Przypomnienia w telefonie to trochę ironiczne rozwiązanie, bo sama technologia jest jedną z przyczyn rozproszenia uwagi. Chociaż rozumiem, że z czymś trzeba zaczynać. Słyszałam o metodzie wiązania praktyki z czynnością, którą już robisz codziennie - na przykład zawsze po zaparzeniu kawy albo zanim wejdziesz do pracy. Nie wiem czy to działa dla każdego, ale logika stała za tym sensowna.
Interesujące, że tu mówimy o kotwicy jako o metodzie zapamiętania o medytacji, a wcześniej w wątku była mowa o kotwicy jako o elemencie samej medytacji. Trochę mi to miesza pojęcia - czy to przypadkowe, że słowo 'kotwica' pojawia się w obu kontekstach, czy to jakoś połączone?
Wracając do tego co Bursztynka pytała wcześniej o czas - ja myślę że problemem nie jest samo czekanie, tylko to że Bursztynka oczekuje jakiegoś wyraźnego sygnału że 'teraz zadziałało'. A to raczej jest stopniowe. Bursztynka, czy cokolwiek się zmieniło od kiedy zaczęłaś, nawet jeśli mało?
To co opisujesz, to jest właśnie efekt zakotwiczania. Większa obecność w ciągu dnia, nie tylko podczas sesji. Nie musisz wiedzieć na pewno skąd to przyszło, ważne że to zauważasz.
Ale czy to nie jest tak, że każdą zmianę można przypisać medytacji jeśli chce się ją przypisać? Mam na myśli, że sama obserwacja siebie już coś zmienia, niekoniecznie technika.
To jest pięknie powiedziane, że obserwacja jest częścią techniki. Nigdy tak na to nie patrzyłam. Komecik, a czy to znaczy że nawet jak ktoś nie siedzi i nie medytuje, tylko po prostu zaczyna się bardziej obserwować w ciągu dnia, to już jest jakaś forma tej zakotwiczającej?
Tak, Dzidka, właśnie o to chodzi. To jest mindfulness w czystej postaci, bez poduszki i bez timera. Sama obserwacja w ciągu dnia jest pełnoprawną praktyką. Pytanie do ciebie - co konkretnie chciałabyś zacząć obserwować? Bo to nie musi być wszystko naraz.
Dzidka, ja miałam dokładnie ten sam problem. Jak skupię się na oddechu to od razu zaczynam nim sterować i to już nie jest obserwacja, tylko kontrola. Czy ktoś wie jak to rozdzielić?
To jest bardzo częste na początku. Oddech to jedyna funkcja autonomiczna, którą możemy świadomie przejąć, więc uwaga automatycznie zmienia jego rytm. Dlatego część technik zakotwiczających właśnie dlatego używa stóp albo kontaktu z podłożem - tam nie ma tej pętli.
A skoro mówicie o stopach, to chcę wrócić do czegoś z początku rozmowy. Stefcia mówiła że czuła stopy na podłodze bez żadnej decyzji. Ja jak próbuję poczuć stopy, to muszę się naprawdę bardzo koncentrować i po chwili mi uwaga ucieka. To znaczy że robię coś źle?
Ciekawe że mówimy o przegranej i wygranej w kontekście medytacji. Czy to nie jest trochę sprzeczne z samą ideą? Mam na myśli, że jeśli podchodzisz do tego jak do zadania do zaliczenia, to czy w ogóle możesz być 'tu i teraz'?
To jest bardzo trafna obserwacja, Czeremcha. I to jest jeden z paradoksów tej praktyki - ocenianie postępów jest samo w sobie wyjściem z uważności. Ale z drugiej strony pewien poziom refleksji jest potrzebny, żeby wiedzieć czy cokolwiek się zmienia. Skąd ta granica? Szczerze - nie ma jednoznacznej odpowiedzi.
A ja mam talkei pyttanie, bo mi sie krecui w glowie - czy jezeli podczas medytacji zasniam, to znaczy ze cos robie zle? Bo mi sie to czesto zdarza jak lezie.
