Zastanawiam się nad czymś, o czym chyba mało kto myśli w kontekście numerologii - mianowicie numery oper. Chodzi mi o to, że każda opera ma swój numer, prawda? I czy ten numer w jakiś sposób przyciąga do siebie spektakle o odpowiedniej energii? Sama niedawno sprawdzałam numerologię opery, do której chodzę regularnie, i coś mi nie daje spokoju. Opera nosi numer, który po sprowadzeniu do cyfry podstawowej daje 7 - a to przecież liczba duchowości, głębi, refleksji. I faktycznie - wszystkie spektakle, które tam widziałam, były jakieś takie... poważne, podniosłe, skłaniające do zadumy. Coincidence? Nie sądzę. Macie jakieś doświadczenia z tym tematem?
Hmm, ciekawy temat, ale od razu muszę zapytać - bo to ważne dla całej analizy - czy mówimy o adresie budynku, oficjalnym numerze instytucji (np. w rejestrze), czy może o czymś innym? Bo to zmienia sposób liczenia. W numerologii adres i numer rejestrowy to zupełnie różne wibracje.
Ja zawsze myślałam o numerologii budynków w kontekście domów i mieszkań, ale opera to ciekawy przypadek. Budynek publiczny, w którym przewijają się tysiące ludzi - czy ta zbiorowa energia nie zaburza wibracji numerologicznej? Szczerze pytam, bo nie wiem jak to działa dla miejsc zbiorowych.
Poczekajcie, bo mnie nurtuje coś innego. Czy skoro budynek stoi w konkretnym miejscu to nie powinniśmy brać pod uwagę też jego położenia astrologicznego? Mam na myśli - czy nie ma tu związku z tym, jakie planety "widzą" ten budynek? Słyszałam że Syriusz jako gwiazda stała ma ogromny wpływ na miejsca o charakterze artystycznym...
Ja mam inne doświadczenie i nie do końca się zgadzam z tezą, że cyfra PRZYCIĄGA spektakle. Byłam w operze, której adres daje 3 - a trójka to twórczość, radość, ekspresja. I owszem, grają tam dużo komedii i lekkich rzeczy. Ale czy to cyfra przyciąga repertuar, czy może dyrekcja po prostu ma takie preferencje? Skąd wiadomo co jest przyczyną a co skutkiem?
Na to pytanie o zmianę adresu - tak, z tego co wiem, numerologia miejsca zmienia się wraz z adresem. To trochę jak zmiana imienia u człowieka. Stara wibracja może jeszcze "tkwić" w murach przez jakiś czas, szczególnie jeśli budynek jest stary i nasiąknięty energią, ale nowa liczba zaczyna dominować. Widziałem to na przykładzie pewnej kamienicy, ale opera to skala całkiem inna.
A wracając do Syriusza - bo Edek to zbagatelizował trochę - czy naprawdę nie ma tu żadnego powiązania? Czytałam że gwiazdy stałe mają swoje "ulubione" liczby i miejsca na Ziemi z nimi rezonujące. Syriusz ma podobno związek z 8 i 11. Jeśli opera ma w numerologii 8 lub 11... to może być coś?
O rany, zaraz zaraz, czy ktoś sprawdzał jak to wygląda dla konkretnych słynnych oper na świecie? Bo ja próbowalam policzyć dla jednej bardzo słynnej opery z dużego europejskiego miasta i wyszło mi 5. Piątka to wolność, zmiana, nieprzewidywalność. I faktycznie ta opera słynie z kontrowersyjnych, niekonwencjonalnych inscenizacji. To coś znaczy chyba?
Czytam tę rozmowę i mam wrażenie że mieszamy kilka rzeczy. Bo jest numerologia adresu, numerologia daty założenia instytucji i numerologia nazwy. Każda może dawać inny wynik. Którą z tych wartości faktycznie powinniśmy brać pod uwagę przy pytaniu o repertuar? Sama nie wiem, dlatego pytam.
Przepraszam że się wtrącam bo jestem zupełnie nowa w numerologii, ale jak w ogóle liczy się numerologię nazwy? Mam na myśli - czy bierze się polskie litery czy przelicza na angielski alfabet? Bo widziałam różne tabele i nie wiem której używać dla polskich nazw.
Ech, wróćmy do głównego pytania, bo trochę odpłynęliśmy. Czy opera o numerze 9 - a dziewiątka to humanizm, zakończenia, mądrość - powinna przyciągać spektakle o tematyce przemijania, śmierci, pożegnań? Bo jeśli tak, to mam konkretny przypadek który chciałabym opisać i zobaczyć co o tym myślicie.
No to opisuję ten przypadek z dziewiątką, bo naprawdę warto to omówić. Opera, o której mówię, ma w adresie cyfrę 9 i przez ostatnich kilka sezonów wystawiała prawie wyłącznie tragedie - Traviata, Butterfly, Tosca. Same śmierci, pożegnania, ostatnie westchnienia. Przypadek? Mnie to aż ciarki przeszły gdy to sobie zestawiłam.
Właśnie się nad tym zastanawiam, bo chyba raz był tam jakiś spektakl komediowy i podobno poszedł zupełnie bez echa, słaba frekwencja, złe recenzje. Jakby miejsce go odrzucało. Czy to możliwe, że wibracja przestrzeni dosłownie blokuje pewne energie?
