Hej, chciałem opisać pewną sytuację, którą przeżyłem niedawno i szczerze mówiąc nadal nie wiem co o tym myśleć. Sceptycy pewnie od razu przykleją łatkę „paraliż senny” i na tym skończą temat.
Sam miałem już wcześniej coś podobnego i też myślałem, że to po prostu jakiś wybryk mózgu podczas zasypiania. Ale to co przydarzyło mi się kilka dni temu było zupełnie innego kalibru.
W sobotę po południu zasnąłem na drzemce. Po jakimś czasie zacząłem się budzić, słyszałem już głosy z sąsiedniego pokoju, telewizor, otwierałem oczy i widziałem marynarkę wiszącą naprzeciwko na szafie. Taki klasyczny stan między jawą a snem.
I wtedy zobaczyłem coś dziwnego, z sufitu spadła na moje łóżko jasna kulka ciągnąca za sobą smugę swiatła. Trwało to ułamek sekundy, pomyślałem że to złudzenie, ale poczułem wyraźne uderzenie w poduszkę. Zaraz potem miałem silne poczucie, że coś jest obok mnie. Jakaś obecność, nie wyczuwałem czy dobra czy zła, po prostu była tam.
Chwilę później poczułem coś jakby coś wyrywało mi duszę z ciała. Zacząłem mieć coś w rodzaju konwulsji, nie chciałem wychodzić z ciała, bałem się i walczyłem żeby zostać. W tej szarpaninie miałem wrażenie jakbym widział jak kolejne centymetry mojej duszy wysuwają się na zewnątrz, ale wracały.
Potem chwila ciszy, może sekunda dwie... tysiąc myśli jednocześnie, próbowałem krzyczeć, nie mogłem wydobyć głosu, nie mogłem się ruszyć. Nastąpiła powtórka, jeszcze silniejsza. Naprawdę bałem sie że już nie wróce.
Kiedy po raz drugi nie pozwoliłem duszy wyjść, zacząłem tracić przytomność. W uszach szum, ciemność przed oczami, głowa mi opadła na bok. Ostatkiem sił pomyślałem, że umieram i wtedy w środku zacząłem krzyczeć żeby mnie zostawilo, że chcę żyć. I natychmiast przeszło. Odzyskałem pełną przytomność i mogłem się ruszać.
Przez pare dni byłem mocno rozbity po tym przejściu. I mam jedno konkretne pytanie do tych, którzy twierdzą że to tylko paraliż senny, dlaczego ustało dokładnie w tym momencie kiedy zacząłem wewnętrznie krzyczeć żeby mnie zostawiło? Co to za zbieg okoliczności...
Kim lub czym była ta istota i co chciała zrobić, na te pytania nadal nie mam odpowiedzi.
to co opisujesz to w moim odczuciu tak zwana kradzież energii przez kogoś kto już odszedł z tego świata. może to być ktoś bliski, ktoś z rodziny... taka istota żeby się uaktywnić potrzebuje energii od żywego człowieka, musi ją gdzieś czerpać.
sama przez to przeszłam kiedy byłam jeszcze bardzo młoda i dopiero z czasem zrozumiałam że chodziło o koleżankę, która odeszła zbyt wcześnie. pewne sprawy niedokończone tutaj, na ziemi, sprawiają że dusze szukają w ten sposób kontaktu albo po prostu biorą to czego im potrzeba, nie zawsze zdając sobie sprawę co robią żywym...
pozdrawiam serdecznie 🙂
Tak to już jest z nami, które medytujemy i rozwijamy się duchowo... intuicja rośnie, postrzeganie pozazmysłowe się otwiera i zaczynają się różne „niespodzianki” 🙂
Opiszę ci moją historię sprzed kilku lat. Wynajmowałam mieszkanie z koleżankami w bloku, jedna z nich też się rozwijała podobnie jak ja. Często zostawałam sama w domu, nic niezwykłego, ale przez pewien czas czułam wyraźnie jakby ktoś dosłownie siadał mi na kołdrze. Modliłam się za tę duszę, bałam się, ale zawsze przywołuję siłę wyższą w takich momentach. I jeszcze jedno, wtedy nie skojarzyłam od razu że to co mi się zdarzało rano albo podczas drzemki, kiedy byłam świadoma wszystkiego wokół, słyszałam co się dzieje, a mimo to nie mogłam się wybudzić i czułam jakby poduszka mnie dusiła, to był właśnie ten sam stan. Działo się to regularnie, bo w tamtym mieszkaniu takie rzeczy były na porzadku dziennym.
Z czasem to minęło i pokonałam pewien strach. Wiem już od lat ze Bóg jest potężną siłą i że modlitwa pomaga tym duszom, które chcą przejść do światła, a same nie mogą tam trafić.
