No dobra, policzę od razu. Urodziłam się 7 czerwca 1994, więc 7+0+6+1+9+9+4 = 36, potem 3+6 = 9. Dziewiątka to moja ścieżka? I teraz pytanie do Malachita czy kogoś kto wie: czy powinnam nosić dziewięć kamieni w bransoletce? Bo to wydaje się dużo, szczególnie jeśli to mają być większe kamienie.
Malachit poruszył coś, co mnie samą ciekawi od początku tego wątku. Czy to musi być fizyczna suma, czyli dosłownie dziewięć sztuk, czy numerologiczna suma cyfr daje ten sam efekt? Bo jeśli 3+3+3 to też dziewięć, to teorycznie trzy bransoletki po trzy kamienie powinny dawać tę samą wibrację co jedna z dziewięcioma.
Tu jest pułapka myślenia matematycznego. Numerologia to nie arytmetyka, gdzie 3+3+3 jest identyczne z 9. Trzy trójki niosą wewnętrzną energię trójki, która jest zredukowana do dziewiątki, ale tamta trójkowa jakość nie znika. To jak pytanie czy smak dania złożonego z trzech składników jest taki sam jak jeden składnik o identycznej nazwie. Nie jest. Ale przyznam szczerze, że nie wiem czy ta różnica jest odczuwalna dla osoby noszącej, bo to byłoby bardzo trudne do sprawdzenia.
Przepraszam że wchodzę w środek, ale ja właściwie mam coś w stylu tego eksperymentu którego szukacie. Nosiłam bransoletki nie wiedząc ile mają kamieni, i dopiero policzyłam niedawno. Więc mogę sprawdzić wstecz czy ta liczba, którą lubię, pasuje do mojej ścieżki. Tylko muszę policzyć ścieżkę. Mogę tu napisać datę?
To jest pytanie na które nie znam prostej odpowiedzi. Ale mam obserwację: osoby które mają silnie rozwinięty wewnętrzny spokój albo długą praktykę medytacyjną zdają się trafiać intuicyjnie częściej. Osoby rozkojarzone albo w silnym stresie wybierają mniej spójnie. Jakby intuicja potrzebowała ciszy żeby działać. Natka, czy jesteś osobą raczej spokojną czy masz dużo chaosu w życiu?
Ok, ale to mnie zastanawia w inną stronę. Skoro jedynka i jedenaście mogą zgrzytać, to czy jest jakaś logika w tym które liczby kamieni pasują do której ścieżki? Tzn czy to jest dosłownie: masz siódemkę, nosisz siedem, czy jest jakiś szerszy system? Bo jeśli to był by tylko bezpośredni match to sprawa byłaby prosta.
To jest właśnie to co próbuję od jakiegoś czasu usystematyzować. Nie chodzi o dosłowne dopasowanie jeden do jednego, czyli siódemka nosi siedem kamieni. Chodzi raczej o to że pewne liczby są w harmonii numerologicznej, a inne tworzą napięcie. Czwórka i ósemka są harmoniczne, bo ósemka jest czwórką podniesioną. Jedynka i jedenaście mogą zgrzytać właśnie dlatego że jedenaście jest intensywną wersją jedynki, ale niosącą inne ciśnienie.
Obojętność to też informacja. Ja nie miałam obojętności do agatowej, ja miałam aktywną niechęć. To jest chyba różnica. Może bransoletka Cisowej nie jest dla niej trudna, tylko po prostu nie jej.
To jest bardzo ciekawy podział. Ciągnięcie do kamienia, obojętność i aktywna niechęć, jakby trzy różne sygnały. I teraz myślę że liczba kamieni może wpływać na to do której kategorii trafiamy przy pierwszym kontakcie. Czyli intuicja której mówiłam na początku wątku może być właśnie tym, odpowiedzią na numerologiczny rezonans, nawet bez świadomości.
Leokadia, ale tu mam wątpliwość. Czy nie jest tak że te trzy kategorie, pociąg, obojętność i niechęć, mogłyby wynikać z dziesiątek innych rzeczy? Kolor, faktura, gdzie i przy jakiej okazji był kupiony, jakie miałaś wtedy nastawienie. Skąd wiadomo że to akurat liczba kamieni decyduje?
Natka wybrała z określonego sklepu, z określonej półki, a bransoletki na półce miały różną liczbę kamieni. Szansa że trafi w swoją liczbę to zależy od tego ile różnych bransoletek tam było. Jeśli były cztery modele o różnych liczbach, to 25 procent szans. Nie mówię że tak było, pytam czy to w ogóle ktoś wie.
