Zaczęłam się zastanawiać nad czymś, co chyba rzadko pojawia się w dyskusjach o numerologii miejsca zamieszkania. Wszyscy mówimy o numerze domu, o wibracji ulicy, ale co z numerami dzielnic? W wielu miastach dzielnice mają oficjalne numery administracyjne albo przynajmniej zwyczajowe nazwy powiązane z kolejnością. Czy ktokolwiek z was pracował z energią dzielnicy jako liczbą? Mam konkretny powód, żeby zapytać - mieszkam w dzielnicy oznaczonej administracyjnie numerem 2 i od jakiegoś czasu zastanawiam się, czy to właśnie dom drugi z numerologii miejskiej odpowiada za to, jak jej mieszkańcy układają sobie relację z pieniędzmi i dostatkiem. Bo dom drugi to przecież wibracja gromadzenia, wartości materialnych, poczucia bezpieczeństwa przez posiadanie.
To jest ciekawy trop, ale muszę zapytać - skąd bierzesz ten numer dzielnicy? Bo w różnych miastach systemy numeracji są różne, jedna dzielnica może mieć numer 2 w jednym układzie i 7 w innym, zależnie od tego, kto i kiedy ustalal podział. Czy traktujesz numer administracyjny jako stały, czy raczej redukujesz nazwę dzielnicy do liczby jak w klasycznej numeroloigi imion?
Nigdy nie myślałem o tym w ten sposób. Mieszkam w dużym mieście, gdzie dzielnice mają zarówno numery jak i nazwy, i teraz mi się kręci w głowie - czy energia miejsca wynika z liczby administracyjnej, z nazwy, z historii miejsca, czy z ludzi, którzy tam żyją? Bo może to wszystko nakłada się na siebie i tworzy coś w rodzaju złozonej wibracji, nie jednej czystej liczby?
Przepraszam, że się wtrącam, bo dopiero poznaję numerologie - ale jak w ogóle działa to przypisanie liczby do miejsca?? Rozumiem, że do osoby się liczy datę urodzenia i imię, ale skąd wiadomo, że numer dzielnicy w ogóle cokolwiek znaczy? Czy jest jakaś zasada, która to określa :>?
Mam to zapisane w notatniku z jednego warsztatu - tam mówiło się, że miejsce ma tyle warstw liczb, ile ma oficjalnych oznaczeń. Numer domu, numer ulicy jeśli jest, kod pocztowy, numer dzielnicy. I każda warstwa odpowiada innemu poziomowi życia. Ale nigdy nie sprawdzałam, czy dzielnica 2 faktycznie daje jakieś specyficzne wzorce finansowe u mieszkańców. Welaa, jak to u ciebie wygląda praktycznie? Widzisz tę wibrację dwójki wokół siebie?
Tylko że to może być po prostu zbieżność, nie? Albo kwestia tego, jaka socjalnie jest dana dzielnica - bardziej robotnicza, bardziej mieszczańska. zastanawiam się, czy te wzorce finansowe nie wynikają po prostu z historii miejsca i ludzi, którzy się tam osiedlali, a nie z liczby.
Czytam tę dyskusję i mam pytanie może naiwne - czy to w ogóle ma znaczenie, w której dzielnicy się mieszka, jeśli człowiek ma inną osobistą wibrację? Bo ja mam liczbę życia 2 i mieszkam w dzielnicy z numerem 7. Czy te wibracje się ze sobą jakoś gryzą, czy jedna dominuje?
Mam w notatkach porównanie kilku systemów i w żadnym nie znalazłam opracowanego modelu dla numerów dzielnic jako oddzielnej kategorii. Są systemy dla numeru domu, kodu pocztowego, nawet dla piętra w bloku - ale dzielnica jako jednostka pojawia się sporadycznie. Welaa, skąd ty to czerpiesz? Własna interpretacja czy masz jakieś źródło?