Dziś rano, kiedy synek wstał, spokojnie leżałam i weszłam w głęboki relaks. Odpłynęłam, słyszałam głosy z pokoju obok, jednocześnie widziałam sen i rozmawiałam sama ze sobą, był jakiś przekaz... nieważne. W pewnym momencie znowu poczułam że nie mogę się obudzić, ale już znam ten stan i zanim cokolwiek zdążyło się „przyczepić”, obudziłam się siłą woli.
No i jeszcze jedna rzecz, w głębokim relaksie bardzo łatwo wychodzi się z ciała. Po prostu. Chyba już się z tym oswajam...
Nie wiem tak naprawdę co kto tu przeżywa, bo moje doświadczenie jest inne. Medytuję od jakiegoś czasu i oddycham świadomie, wchłaniając pranę... to powoduje puszczanie blokad. Czuję to wyraźnie i mogę powiedzieć, że mi to służy. Nie czuję żadnych kołowrotów ani czegoś co by się kręciło w złym kierunku.
Opętanie według mnie przychodzi do osób, które są zbyt otwarte na negatywne siły, czyli takich co piją, biorą narkotyki i potem jeszcze medytują. To jest zwykłe zaprzeczenie i sprzeczność sama w sobie.
Sama pozbyłam sie nałogów, które towarzyszą osobom tłumiącym swoją osobowość albo gubiącym sie w życiu. Odeszły, odpadły same, bo BÓG i SMRÓD po prostu się wykluczają, delikatnie mówiąc. To moje zdanie.
Medytacja otwiera najpierw na to, co mamy we własnym umyśle, wylazują emocje, wspomnienia, po to żeby zintegrować psychikę. Mamy stawać sie ludźmi w pełnym tego słowa sensie... którzy doświadczają świadomości BOGA, a nasza dusza przeżywa życie w ludzkim ciele.
Ja w medytacji doświadczyłam potężnej MIŁOŚCI, takiej jakiej wcześniej nie czułam, i obecności BOGA. To jest moje doświadczenie i żadne słowa tego nie przekażą. Bóg dał nam różne sposoby zbliżania sie do Niego, ale żebyśmy robili to systematycznie.
Może to być modlitwa, medytacja, skupianie sie na wzniosłej myśli, mantrze... Bóg mówi do nas przez słowa człowieka, przez piosenki, książki, radio, cokolwiek. Tylko czy my to słyszymy...
to co sie stalo to tak naprawde dosc znane zjawisko, glownie u neurotyków 🙂 nierealistyczny obraz siebie i swiata i te sprawy, wiesz o co chodzi...
i tak serio, trzy podstawowe rzeczy które warto zapamiętać:
po pierwsze nie mieszaj roznych rodzajow leków, to sie po prostu zle konczy
po drugie nigdy nie miesza sie leków z alkoholem, to chyba oczywiste
no i po trzecie - nie pal tego swiństwa bo sie po prostu wykonczysz... dla niektórych to jest po prostu za mocne, koniec i kropka
no ciekawe... kto mu o tym powiedział? 😀
Według mnie, i nie tylko mnie zresztą, medytacja i ten cały „rozwój duchowy„ to jedna z wielu dróg do kontaktu z Bogiem, możliwość rozmowy z Nim, przynajmniej w założeniu. Dlaczego miałby to odrzucać czy „nie popierać”?
Szczerze mówiąc pierwszy raz spotykam się z czymś takim, a naczytałam sie i przestudiowałam już naprawdę sporo materiałów na ten temat 🙂
Coś podobnego mi się przydarzyło, i to w absolutnie nieoczekiwanym momencie, bo ostatniej nocy naprawde udanych wakacji. Miałam poczucie, że już się obudziłam, widziałam pokój hotelowy, ale nie mogłam absolutnie ruszyć ani jedną kończyną. Wołałam chłopaka żeby mi pomógł, krzyczałam jego imię, widziałam jak wstaje z łóżka... i nagle coś mi nie pasuje. Długie włosy. To nie on. Jakaś postać, która do tego wykrzywia twarz w naprawde złośliwym, okropnym grymasie. Poczułam wtedy coś w rodzaju pewnosci, że umieram, że ta istota chce mnie zabrać, i walczyłam w głowie żeby nie stracić przytomności. W końcu się wyrwałam, zaczęłam płakać, zapaliłam światło, a chłopak mnie uspokajał. I tak właśnie skończyły się moje wymarzone wakacje, bo tego samego dnia lecieliśmy do domu i po takiej nocy lot samolotem był ostatnią rzeczą na jaką miałam ochotę.
Wcześniej zdarzał mi się paraliż senny, ta niemożność poruszenia się, ta walka żeby choćby drgnąć... ale bez żadnych postaci. To co przeżyłam tamtej nocy było czymś zupełnie innym i do dziś pamiętam tę twarz. Chuda, z wystającymi kośćmi policzkowymi, ciemne oczy, krótkie włosy. Jedno z najbardziej przerażających wspomnień jakie mam.
zwykły paraliż senny i tyle, nic więcej za tym nie stoi 🙂
