Ja mam podobne pytanie do Irenki, bo też się nad tym zastanawiałam - czy miejsce mocy może być "nie dla mnie"? Tzn. czy może być tak że coś jest miejscem mocy obiektywnie, ale dla konkretnej osoby z konkretną liczbą życiową to miejsce nie zadziała? Bo wtedy liczenie kroków do złego miejsca byłoby bez sensu.
Bo jeśli miejsce mocy nie jest "moje" energetycznie, to te kroki i tak nic nie dadzą, prawda? Pytam bo sama nie wiem jak to działa i chciałabym zrozumieć zanim zacznę gdziekolwiek liczyć.
Dobra ale wróćmy jednak do samej liczby kroków bo trochę odpłynęliśmy. Gerwazy wcześniej pisał że dla każdej liczby życiowej jest inna idealna liczba, i że dla jedynki to jest problem. Ale co z dziewiątką? Dziewiątka to chyba jakiś wyjątek w numerologii bo się zachowuje inaczej niż inne liczby?
Ta dziewiątka to pojawia się w bardzo wielu tradycjach, nie tylko numerologicznych. W różnych wierzeniach indoeuropejskich dziewięć to liczba pełni i powrotu. Ciekawe że numerologia też to odzwierciedla. Gerwazy, czy w praktyce widziałeś że osoby z dziewiątką rzeczywiście jakoś inaczej odnajdują swoje miejsca mocy?
Wróćmy na chwilę do mojego pytania z wcześniej bo dalej nie wiem co o tym myśleć. Gerwazy, jeśli mieszkam przy ulicy numer 8 i mam życiową 8 - to czy mój dom jest już moim miejscem mocy, czy to tylko zbieżność? I czy w takim razie liczba kroków do np. konkretnego kąta w pokoju ma w ogóle sens?
Romcia, to bardzo podobne do tego co słyszałam o miejscach na karty - że często instynktownie szukamy przestrzeni gdzie nam się najlepiej skupić. A czy to biurko jest w jakimś konkretnym kierunku od wejścia do pokoju? Bo to co Gerwazy pisał o kierunkach kroków mnie dalej zastanawia.
O, Arkania, też mnie to zastanawia! Gerwazy pisał że kierunek zgodny z ruchem słońca to budowanie, a przeciwny to rozwiązywanie - ale co z podejściem do miejsca mocy z różnych stron? Tzn. czy jeśli dochodzę do swojego miejsca raz od wschodu raz od zachodu, to za każdym razem inna energia?
Tadek, to świetne pytanie bo pokazuje że zaczynasz myśleć całościowo. Tak, kierunek podejścia zmienia charakter wizyty. Wschód to otwarcie i przyjmowanie, zachód to oddawanie i zamykanie cyklu. Południe to intensywność i działanie. Północ to wyciszenie i kontemplacja. Liczba kroków zostaje ta sama, ale ich znaczenie się zmienia w zależności od kierunku. Eksperymentowałeś już z tym?
Tadek, kompas fizyczny jak najbardziej działa, ja uzywam takiego małego kompasu który mam od lat i sprawdza się. Chodzi o prawdziwy kierunek geograficzny, nie symboliczny. I tak, punkt startowy powinien być ten sam - inaczej tracisz porównywalność swoich doswiadczeń i nie wiesz co na co wpływa.
No dobra, ta bramka albo drzewo jako punkt startowy to ma sens. Ale mam jeszcze jedno pytanie - co jeśli to drzewo zostanie ścięte albo brama przestanie istnieć? Wtedy wyznaczasz nowy punkt i zaczynasz od nowa, czy jakoś przenosisz energię z tamtego?
Mogę zapytać trochę z boku - jeśli ktoś dopiero szuka swojego miejsca mocy i w ogóle nie zaczął jeszcze liczyć kroków, to czy w ogóle powinien najpierw znaleźć miejsce, a potem liczyć? Czy może odwrotnie - wyznaczyć sobie liczbę i dojść do miejsca odmierzając ją od progu?
Ale zaraz - jeśli liczba wyznacza dystans to co z krokiem jako jednostką? Bo ja mam krótki krok a moja koleżanka wysoka i jej kroki są dwa razy dłuższe. Czy to nie zmienia fizycznego miejsca gdzie staniemy?
Tadek, dokładnie tak. Dwa miejsca, dwa różne cele. Do miejsca liczby życiowej idziesz kiedy chcesz ugruntowania, jasności w tym co robisz na co dzień. Do miejsca liczby duszy - kiedy szukasz czegoś głębszego, czego często nawet nie potrafisz nazwać. Nie zawsze te miejsca są blisko siebie. Czasem są po dwóch stronach tej samej przestrzeni.