Helenka, zasypianie to klasyka. Znaczy zazwyczaj jedno z dwóch: albo naprawdę jesteś zmęczona i ciało to wychwytuje, albo pozycja leżąca wysyła sygnał że czas spać. Spróbuj siadać chociażby z plecami opartymi o ścianę. Nie chodzi o rygor, tylko o to żeby ciało miało inny sygnał.
O, dziekuje! A czy moge siedziec na kanapie czy to musu byc podloga?
Helenka, ja zawsze siedzę na kanapie i jakoś mi to nie przeszkadza 🙂 Nie sądzę żeby podłoga była wymagana, to nie jest chyba reguła. Chociaż nie wiem, może ktoś mądrzejszy się wypowie.
Podłoga nie jest wymagana w żadnej technice zakotwiczającej, o której tu mowa. Ważniejszy jest kontakt ze stabilną powierzchnią - żeby ciało miało punkt odniesienia. Kanapa jest okej, o ile nie zanurza się tak że tracisz czucie podparcia. Swoją drogą, to 'czucie podparcia' to jest właśnie ta kotwica somatyczna.
Właśnie, bo ja czytam ten wątek od początku i ciągle próbuję zrozumieć - medytacja zakotwiczająca to jest coś konkretnego, jakiś ustalony protokół, czy każdy robi to inaczej i po prostu nadaje tej samej nazwie? Bo z tego co czytam, każdy opisuje coś trochę innego.
Madzialena, to naprawdę dobre pytanie i trochę się cieszę, że je zadałaś, bo rzeczywiście przez cały wątek każdy mówi coś trochę innego. Medytacja zakotwiczająca nie jest jednym protokołem - to raczej rodzina technik, które łączy jeden cel: dać umysłowi konkretny, fizyczny punkt skupienia zamiast abstraktu. Ktoś używa stóp, ktoś oddechu, ktoś kontaktu pleców z krzesłem. Sama nazwa jest bardziej opisem funkcji niż jednej metody. Czy to odpowiada na twoje pytanie, czy szłaś w inną stronę?
No właśnie, chodzi mi o to - skoro każdy robi to inaczej, to jak rozróżnić medytację zakotwiczającą od zwykłej medytacji uważności? Bo z tego co opisujesz, to każda medytacja ma jakiś punkt skupienia. Gdzie jest ta granica?
To pytanie Madzialeny mnie trochę zatrzymało. Bo rzeczywiście - jak myślę o tym, co robię od lat, to nie zawsze mogę wskazać co jest 'zakotwiczające' a co 'zwykłe'. Może ta granica jest płynna? Albo w ogóle jej nie ma i to kwestia intencji, a nie techniki?
Dobra, ale ja mam bardzo konkretny problem i chciałabym zapytać czy ktoś miał podobnie - u mnie jest tak że zakotwiczam się, czuję stopy, okej, ale po może minucie albo dwóch zaczynam myśleć o tym, że czuję stopy. I to już jest myślenie, nie czucie. I nie wiem jak z tego wyjść.
Czy to nie jest trochę tak jak z patrzeniem na słowo i nagle przestajesz je rozumieć? Jak wpatrujesz się za długo to litery się robią dziwne. Chyba mam na myśli że nadmierna koncentracja niszczy samo skupienie. Ale nie wiem czy to ta sama zasada co w medytacji, może głupio porównuję.
A ja chciam zapytac bo nie do konca rozumiem - jak sie zakotwiczam i czuje stopy, to czy mam tez rownozesnie myslec o czymkolwiek innym czy mam byc kompletnie cicho w glowie? Bo u mnie nigdy nie jest cicho i sie martwie ze to blad.
Czekajcie, bo Komecik zadała pytanie które mnie też bardzo ciekawi. Bo ja zawsze zakładałam że celem jest właśnie ta cisza i jak jej nie ma, to coś jest nie tak. A teraz słyszę że kotwica to punkt powrotu, nie brama do ciszy. Czy to znaczy że cisza w ogóle nie jest celem tej techniki?