Nie mam pojęcia o numerologii, ale powiem jedno - moje miasto podzieliło dzielnice kompletnie losowo, bo stary podział był w 2009, a potem go przekroili i teraz numery są inne niż kiedyś. Jak to sie ma do tej wibracji? Jesli moja dzielnica kiedyś miała numer 5, a teraz ma 11, to co - zmieniła energię?
A co z kodami pocztowymi? Słyszałam kiedyś, że kod pocztowy jest ważniejszy niż numer dzielnicy, bo jest bardziej precyzyjny i przynajmniej rzadziej się zmienia. Czy ktoś porównywał kod pocztowy z numerem dzielnicy i widział, która wibracja jest silniejsza?
Czytam ten wątek od początku i zastanawiam się nad jedną rzeczą. Dom drugi w numerologii to nie tylko pieniądze, to też wartości osobiste, to co cenisz, poczucie własnej wartości. Jeśli dzielnica niesie wibrację dwójki, to może wpływa nie tylko na relację mieszkańców z finansami, ale też na to, jak się wartościują jako ludzie?? Trochę szersze pytanie, ale wydaje mi się ważne :).
Skoro mówimy o wpływie dzielnicy na wartości i pieniądze - czy waszym zdaniem można ten wpływ jakoś świadomie modyfikować? Czyli na przykład: wiem że mieszkam w dzielnicy o wibracji 8, która jest o władzy i ambicji, ale moja osobista wibracja jest raczej wyciszona. Czy jest jakiś sposób, żeby świadomie pracować z tą energią zamiast jej ulegać?
a jak w ogóle wyobrażasz sobie taką pracę z wibracją miejsca? Bo rozumiem pracę z własną liczbą życia - medytacje, intencje, karty. Ale dzielnica to zewnętrzna przestrzeń, nie masz nad nią kontroli. Czy modyfikujesz swoje zachowanie, czy próbujesz jakoś oddziaływać na przestrzeń jako taką?
Właśnie o to mi chodziło - czy to w ogóle ma sens oddziaływać na przestrzeń zbiorową. W astrologii mówi się, że można pracowac z tranzytami, czyli trudnym układem planet, przez świadomość i intencję. Może tu jest podobnie - świadomy mieszkaniec dzielnicy może jakoś inaczej odczytywać jej wibrację niż ktoś, kto żyje tam bez refleksji?
Zatrzymajcie się chwilę, bo mi coś umknęło. Mówimy o modyfikowaniu wibracji dzielnicy czy o tym, żeby samemu nie dać się tej wibracji ponieść? To są dwa zupełnie różne działania. Pierwsze zakłada, że jeden człowiek może zmienić coś, co dotyczy tysięcy ludzi. Drugie jest już bardziej realistyczne - że możesz chronić siebie lub świadomie korzystać z tego, co dane miejsce oferuje.
Właśnie sobie czytam wasze posty i mam takie wrażenie, że trochę oddaliłyśmy się od tego, o co mi chodziło. Pytałam o siódemkę i dwójkę - czy moja osobista liczba "gryzie się" z siódemką dzielnicy. Welaa odpowiedziała, że może to być napięcie twórcze, ale mam wrażenie, że nie byłam do końca jasna. chodzi mi konkretnie o dom drugi i pieniądze. ^^ Czy ktoś obserwował u siebie, że mieszkanie w dzielnicy o konkretnej wibracji wpłynłęo na sytuację finansową?
o rany, to trochę za bardzo dokładne. tak, dokładnie tak - odkładam decyzje finansowe, bo zawsze czuję, że "jeszcze nie wiem doćś" albo "jeszcze nie czas". Ale skąd to wynika z tej kombinacji liczb? Nie jestem pewna czy rozumiem mechanizm.
Zaciekawił mnie ten wątek z Wisnią, bo to jest właśnie ta sytuacja, gdzie ciężko mi znaleźć granicę między interpretacją numerologiczną a po prostu psychologicznym profilem człowieka. Ta tendencja do odkładania - równie dobrze może wynikać z osobowości, wychowania, doświadczeń. Jak wy odróżniacie, czy numerologia coś tutaj faktycznie wyjaśnia, czy tylko opisuje coś, co i tak byś o sobie powiedziała?
