to współpraca, harmonia, flow energii. Zbieżność? Mam wrażenie, że nie. Ktoś z was kiedyś sprawdzał coś podobnego :>?
To bardzo ciekawe spostrzeżenie, bo ja właśnie teraz leżę w szpitalu (piszę z telefonu) i jestem na oddziale na 7 piętrze. Siódemka to przecie liczba duchowości i uzdrowienia! Mam wrażenie że naprawdę szybciej dochodzę do siebie niż się spodziewałam. Ale nie wiem czy to piętro, leki, albo po prostu tak miało być. Skąd masz informacje że 4 to stagnacja? Czytałam że to raczej fundamenty i praca, nie koniecznie zastój.
Moment, bo tu chyba wchodzi też kwestia Księżyca w Pannie, który teraz mamy. Panna to znak zdrowia, analityczności, ale też tłumienia emocji - co może bezpośrednio wpływać na to, jak ciało reaguje na leczenie. Jeśli Księżyc w Pannie faktycznie sprzyja chłodzeniu emocji, to może pacjenci urodzeni z silną Panną w horoskopie będej lepiej odpowiadać na leczenie właśnie teraz? 😉 Czy ktoś wie, jak by to połączyć z wibracją liczby pokoju?
Dobra,ale czy ktoś ma jakieś KONKRETNE przykłady? Bo to że czyjaś mama wolniej wracała do zdrowia na 4 piętrze to może być po prostu przypadek. Ja potrzebuję czegoś bardziej namacalnego. Czy ktokolwiek świadomie poprosił o zmianę sali ze względu na numerologię i sprawdził efekt?
Ja mam taki przykład, choć nie wiem czy to wystarczy. Brat leżał po operacji kolana na oddziale numer 6 - chodzi mi o numer oddziału, nie piętro. Szóstka to miłość, dom, troska. I pielęgniarki na tym oddziale były naprawdę wyjątkowo opiekuńcze, on sam mówił, że czuł się tam jak w domu. Może to tylko charakter tych konkretnych osób, ale może oddział wciągnął takich ludzi właśnie przez swoją wibrację? Sama nie wiem jak to interpretować.
Przepraszam że wchodzę z boku, ale mam pytanie - a co z numerem 9? Moja siostra leżała na 9 piętrze i miała komplikacje, potem ją przenieśli na 5 piętro i wszystko się ustabilizowało. Dziewiątka to podobno zakończenia, przemiany, koniec cyklu. Czy to mogło wzmacniać jakiś kryzys zamiast uzdrawiać?
Słuchajcie, jestem sceptyczna w stosunku do całego tematu, ale jedno mnie zastanawia. Czy ktoś porównywał statystyki poszczególnych oddziałów? Oczywiście szpitale nie podają takich danych publicznie, ale może ktoś z was pracuje w służbie zdrowia i może coś powiedzieć nieformalnie? Bo mi się wydaje, że zanim zaczniemy interpretować numerologię, przydałoby się wiedzieć czy w ogóle jest jakaś wzorcowa różnica.
Piszę znowu z łóżka 🙂 Właśnie sprawdziłam - mam salę numer 71. Siedem to wiemy, jedynka to nowe początki. Co o tym myślicie w kontekście zdrowienia? Czuję że to dobra kombinacja ale chciałabym usłyszeć wasze zdanie.
Zastanawiam się jeszcze nad tym co muwiła Sabineczka62 o Księżycu w Pannie i tłumieniu emocji. Bo jeśli pacjent tłumi emocje, to czy ciało nie kumuluje napięcia które blokuje gojenie? Może numer pokoju z dobrą wibracją może częściowo to zrównoważyć, ale nie zastąpi pracy z emocjami? Jak wy to widzicie?
Hej, czytam wasz wątek z łóżka i mam pytanie do Sabineczka62 - powiedziałaś wcześniej że liczby działają przez pole informacyjne. Ale jak to rozumieć w praktyce? Czy sala z numerem 71 po prostu jest "nasączona" tą wibracją, czy to raczej ja sama muszę się na nią świadomie otworzyć?
Właśnie o tym myślę słuchając tej rozmowy. Miałam znajomą która leżała po operacji i zaczęła obserwować numer swojej sali dopiero w połowie pobytu. Ehh, twierdziła że od tego momentu gojenie przyspieszyło. Oczywiście nie wiem czy to sugestia czy coś głębszego, ale sam fakt zwrócenia uwagi chyba coś otwiera :/.
Czytam tę wymianę i chcę zapytać o jedno - czy ktoś z was próbował świadomie zmieniać relację z numerem sali podczas pobytu? Mam na myśli jakiś konkretny sposób pracy - medytacja z liczbą, wizualizacja, cokolwiek. Bo jedna rzecz to pasywne "bycie" w wibracjii sali, a druga to aktywna praca z nią.
Wchodzę w temat, bo interesuje mnie aspekt runiczny - Hagalaz na przykład to liczba dziewięć w niektórych tradycjach i też oznacza burzę przed przełomem. Czy ktoś pracował z runami w kontekście numerów szpitalnych? Zastanawiam się czy można by runą wzmocnić lub złagodzić wibrację sali.
