no właśnie, zastanawiam się nad tym od lat i nadal nie wiem co o tym myśleć...
chodzi o to, że kiedy ktoś staje blisko mnie i coś mi tłumaczy, pokazuje, mówi twarzą w twarz, to zaczynam się robić taki... rozleniwiony. trochę jakby ktoś mi wyciągał powietrze z żył 🙂 nie boli, wręcz przeciwnie, jest to nawet przyjemne uczucie, ale totalnie mnie rozkłada. odpływam gdzieś, koncentracja spada do zera.
problem w tym że to się dzieje w pracy dość często. szef coś tłumaczy, kolega pokazuje jak coś zrobić i zamiast skupic się i słuchać, ja sobie gdzieś odpływam w to swoje błogie odrętwienie. niezbyt profesjonalne, co nie? 😉
sam nie wiem czy ta osoba nieświadomie pobiera ze mnie energie, czy może to ja pobieram od niej. w sumie nie mam pojęcia jak to działa, ale coś tam wyraźnie się dzieje, bo to uczucie jest zbyt charakterystyczne żeby je zbyć wzruszeniem ramion.
ktoś zna cos podobnego? bo szukam już od dawna i nie trafiłem jeszcze na nikogo kto by to sam przeżywał
właśnie o to chodzi, że osoby które mają taką niekontrolowaną potrzebę dominowania nad innymi to klasyczny schemat... znajdziesz to zarówno u różnych „przypadków psychiatrycznych” jak i u ludzi z kryminalną przeszłością, którzy zostali gdzieś po drodze „zbawieni” przez jakieś większe struktury 🙂 i co ciekawe, tylko ci „swoi” z otoczenia jakoś nie dostrzegają żadnego problemu w tym wszystkim
Spróbuj wizualizować nad taką osobą biały krzyż.
