Ostatnio przeglądałam skany starych akt metrykalnych z XIX wieku i zauważyłam coś dziwnego. numery archiwalne wielu dokumentów dotyczących jednej rodziny sumują się do tej samej liczby wibracyjnej. Trzy różne archiwa, różne sygnatury, a redukcja za każdym razem wychodzi 7. Przypadek? Zaczęłam się zastanawiać, czy numeracja archiwalna może w jakiś sposób kodować los osób, których dokumenty dotyczą. Czy ktoś kiedykolwiek to sprawdzał metodycznie? 🙁
To jest naprawdę ciekawy kierunek myślenia. Sama nigdy nie patrzyłam na sygnatury archiwalne pod tym kątem, ale zastanawiam się jedno - czy te numery są nadawane losowo przez archiwistów, czy może jest w tym jakiś głębszy porządek? Bo jeśli losowo, to zbieżność wibracyjna mogłaby być po prostu matematyczną koniecznością, nie przepływem energii. 🙁
Sam pomysł z sygnaturami mnie trochę zatrzymał. Ale żeby to sensownie analizować, trzeba by wiedzieć, co dokładnie liczysz. Cały numer sygnatury łącznie z literami? Samą część cyfrową? Bo technika redukcji zmienia wynik zależnie od punktu startu, a tutaj mamy do czynienia z systemem, który ktoś wymyślił czysto biurokratycznie.
A skąd w ogóle założenie, że numer archiwalny ma cokolwiek wspólnego z osobą, której dotyczy dokument? Sygnatura opisuje miejsce dokumentu na półce, nie jego treść. To troche tak, jakby mówić, że strona 147 w losowo wybranej książce coś znaczy dla autora tej książki.
Ale czy to nie może działać odwrotnie? Że dusza osoby, której dotyczą dokumenty, w jakiś sposób przyciąga konkretne liczby do swoich akt, już po śmierci? Słyszałam o teorii, że informacja energetyczna pozostaje aktywna długo po odejściu.
Zatrzymajcie się chwilę. To jest dyskusja o bardzo specyficznym zastosowaniu numerologii i zanim pójdziemy dalej w spekulacje, chciałabym zapytać o podstawę. Dagmarko, ile masz takich zbieżności? Bo trzy dokumenty jednej rodziny z sumą 7 to jeszcze statystycznie nic. Siódemka wychodzi przy ogromnej liczbie kombinacji cyfr.
Przepraszam, że się wtrącam, bo dopiero zaczynam przygodę z numerologią. Czy możecie mi powiedzieć, czy liczba 7 to w numerologii coś szczególnego? Bo słyszałam, że tak, ale nie rozumiem, dlaczego akurat ona miałaby się powtarzać w dokumentach jednej rodziny.
No nie, jest jeszcze kwestia Merkurego w Wodniku, o której wspomniał opis tematu. Merkury w Wodniku to planeta komunikacji i informacji w znaku który przełamuje schematy. Zastanawiam się, czy nie ma tu głębszego połączenia, że właśnie takie niestandardowe poszukiwania sensu w liczbach mogą być wzmocnione przez tę konfigurację. Ktoś urodził się z Merkurym w Wodniku?
Ojej, ja mam Merkurego w Wodniku i szczerze nie wiem co to znaczy 🙂 Ale faktycznie lubię szukać wzorców w dziwnych miejscach. Niedawno przez pół dnia liczyłam numery rejestracyjne samochodów na parkingu przed pracą żeby zobaczyć, która liczba dominuje. Czy to jest ta sama energia? 😛
Wracając do głównego tematu, bo mnie naprawdę zastanawia jedna rzecz. Pracowałam kiedyś z dokumentami rodzinnymi przy rekonstrukcji genealogii i pamiętam, że numery ksiąg metrykalnych w kilku parafiach były nadawane według konkretnych zasad kościelnych albo urzędowych. Czy to nie wyklucza możliwości, że jest w nich coś wibracyjnego? Jeśli znamy regułę tworzenia numeru, to chyba wiemy, że jest czysto techniczny?
A może zamiast samych sygnatur warto by spojrzeć na datę wystawienia dokumentu? Data jest znacznie bardziej bezpośrednio związana z momentem, w którym akt zaistniał, a nie z tym, gdzie potem wylądował na półce. Dagmarko, sprawdzałaś daty sporządzenia aktów?
Dobra, to może zacznę od odpowiedzi na to, o co pytała Fasolka. Nie sprawdzałam jeszcze dat wystawienia, bo utknęłam na innym problemie. Ale masz rację, że data sporządzenia aktu to jest coś innego niż sygnatura. Ona przynajmniej opisuje konkretny moment w czasie, a nie miejsce na regale. Zamierzam to zestawić, jak tylko skończę przepisywać kolejną partię.
Przepraszam, moze głupie pytnanie, ale co się wtedy liczy jseśli ktoś nie znał swojej daty urodzenia? Bo chyba kiedyś ludzie nie zawsze ją znali dokladnie. Czy numerologia w ogóle ma na to jakiś sposób?
Chcę wrócić do pytania, które zadałam wcześniej i na które Dagmarka jeszcze nie odpowiedziała wprost. Ile masz tych zbieżności łącznie? Bo rozumiem, że poszerzasz próbę, ale chciałabym wiedzieć, od czego zaczęłaś. Trzy dokumenty jednej rodziny to za mało, żeby mówić o wzorcu.
A co wiesz o tych rodzinach poza dokumentami? Bo jeśli cztery z siedmiu wyszły na 7, to ciekawe byłoby sprawdzenie, czy w życiorysach tych ludzi są jakieś wspólne motywy. Siódemka w kwestii losu często wiąże się z wycofaniem, trudnościami albo poszukiwaniem, nie zawsze widocznym z zewnątrz.
Dagmarko, to jest naprawdę istotna kwestia z tym 11. Klasyczna szkoła Pyttagorejska mówi, że liczby mistrzowskie zostawiamy bez redukcji, ale są tradycje, gdzie redukuje się wszystko. Jak zaczęłaś pracę, z której szkoły korzystałaś?
Właśnie to jest mój główny problem z tym, co tu opisujesz. możesz dobrać metodę tak, żeby wynik był lepszy statystycznie. To nie znaczy, że metoda jest właściwa, tylko że pasuje do danych, które już masz. Czy brałaś pod uwagę, że możesz nieświadomie szukać potwierdzenia?
A nie zastanawiałyście się, że może Merkury w Wodniku akurat sprzyja takim poszukiwaniom, bo ten znak w ogóle przepada za łączeniem rzeczy, które pozornie nie mają związku? Może to jest właśnie ta energia, która stoi za całym tym pomysłem z archiwami?
Ojej, nie wiem, czy Merkury w Wodniku jest tu kluczem, ale energetycznie rozumiem skąd ten pomysł. Kiedy długo pracujesz z dokumentami historycznymi, zaczynasz je czuć inaczej niż zwykły papier. Kilka razy miałam przy genealogii wrażenie, że coś w aktach chce być znalezione. Czy to nie jest właśnie typ informacji, o której mówiła Rumianka?
Słuchajcie, na podstawie tej rozmowy myślę, że jednak muszę zrobić krok wstecz i ustalić metodę zanim pójdę dalej. Zacznę od zebrania większej próby i wybiorę jedną tradycję. Ale pytanie zostaje.