To co opisuje Gwiazdarka jest naprawdę ciekawe, bo pasuje też do tego co pisała Tamarka o dyrektorach. Jeśli dziewiątkowe miejsce przyciąga dyrektora o dziewiątkowej duszy, to on instynktownie będzie wybierał tragedie, nie zdając sobie nawet sprawy z wpływu wibracji. i wtedy komedia po prostu nie pasuje nikomu - ani miejscu, ani człowiekowi.
Wracając do Syriusza, bo Zywiena wcześniej słusznie to podniosła i temat trochę uciekł - czy ktoś wie, jak konkretnie sprawdza się to "położenie astrologiczne" budynku? Bo rozumiem astrokartografie w kontekście człowieka, ale dla nieruchomości to mi umyka.
Zaraz, bo mi to daje do myślenia. Jeśli budynek ma "datę urodzenia" czyli datę otwarcia, to możemy policzyć jego ścieżkę życia tak jak dla człowieka? i ta ścieżka mogłaby być ważniejsza niż adres? Bo adres to zewnętrzna okoliczność, a data otwarcia to jak narodziny instytucji.
Myślę, że inauguracja jest najsilniejsza energetycznie, bo to moment gdy budynek po raz pierwszy "oddycha" sztuką. Wmurowanie kamienia to narodziny struktury fizycznej, ale inauguracja to narodziny ducha miejsca. Chociaż... to też nie jest proste, bo co jeśli opera była przebudowywana i miała kilka inauguracji?
Przepraszam, że znowu wchodzę z podstawowym pytaniem, ale skoro liczymy ścieżkę życia z daty otwarcia, to czy robi się to tak samo jak dla człowieka? Czyli po prostu redukuje wszystkie cyfry daty do jednej? Próbowałam to zrozumieć z różnych opisów i wszędzie to tłumaczą trochę inaczej.
Dobrze, to teraz mam konkretne pytanie do całej dyskusji. Mamy trzy potencjalne "źródła wibracji" dla opery: adres, datę otwarcia i nazwę. jeśli wszystkie trzy dają inną liczbę, to która ma priorytet przy interpretacji repertuaru? Bo Profetka mówiła że nazwa, ale data otwarcia to też brzmi mocno.
Myślę że nie powinniśmy szukać jednej dominującej liczby, bo to uproszczenie. W horoskopie też nie masz jednej planety, która wszystko tlumaczy. Podobnie tutaj - te trzy liczby mogłyby tworzyć swoisty "numeroskop" miejsca, gdzie każda odpowiada za inny aspekt. Adres za materię, data za charakter instytucji, nazwa za to jak się komunikuje ze światem.
Wchodzę do dyskusji, bo te połączenia między numerologią a astrologią mnie zatrzymały. W astrologии jest coś takiego jak punkt fortyny i inne tzw. punkty arabskie - obliczane matematycznie, niewidoczne na niebie. Czy ktoś próbował zastosować podobną logikę i wyprowadzić jakiś syntetyczny punkt dla miejsca, łącząc wibracje adresu, daty i nazwy w jedno? Syriusz w tej kalkulacji też mógłby mieć swoje wejście.
A mnie cały czas wraca jedno pytanie, które chyba nie padło wprost: czy opera może "przełamać" swoją wibrację przez odpowiednio zaplanowany repertuar? Czyli czy dyrektor, który świadomie zna numerologię miejsca, mógłby wystawić spektakl niezgodny z wibracją i w ten sposób celowo stworzyć napięcie albo nawet zmienić energię miejsca?
To pytanie Roksanki mnie mocno uderzyło, bo właśnie o to chodzi w świadomym zarządzaniu miejscem. Myślę, że tak - dyrektor MOŻE próbować przełamać wibrację, ale pytanie brzmi: po co? I czy to nie byłoby działanie wbrew naturze przestrzeni? Trochę jak próba zmuszenia kogoś z ósemkową ścieżką życia do bycia artystycznym marzycielem. Technicznie możliwe, ale z oporem.
Ale właśnie - czy ten "opór" miejsca byłby widoczny w frekwencji, recenzjach, może w jakichś nieoczekiwanych problemach technicznych podczas spektaklu? Bo jeśli wibracja blokuje, to musi się to jakoś manifestować w fizycznym świecie.
Zmiana nazwy to faktycznie jedyna zmienna w tym układzie. I co ciekawe - w historii oper zdarzały się rebrandingi, zmiany nazw po remontach albo fuzjach instytucji. Ciekawe czy ktoś kiedykolwiek świadomie zmienił nazwę żeby "poprawić" wibrację miejsca. Albo czy efekty po zmianie nazwy pasowały do nowej numerologii.
Mozna tez spojrzec na to inaczej - ze opera nie musi zmienic wibracji zeby dzialac, tylko ze dyrektor z odpowiednia numerologia osobista moze byc "mostem" miedzy wibracja miejsca a publicznoscia. Jak tlumacz miedzy dwoma jezykami. Wtedy nawet spektakl "niezgodny" moze sie udac jesli osoba go prowadzaca ma odpowiednie liczby.
Przepraszam, że wchodzę z głupim pytaniem, ale czy ktoś kiedyś liczył numerologię jakiejś konkretnej polskiej opery? Choćby dla przykładu, żebyśmy wszyscy mogli zobaczyć jak to wygląda w praktyce? Bo ta dyskusja jest piękna w teorii, ale zgubiłam się trochę bez konkretów.
