I to jest właśnie problem z układaniem kalendarza energetycznego - zależnie od szkoły, październik to albo "dojrzała jedynka" albo po prostu jedynka jak każda inna. Jak Keijla92 chce ułożyć sobie rok, to najpierw musi zdecydować w jakim systemie pracuje. Bez tego to jak budowanie na różnych fundamentach jednocześnie.
Szczerze? Nie wiem. Trafiłam na kilka artykułów o pitagorejskiej i to wydawało się prostsze, bo tylko cyfry 1-9. Ale potem ktoś wspomniał o kabbale i to nagle zrobiło się zupełnie inne. Myślałam, że numerologia miesięcy to będzie wejście łatwą furtką, a wyszło że weszłam w coś dużo większego.
Pitagorejska jest dobra na start właśnie dlatego, że jest czysta strukturalnie. Jeden do dziewięciu, redukcja, bez wyjątków poza mistrzowskimi jedenaście i dwadzieścia dwa. Jeśli zaczynasz od miesięcy, to w tym systemie styczeń to jedynka, luty dwójka i tak dalej - do września, a od października zaczyna się redukcja. I to jest konkretna, prosta mapa. Dopiero jak ją poczujesz przez rok, możesz się zastanawiać czy chcesz coś dokładać.
Ja nie wybieram, bo nie jestem zwolenniczką ani jednego ani drugiego systemu - obserwuję z boku. Ale właśnie o to mi chodziło. Takie pytanie "czy listopad to jedynka czy jedenastka" brzmi jak pytanie o konkretny fakt, a naprawdę jest pytaniem o to, którą konwencję przyjmujesz. I nie ma tu obiektywnej odpowiedzi.
Habba pyta o coś co i mnie nurtuje. Prowadzę dziennik od dłuższego czasu i nawet jak staram się być obiektywna, to przy analizie wstecznej zawsze łatwiej mi dopasować opis do liczby niż przyznać, że nie pasuje. To chyba natura tego jak działa nasza pamięć i interpretacja.
