Siedzę sobie w medytacji, próbuję afirmować rzeczy, które chciałabym mieć, i nagle czuję jak coś mnie ściska w klatce piersiowej. Nie ból, bardziej takie napięcie. Zastanawiam się, czy to czakra serca reaguje, czy może coś innego. Najgorsze jest to, że zaczęłam afirmować rzeczy, które ma moja koleżanka, i wtedy to napięcie jest jeszcze silniejsze. Jakby ciało samo protestowało. Czy ktoś miał coś takiego?
To co opisujesz z tym napięciem w klatce przy afirmowaniu cudzych rzeczy to bardzo charakterystyczne. Ciało często mówi prawdę szybciej niż umysł. Ale chciałam zapytać, bo to ważne, czy to napięcie pojawia się dokładnie w momencie kiedy wypowiadasz afirmację, czy chwilę po? Bo to może być zupełnie inny mechanizm.
Ale chwila, bo chcę to dobrze zrozumieć. Czy to znaczy, że jeśli afirmujemy coś, co ma konkretna osoba z naszego otoczenia, to automatycznie uruchamiamy jakiś mechanizm zawiści? Nawet jeśli świadomie nie czujemy, że jej zazdrościmy?
A co jeśli ktoś celowo afirmuje to samo co kolega, bo myśli, że skoro jemu się udało to i mnie się uda? Czy to też jest ta sama pułapka?
Wracając do samego fizycznego objawu, bo o tym był pierwotnie ten temat. Kiedy czujesz to ściśnięcie, to co robisz? Przerywasz medytację, ignorujesz to, czy próbujesz z tym pracować? Bo od tego może zależeć, czy wzmacniasz ten wzorzec czy go rozluźniasz.
To jest właśnie sedno całej sprawy. Zostać z uczuciem to nie znaczy myśleć o nim ani analizować skąd pochodzi. To znaczy poczuć gdzie jest w ciele, jak jest duże, czy ma jakąś fakturę albo temperaturę, i po prostu to obserwować bez oceniania. Nie robić z tym nic. Większość napięć przy takim podejściu zaczyna się samo rozluźniać po kilku minutach.
Tylko czy to nie jest tak, że jak siedzimy z tym poczuciem zawiści to de facto je wzmacniamy? Ja bym wolała szybko się go pozbyć i wrócić do afirmacji. Nie rozumiem czemu mamy siedzieć i w tym tkwić.
Hej, wchodzę w ten wątek, bo mam podobny problem, tylko u mnie to nie jest klatka piersiowa, tylko taki niepokój w brzuchu. Przy czym mnie się to zdarza nie tylko przy afirmacjach, ale generalnie kiedy myślę o kimś kto osiągnął coś czego ja nie mam. Czy to ten sam mechanizm?
Mam pytanie bo mnie to ciekawi. Czy jeśli ta zawiść lub poczucie winy nie jest uświadomione, to czy te objawy fizyczne są jedyną wskazówką że coś takiego się w nas dzieje? Bo ja w ogóle nie myślę o sobie że jestem zazdrosna, ale po tym co czytam zaczynam się zastanawiać czy te uczucia mogą być ukryte.
Chyba tak, przynajmniej u mnie to ciało pierwsza reaguje, zanim w ogóle mam jakąkolwiek świadomą myśl. I teraz się zastanawiam, czy gdybym nie trafiła na ten wątek, to by mi w ogóle nie przyszło do głowy że to może być zawiść. Bo przecież uważam się za osobę niezbyt zazdrośną.
A ja mam inne pytanie. Czy to co opisujecie dotyczy tylko afirmacji o rzeczach, które ma konkretna osoba, czy też przy ogólnych afirmacjach też może się to uruchamiać? Bo u mnie ten niepokój w brzuchu pojawia się nawet kiedy afirmuję ogólnie "mam dobre życie", bez żadnego odniesienia do kogoś.
No dobra ale ile czasu to trwa zanim przestanie się pojawiać to napięcie? Bo siedzę i słucham i wychodzi na to że trzeba przepracowywać warstw po warstwie, a ja bym chciała wiedzieć, czy to jest kwestia kilku sesji czy kilku lat, bo to robi dużą różnicę.
Słucham tej rozmowy i też się zastanawiam czy u mnie na dole nie leży coś podobnego. Bo może to ściśnięcie w klatce to nie tylko wstyd, ale też jakieś "a ty to co" skierowane do siebie. Ciężko to rozplątać w trakcie sesji kiedy się po prostu czuje dyskomfort i chce się od niego uciec.
No dobra ale my teraz trochę odeszliśmy od głównego tematu, bo tu była mowa o tym jak sobie radzić z tym fizycznym dyskomfortem żeby w ogóle móc siedzieć i medytować, a teraz rozmawiamy o czakrach gardła. Mam pytanie, bo mnie interesuje konkret: czy jest jakaś jedna technika którą można zastosować od razu, jak to napięcie już wchodzi?
Nie ma jednej odpowiedzi, ale minutę to zdecydowanie za mało jeśli masz aktywny układ nerwowy i wchodzisz w to po normalnym dniu. Ja zazwyczaj daję sobie co najmniej pięć, siedem minut samego zakorzenienia zanim cokolwiek zaczynam intencjonować. I to nie jest czas stracony, to jest czas który potem oszczędza napięcia w klatce.
To mam pytanie, bo nie wiem jak to działa od strony energetycznej. Czy to zakorzenianie faktycznie zmienia coś fizycznie w ciele podczas siedzenia, czy to tylko efekt psychologiczny? Pytam bo staram się zrozumieć mechanizm a nie tylko technikę.
A myślisz że samo zakorzenianie wystarczy, żeby to rozciągnąć, czy potrzebna jest jakaś intencja ustawiona przed praktyką? Bo różne podejścia tu słyszałam i nie zawsze są spójne.
To mam pytanie bo jestem tu mniej zaawansowany. Intencja ustawiana przed medytacją, to jak to fizycznie wygląda? Mówicie to głośno, myślicie, zapisujecie? Bo nigdy tego nie robiłem i zastanawiam się czy format ma znaczenie.
Ale czy to nie jest unikanie problemu? Bo jeśli zamieniamy konkretną afirmację na rozmytą, to co z tą konkretną rzeczą którą chcemy? Mnie uczyli że afirmacje mają być precyzyjne, bo wtedy działają.
A to ciało zawsze mówi prawdę w medytacji? Bo mi się zdarza że mam nieprzyjemne odczucia fizyczne a potem okazuje się że to było tylko złe ułożenie kręgosłupa albo zimno. Jak odróżnić sygnał energetyczny od zwykłego fizycznego dyskomfortu?
Pulsuje chyba. I czasem przechodzi w coś jakby lekkie palenie. Ale nie boli.
No tak, głównie o pieniądzach i pracy. Chyba to pasuje. Ale co z tym zrobić kiedy to się pojawia?
Szczerze? Tak. Kolega z pracy który zarabia więcej. Nie myślę o nim świadomie, ale jakby sam wchodzi.
A skąd wiadomo że to właśnie porównanie a nie po prostu poczucie że "tego mi brakuje"? Bo mi się wydaje że można afirmować coś czego nie mamy bez myślenia o tym kto to ma. Czy naprawdę zawsze wyciągamy tę konkretną osobę, czy to może być ogólne poczucie braku bez twarzy?
