no właśnie, sama jestem sceptyczna jeśli chodzi o horoskopy i całą tą astrologię, jakoś nigdy do mnie nie przemawiała... ale są rzeczy, które mnie zastanawiają i numerologia jest jedną z nich.
bo widzisz, w mojej rodzinie też mam podobne obserwacje i to mnie niesamowicie intryguje. tata i brat wychodzą na tę samą liczbę, mama i ja też mamy wspólną, a córeczka urodziła mi się ostatnio i wyszło jej 22. wszystkie te liczby to tzw. liczby mistrzowskie albo po prostu liczby z jakimś ładunkiem energetycznym, nie wiem jak to inaczej nazwac. 4, 11, 22... to chyba nie jest przypadkowe zestawienie.
może rodziny rzeczywiście przyciągają pewne wibracje? albo dziedziczymy coś więcej niż geny, jakis wzorzec, energie... trudno mi to racjonalnie wytłumaczyć, ale czuję że w tym jest jakiś sens głębszy niż zwykły zbieg okoliczności 🙂
hmm, nie wydaje mi się żeby to było jakoś powiązane z dziedziczeniem liczb czy tam przekazywaniem ich przez pokolenia... ale jedno jest dla mnie pewne - data urodzenia to nie jest żaden przypadek 🙂
Sam zajmuję się numerologią dość poważnie i właśnie dlatego powiem szczerze - myślę że za bardzo przywiązujemy do tych liczb za dużo wagi. Traktuję to bardziej jako narzędzie, jeden z wielu sposobów żeby dotrzeć do jakiejś głębszej prawdy o sobie i świecie, a nie jako wyrocznię która mówi nam co i jak.
Bo każda wyrocznia z natury nas ogranicza... a o to chyba nie chodzi
Właśnie dlatego cieszy mnie kiedy ktoś podchodzi do tego ze zdrowym sceptycyzmem, bo to zdrowsze niż ślepe przyjmowanie wszystkiego co „przepowiada” numerologia. Świadomość że to tylko jedno z narzędzi, a nie ostateczna prawda, to według mnie właściwa droga 🙂