Mogę się wtrącić z prostym pytaniem? Jak w ogóle sprawdzić czy numer sali działa na korzyść czy niekorzyść konkretnej osoby? bo rozumiem że każdy ma swój numer życiowy z daty urodzenia - i czy właśnie porównanie tego numeru z numerem sali daje odpowiedź?
Czytam i mam takie pytanie do caełj dyskusji - czy jeśli chodzi o szpital, nie powinniśmy brać pod uwagę przede wszystkim czakry serca i tego co numer sali robi z tą czakrą? Bo szóstka kojarzy mi się z czakrą serca, siódemka z koroną - może to jest klucz do tego dlaczego różne sale pomagają różnym schorzeniom?
Wchodzę w tę rozmowę o czakrach i liczbach, bo to ważna kwestia. Mapa którą opisuje Alojzy istnieje, ale nie ma jednej wersji - to zależy od szkoły. W systemie który znam najlepiej, czakry przypisuje się do liczb przez wibrację tonu, nie przez symbol. Ale mam pytanie do całej dyskusji - czy przy szpitalnym łóżku, gdzie człowiek jest osłabiony, w ogóle powinniśmy mówić o aktywacji czakr przez liczbę? To może być zbyt intensywne bez intencji :>.
Ehh, przepraszam że wchodzę, ale mam wrażenie że ta rozmowa kręci się w kółko. Czy ktokolwiek ma konkretny przykład - że był na konkretnym piętrze, z konkretnym numerem sali, i może powiedzieć coś więcej niż "czułem się lepiej" albo "coś tam otwierało"? Bo bez tego ciągłe budowanie teorii nad teorią jest trochę w powietrzu.
To jest właśnie coś o czym chciałam mówić od początku tego wątku - relacja z numerem to nie jest jednostronna. Liczba nie jest aktywna sama w sobie jak magnes. Ona jest bardziej jak lustro. Twój lęk przed siódemką, Czeslawa81, wzmacniał niepokój. Przeproszenie jej - czyli zmiana nastawienia - to zmieniło pole między wami. Czy to nie jest argument za tym, że świadomość naprawdę wzmacnia wibrację miejsca?
Czytam to i nasuwa mi się pytanie - czy w takim razie numer sali może "działać" zupełnie inaczej na dwie osoby które mają ten sam numer życiowy, ale różne nastawienie do cyfry? Bo to by znaczyło że numerologia w szpitalu jest nieodłącznie subiektywna.
Dobra ale wróćmy do mojego pytania sprzed kilku postów bo chyba nie dostałam odpowiedzi - siostra ma planowy pobyt za kilka tygodni i nie wie jeszcze na jakim piętrze będzie. Czy można się jakoś przygotować zanim się pozna numer sali? Coś co działa niezależnie od tego co trafi?
Przy okazji tej rozmowy o tarczy i otwartości - zastanawiam się czy w ogóle pytamy o właściwą rzecz. czy chodzi o to żeby sala pomagała, czy o to żeby nie przeszkadzała? Bo to jest różnica. ^^ Sala może być neutralna a uzdrawiać człowiek sam. Numerologia mogłaby tylko mówić kiedy środowisko jest sojusznikiem a kiedy trzeba więcej siły własnej.
Czytam ten wątek od dawna i dopytam nieśmiało - czy ktoś może wyjaśnić jak w praktyce działa praca z numerem życiowym jako zakorzenienie? Chodzi o jakąś konkretną technikę, czy wystarczy po prostu wiedzieć jaka to liczba i o niej myśleć? Bo nie chcę robić czegoś na ślepo.
Mam pytanie kótre może brzmieć naiwnie, ale naprawdę nie rozumiem - czy numer piętra liczymy oddzielnie od numeru sali, czy razem? Bo jak mam salę 215, to czy to jest 2+1+5=8, czy piętro drugie jest osobnym aspektem a sala 15 to 1+5=6? I które z tego ma większy wpływ?
okej, czyli rozumiem że 215 to 8 jako całość - ale co z numerem piętra? Mówisz że to kontekst budynku, ale czy ten kontekst w ogóle liczyć, czy po prostu ignorować przy analizie? Bo jeśli piętro drugie ma swoją wibrację, to chyba nie można jej całkiem pominąć?
No właśnie, to trochę jak w astrologii - masz pozycję planety i masz dom w którym stoi. Numer sali to planeta, piętro to dom. Każde z nich niesie coś innego i nie zlewają sie w jeden symbol. Więc może zamiast sumować wszystko razem, patrzeć na te dwa poziomy osobno?
Zanim to rozstrzygniecie - wróćmy na chwilę do meritum. Mówimy o szpitalu, o chorym człowieku, o uzdrowieniu. Czy ta hierarchia poziomów - piętro kontra sala - ma w ogóle praktyczne znaczenie dla kogoś kto leży po operacji?? Bo obawiam się że budujemy coraz bardziej skomplikowany system który ma coraz mniej związku z tym co realnie czuje pacjent.
Ja liczyłam tylko salę, o piętrze nie myślałam wtedy w ogóle. Teraz jak czytam tę rozmowę zaczynam się zastanawiać czy to właśnie dlatego czułam ten dysonans - może piętro trzecie miało swoją wibrację której nie uwzględniłam i to ją czułam, nie samą siódemkę.