Wiesz Halny, masz rację że jeden przypadek to za mało na wniosek. Ale tu nie chodzi o dowód, tylko o obserwację do dalszego śledzenia. Gdybyś miał zebrać takich historii dwadzieścia albo trzydzieści, to wtedy można by zobaczyć czy jest jakaś powtarzalność.
A moze by ktos zrobił tu taką listę? Żeby ludzie pisali swoją ściezke i którą bransoletkę najbardzej lubią z podaną liczba kamieni? Bo z tyh historii które tu padły moze by sie coś wyłoniło.
No dobra, ale skoro się nie da tego zrobić porządnie bez tych pułapek, to czy ta cała dyskusja nie jest trochę kręceniem się w kółko? Tzn nie zarzucam nic, tylko pytam serio co z tego wynika praktycznie. Bo Leokadia miała konkretne pytanie na początku o to czy liczba kamieni wzmacnia ich działanie, i chyba nadal nie mamy na to odpowiedzi.
I to jest chyba najważniejszy wniosek z tej rozmowy, choć rozumiem frustrację Oskara. Numerologia w biżuterii to nie jest skala liniowa gdzie więcej znaczy więcej. To jest kwestia dopasowania. Jedna bransoletka z właściwą liczbą kamieni może zrobić więcej niż tuzin z liczbą przypadkową.
Wracam do Wandzi i jej babci, bo to mnie uderzyło. Korale przekazywane z pokolenia na pokolenie niosą historię rodziny, ale niosą też liczbę. I ta liczba mogła pasować do kobiet z tej linii, albo była im wspólna właśnie przez tę linię. To jest zupełnie inny wymiar niż kupienie bransoletki w sklepie.
Ciekawy wątek, ale czy możesz go rozwinąć? Bo rozumiem że mówisz o rodzinnej energii jako czymś co wzmacnia połączenie z liczbą, ale skąd to wynika? Że córka ma tę samą liczbę ścieżki co matka to nie jest regułą, prawda?
Ja się nie znam na tej karmiie rodowej i wszystkim, ale to pytanie Halnego jest bardzo praktyczne i mnie też uderzyło. Bo jak mam bransoletę po babci i się urwał jeden kamień, to czy ona jest już inna? Taka po prostu ciekawość.
A mozę to nie intencja jubilera a intencja osoby co kupuje albo dostaje? Bo jak babcia nosila te korale przez cale zycie to moze to ona wlozyla w nie te intencje a nie ta co je zrobila?
Astrolab trafił w sedno i chcę się do tego odnieść. Moja intuicja jest taka, że liczba kamieni to właśnie ten szkielet, który albo współpracuje z energią noszącego albo nie. Można tchnąć dużo swojego w biżuterię, ale jeśli liczba jest w dysonansie z ścieżką, to ta praca jest trudniejsza. Jak budowanie na złych fundamentach.
Leokadia, mam jedno konkretne pytanie bo chcę sprawdzić czy dobrze rozumiem. Mówisz że liczba kamieni w dysonansie z ścieżką utrudnia budowanie połączenia. Ale Natka nosiła bransoletkę howlitową której kamienie trafiły w jej liczbę, bez żadnej wiedzy. Gdyby trafiła w złą liczbę i długo ją nosiła, to co by się stało według ciebie? Nic, trudności, czy coś konkretnego?
To pytanie Zaklinacza do Jasnowidzki jest według mnie kluczowe dla całego tematu, nie tylko dla niej. Bo skoro mówimy że liczba kamieni to szkielet, na którym osadza się intencja, to miejsce odbioru sygnału może wskazywać do której warstwy jesteś wrażliwy. Słyszałem kiedyś że reagowanie w dłoniach jest bardziej związane z materią kamienia, a reakcje głębiej w ciele mogą być już odpowiedzią na energetykę struktury, czyli potencjalnie tę liczbę. Ale to moje własne obserwacje, nie twierdzę że to prawidło.
Malachit77 właśnie otworzył coś, o czym w tym wątku nie rozmawialiśmy i moim zdaniem to ważne. Forma zamknięta kontra otwarta może zupełnie inaczej kierować energię liczby. Okrąg zamyka obieg, a naszyjnik czy bransoletka niepełna zostawia wyjście. Czy to oznacza, że ta sama liczba kamieni w bransoletce i w naszyjniku działa inaczej? Mam silne poczucie, że tak, ale chętnie usłyszę, czy ktoś miał oba typy przy tej samej liczbie i cokolwiek zauważył.
