Joasia, to jest właśnie pytanie, które mnie tu przyciągnęło w pierwszej kolejności. Mam jednego kota i od dawna myślę o wzięciu drugiego. I odkąd czytam ten wątek, zastanawiam się czy ta niezdecydowanie to jest moje coś osobistego, czy może dwójka faktycznie wnosi jakieś napięcie, o którym mówicie. Ktoś tu ma doświadczenie z przejściem z jedynki na dwójkę w zwierzętach?
Słucham tej rozmowy i mam pytanie trochę z innej strony. Czy ktoś tu brał pod uwagę liczby, które wynikają z połączenia liczby zwierząt z liczbą domowników? Bo mam wrażenie, że przestrzeń to nie tylko zwierzęta, ale cała jej suma. Jeden człowiek i jedno zwierzę to dla mnie inaczej niż dwoje ludzi i jedno zwierzę, mimo że zwierzęca jedynka jest ta sama.
Teodozja, to jest chyba najlepsza definicja, jaką tu padła. Zwierzę domowe w relacji z człowiekiem, nie zwierzę jako byt statyczny. Mój pies reaguje na mój nastrój, koty reagują na siebie nawzajem - to jest żywy system. I teraz myślę, że numerologia może opisywać właśnie te dynamiki relacji, nie same liczby obiektów.
Wchodzę tu pierwszy raz w tym wątku, ale ta definicja Olafa bardzo mi się podoba. Tarot mówi podobnie - karta nie znaczy nic sama w sobie, znaczy w kontekście relacji z innymi kartami i z osobą, która pyta. Może liczba zwierząt to coś analogicznego - nie ma absolutnej wartości, ma wartość w układzie.
Olaf, okej, więc masz obserwację z życia, ale sam przyznałeś, że nie wiesz, co to spowodowało. To jest dla mnie problem z całą tą rozmową - ciągle jesteśmy w tym miejscu, gdzie zmiana nastąpiła, ale nie wiemy dlaczego. Czy ktokolwiek próbował to rozdzielić? Czyli celowo obserwować najpierw samą zmianę liczby, oddzielając ją od wszystkich innych zmiennych?
Young, to trochę jak pytanie o kontrolowany eksperyment w numerologii. Brzmi sensownie, ale jak miałbyś to zrobić w praktyce? Wziąć drugie zwierzę i przez miesiąc nie zmieniać nic innego w domu? Każde nowe zwierzę zmienia układ przestrzeni, rytm dnia, relacje. Nie da się wyizolować wibracji liczby od tego, co ta liczba dosłownie oznacza w codzienności.
Olaf właśnie opisał coś bardzo ważnego i trochę chcę do tego wrócić. Ta zmiana pytania - z "czy trójka jest harmonijna" na "co we mnie chce tej trójki" - to nie jest ucieczka od numerologii. To jest jej głębszy poziom. Masz teraz jakiś konkretny obraz tego, co chcesz sprawdzić u siebie?
Natka, ja mam podobnie z tym drugim kotem i te pytania do siebie są trudniejsze niż myślałam. Jak zaczęłam obserwować momenty, kiedy pojawia się ta myśl o drugim zwierzęciu, to zauważyłam, że głównie wieczorami kiedy jestem sama. Nie wiem, co z tym zrobić numerologicznie, ale samo to już jest jakiś sygnał.
Wchodzę w ten wątek, bo ta obserwacja Kasjopei jest ciekawa praktycznie. Czy ktoś miał taką sytuację, że zaczął obserwować swoje myśli o zwierzętach i to faktycznie zmieniło decyzję? Nie chodzi mi o to, że zrezygnował, tylko że podjął ją inaczej.
Strzybog dotknął czegoś istotnego. Ten opór wobec liczby to jest właśnie cień, o którym mówiła Natka i Olaf na początku. Nie pytanie czy trójka jest dobra, tylko dlaczego czwórka wywołuje we mnie dyskomfort. To jest chyba najciekawszy trop w całym tym wątku.
Przepraszam, że wchodzę bez tła tego wątku - czy ktoś mógłby powiedzieć, od jakiej liczby w numerologii liczycie te zwierzęta? Tzn. czy bierzecie pod uwagę tylko ich ilość, czy też liczycie coś z ich dat urodzenia albo imion? Bo czytam i nie wiem, o którym poziomie mówicie.
To trochę frustrujące, że im dalej, tym mniej wiem co robić. Ale jednocześnie ta rozmowa z Olafem, gdzie on mówi że zmieniło się jego pytanie, to chyba jest najważniejsza rzecz, jaką stąd zabieram. Chyba zanim policzę, muszę wiedzieć po co liczę.
Olaf, to co napisałeś o tym, że pytanie się zmieniło - to mi daje do myślenia. Bo ja właśnie jestem na etapie, gdzie mam jedno zwierzę i myślę o drugim, ale teraz się zastanawiam, czy w ogóle wiem, po co mi ten drugi. Rozumiem, że numerologia może tu być pomocna, ale od czego właściwie zacząć? Od swojej liczby życia, od liczby aktualnych zwierząt, czy od czegoś innego?
Ten wątek między Szczepan63 a Czulu dotyka czegoś, co w tradycji pitagorejskiej było kluczowe. Liczba nie jest etykietką przyklejaną do sytuacji. Ona jest jakością, która przejawia się różnie w zależności od kontekstu, ale zawsze w ramach tej samej zasady. Czwórka zawsze będzie związana z materią i formą - ale czy ta forma cię trzyma czy podpiera, to zależy od tego, gdzie stoisz wobec niej. Mam wrażenie, że spór o numerologię kontra psychologię jest fałszywy, bo jedno czyta drugiego.
Dodola, to jest bardzo dobre pytanie i ja też się z tym zmagałem. U mnie wyszło tak, że liczyłem kilka razy różnymi metodami i za każdym razem, kiedy wynik mi nie pasował, szukałem innej szkoły. To chyba właśnie to, o czym mówił Strzybog - moment, kiedy liczba mówi coś nieoczekiwanego, jest ważniejszy niż sam wynik.
Chcę się zapytać o coś praktycznego - czy ktoś z was przy decyzji o kolejnym zwierzęciu brał pod uwagę datę urodzenia samego zwierzęcia? Bo jeśli nie znacie tej daty, to co robicie? Adoptując ze schroniska często się nie wie kiedy zwierzę się urodziło.
Ja adoptowałam swoją kotkę i nie znałam jej daty urodzenia. Używałam daty adopcji i nigdy nie miałam poczucia, że coś jest nie tak z tym obliczeniem. Co więcej, ta data dała mi dwójkę - a ona jest absolutnie dwójkowym zwierzęciem. Przywiązana, towarzysząca, niesamodzielna. Więc może coś w tym jest.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i nie bardzo rozumiem jedno - czy chodzi tu o to, czy wziąć kolejne zwierzę dlatego, że liczby na to wskazują, czy raczej o to, żeby liczby pomogły zrozumieć, co ta decyzja znaczy dla nas? Bo z tego co czytam, to chyba to drugie, ale nie jestem pewien.