Gerwazy, to jest niesamowite. Czyli powinienem policzyć dwie trasy osobno? I chodzić do każdego miejsca z innym nastawieniem? Bardzo dziękuję za to wyjaśnienie, naprawdę mi to otwiera oczy.
A ja mam pytanie z tym związane - jak w ogóle wiadomo kiedy iść do którego miejsca? Czy to się czuje, czy raczej świadomie decydujesz przed wyjściem?
Mam pytanie może trochę z innej strony - co jeśli ktoś liczy i przy docelowej liczbie nie czuje nic szczególnego? Zatrzymał się, ale to miejsce jest zwykłe, nic nie mówi? Czy to znaczy że źle policzył, czy że liczba jest zła, czy że po prostu trzeba czekać?
To jest świetne pytanie Irenka i Romcia, ja też się nad tym zastanawiałem. Gerwazy, jest jakiś sposób żeby sprawdzić czy miejsce rzeczywiście "jest" miejscem mocy, niezależnie od tego czy chcemy w to wierzyć? Czy to zawsze jest subiektywne?
Ja miałam koty. To znaczy jeden konkretny kot sąsiadki, który za mną chodził i siadał dokładnie tam gdzie ja stawałam. Kilka razy. Nie wiem co z tym zrobić, bo z jednej strony - to kot, może po prostu lubi to miejsce z własnych kocich powodów. Ale za każdym razem?
Czekajcie, ale czy to nie może być tak że kot po prostu reaguje na to że ty się zatrzymujesz? Zwierzęta są bardzo wrażliwe na ludzkie zachowanie i jak widzą że właściciel - no, nie właściciel, ale znana osoba - stoi nieruchomo, to może po prostu podchodzą? Nie zarzucam, naprawdę pytam.
To jest problem z wszystkimi takimi obserwacjami - pamięć je porządkuje według tego w co wierzymy. Nie mówię tego złośliwie, to po prostu działa tak u wszystkich. Dlatego ten wątek jest trudny - liczymy kroki żeby dotrzeć do miejsca, ale samo potwierdzenie że to miejsce działa jest już bardzo subiektywne.
A jak ta zmiana liczby działa? Czy to się oblicza na nowo z jakichś danych, czy po prostu w pewnym momencie czujesz że stara już nie pasuje?
Julisia, ja też tak myślałem! Że jak już raz wyliczę, to mam swoją liczbę na zawsze. To by tłumaczyło czemu moje wizyty czasem działają a czasem są jakby puste - może właśnie wtedy liczba już nie była aktualna? Gerwazy, jak często to się zmienia?
Nie ma reguły. U niektórych lat kilka, u innych po wielkich przełomach - choroba, strata, nowy związek, przeprowadzka. Liczba wyrasta z tego kim jesteś, a nie z tego kiedy się urodziłeś. Data urodzenia to tylko jeden ze składników.
Czyli wracamy do tego jak w ogóle obliczać tę liczbę kroków. Bo na początku wątku była mowa o różnych metodach i Tadek właśnie to pytał. Jeśli liczba może się zmieniać i zależy od aktualnego etapu życia, to jak ją wyliczać? Tylko z daty urodzenia czy dochodzą jakieś inne elementy?
Dobra, to spróbuje to ułożyc w głowie. Data urodzenia plus imię codzienne. To mi daje jedną liczbę? Czy dwie osobne, ktore potem łącze? Przepraszam za głupie pytanie ale naprawde nie wiem od czego zacząć.
Rgielka, nie ma głupich pytań, ja też się tego dopytywałem kilka tygodni temu! Ja liczyłem osobno datę i osobno imię, a potem je dodawałem. Ale szczerze - nie jestem pewien czy to jest jedyna słuszna metoda, bo czytałem różne rzeczy. Gerwazy, powiedz - czy jest jakaś jedna metoda którą polecasz jako punkt startowy, czy to naprawdę jest kwestia intuicji?
Muszę tu wejść z boku, bo to mnie naprawdę ciekawi. Skoro metody są różne i każdy liczy trochę inaczej - to jak porównywać wyniki? Tadek na początku pytał o konkretną liczbę kroków, a teraz okazuje się, że samo obliczenie liczby wyjściowej jest kwestią interpretacji. To chyba ważne żeby to zaznaczyć zanim pójdziemy dalej.