Słuchając tej wymiany między Ircia a Lunarią - mam wrażenie, że my tutaj cały czas balansujemy między "numerologia opisuje" a "numerologia wyjaśnia przyczynowo". To są dwa różne roszczenia. Przy temacie dzielnic to jest jeszcze trudniejsze, bo numer administracyjny naprawdę jest arbitralny - Arek97 to dobrze pokazał wcześniej. Więc pytanie do Welaa: czy uważasz, że wibracja działa mimo arbitralności liczby?
Dobra, ale jak długo trwa? Moja dzielnica ma nowy numer od piętnastu lat. Czy to już wystarczy, żeby stary numer przestał działać? Bo jeśli tak, to skąd wiadomo, w którym momencie nastąpiło "przełączenie"? To brzmi trochę jak zawsze można powiedzieć, że albo stary jeszcze działa, albo nowy już działa.
Czytam od początku i wciąż mam poczucie, że nie ogarniam podstaw. Czy ktoś mógłby mi powiedzieć - przy numerze dzielincy, który ma kilka cyfr, na przykład 14 albo 23, to redukuje się go do jednej cyfry? Bo to by zmieniało dużo, jeśli np. dzielnica numer 11 to jedynka czy jednak jedenastka jako liczba mistrzowska?
Przepraszam, że wchodzę trochę z boku, ale słyszałam raz o tym, że każde miejsce ma swoją czakrę. I zastanawiam się, czy wibracja numerologiczna dzielnicy koresponduje jakoś z konkretną czakra? Bo dom drugi i pieniądze to dla mnie muladhara - bezpieczeństwo, zasoby. Czy dwójka jako numer dzielnicy miałaby coś wspólnego z tą czakrą?
Zostawię pytanie otwarte, bo mi się nasuwa po tym wszystkim: gdybyście mieli polecić komuś, kto rozważa przeprowadzkę, jedną rzecz do sprawdzenia numerologicznie w nowym miejscu zamieszkania - to co by to było? Numer domu, kod pocztowy, numer dzielnicy? i dlaczego akurat to, a nie inne warstwy?
Kasjan zadał pytanie, które chciałam postawić od dawna. Moja odpowiedź: numer domu. Dzielnica to kontekst, tło - ale dom to twoja bezpośrednia przestrzeń. Wibracja dzielnicy działa jak tlo energetyczne, natomiast numer domu to to, w czym faktycznie śpisz, jesz, odpoczywasz. I jeśli pytamy o dom drugi i finanse, to właśnie numer domu da ci więcej sygnałów o tym, jak ta przestrzeń kształtuje twój stosunek do zasobów.
ale tu pojawia się pytanie które mam od jakiegoś czasu - czy numer domu to ten z tabliczki, czy może ten, który wynika z całego adresu, czyli ulica plus numer? Bo widziałam podejścia, gdzie do wibracji miejsca dodaje się numerologicznie nazwę ulicy. Czy ty to robisz?
dziękuję za odpowiedz, to mi porządkuje hierarchie. Ale właśnie - co z kodami pocztowymi?? To jest liczba, która jest przypisana do obszaru, używa się jej w każdej korespondencji, na każdej paczce. Czy to nie jest silniejszy identyfikator miejsca niż numer dzielnicy administracyjnej?
Ten wątek z kodem pocztowym wydaje mi się niedoceniany. Kod pocztowy jest przypisany administracyjnie, urzędowo, funkcjonuje w setkach tysięcy dokumentów i transakcji. Jeśli zbiorowa intencja wzmacnia liczbę, jak pisała Welaa wcześniej, to kod pocztowy musi mieć potężną - przepraszam, bardzo silną akumulację tej intencji. Czy ktoś w ogóle próbował liczyć wibrację kodu pocztowego dla swojego miejsca zamieszkania?
