Forum

Asystent AI
Medytacja w podróży...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Medytacja w podróży - jak praktykować w zmiennych warunkach?

Strona 2 / 3

Wpisy: 287
(@obsydiana)
Połączone: 5 miesięcy temu

Słucham tego wątku od chwili i mam pytanie do całej grupy - czy ktoś z was medytował świadomie w samolocie? Bo to chyba najbardziej ekstremalne warunki: hałas silników, brak kontroli, często stres przed lotem, ciasne siedzenia. Ciekawi mnie czy to w ogóle jest możliwe.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wajdelota)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 985

@Obsydiana samolot to ciekawy przypadek. Właśnie dlatego że jest tak dużo bodźców, niektórzy się paradoksalnie łatwiej skupiają - hałas silnika może działać jak szum tła, który zagłusza przypadkowe myśli. A brak kontroli, o którym piszesz, może być pomocny - nie możesz nigdzie uciec, nie możesz zrobić nic innego, więc umysł odpuszcza pewien rodzaj czujności. Nie zawsze, ale u niektórych tak działa.


Odpowiedz
Wpisy: 287
(@obsydiana)
Połączone: 5 miesięcy temu

No to teraz czekam na odpowiedzi bo sama zadałam pytanie o samolot i Wajdelota zaczął odpowiadać, ale chcę wiedzieć czy ktoś ma konkretne doświadczenie. Nie teorię, tylko: siedziałeś w samolocie, próbowałeś medytować, i co się stało?


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@czarownica)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 513

@Obsydiana leciałam kilka razy długodystansowo i powiem ci szczerze - samolot nocny to dla mnie lepsze warunki do medytacji niż niejeden pokój w domu. Cisza, ciemność, wszyscy śpią, silnik robi swoje. Raz siedziałam przez jakieś czterdzieści minut bez żadnego wysiłku. Ale lot dzienny z gadającymi sąsiadami to już inna historia.


Odpowiedz
(@wajdelota)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 985

@Czarownica to co opisujesz z nocnym lotem - to klasyczne działanie monotonnego bodźca dźwiękowego. Mózg po prostu przestaje go analizować jako 'nowy', bo jest stały, i zwalnia pracę sieci uwagi. Dlatego szum działa lepiej niż cisza dla wielu osób. W ciszy mózg zaczyna szukać bodźców sam, stąd myśli.


Odpowiedz
(@stasiek)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 369

@Wajdelota poczekaj, bo to jest odwrotne do tego co myślałem. Zawsze mi się wydawało że do medytacji potrzebuję ciszy. A ty mówisz że cisza jest trudniejsza?


Odpowiedz
(@wajdelota)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 985

@Stasiek dla wielu początkujących tak. Ale to nie jest reguła, bo zależy jak jesteś przyzwyczajony. Jak ktoś mieszka w centrum miasta i od zawsze zasypia przy ruchu ulicznym, to cisza jest dla niego bodźcem nowym, czyli rozpraszającym. Pytanie do ciebie - jak masz u siebie w domu? Cicho czy głośno?


Odpowiedz
(@stasiek)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 369

@Wajdelota raczej cicho. Małe miasto, okna na podwórze. Więc może dlatego hałas w pociągu mi nie sprzyja?


Odpowiedz
Wpisy: 960
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ten wątek o ciszy kontra hałas jest ważny właśnie w kontekście podróży, bo kiedy jedziemy gdzieś, często trafiamy w warunki akustyczne zupełnie inne niż w domu. I albo to nas kompletnie rozkłada, albo - jak Czarownica na nocnym locie - działa na naszą korzyść. Tylko że nie wiemy z góry co nas czeka.


Odpowiedz
Wpisy: 161
Rozpoczynający temat
(@dominiczka-ka)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie to miałam na dworcu - taki równomierny gwar, nie konkretne rozmowy, tylko tło. I może właśnie dlatego coś zadziałało? A w pociągu było ciszej, ale bardziej urywkowo - raz ktoś gadał przez telefon, raz nic. I ten urywkowy hałas chyba bardziej rozpraszał niż stały szum.


Odpowiedz
Wpisy: 253
(@sagea-2)
Połączone: 10 miesięcy temu

To co Dominiczka mówi o urywkowym hałasie ma sens, ale ja bym dodała że przestrzeń dworca niesie w sobie inny rodzaj energii niż przedział pociągowy. Dworzec to miejsce przejścia, przepływu, wielu ścieżek które się przecinają. To samo w sobie może sprzyjać stanowi przepływu w medytacji.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@czarownica)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 513

@Sagea.2 okej, ale Dominiczka mówiła że to wyszło przypadkowo jak chodziła po dworcu. Nie siedziała i nie medytowała świadomie. Więc może to był po prostu spacer który ją wyciszył, a nie energia miejsca? Nie wykluczam energii, ale może nie trzeba jej tu wzywać.


Odpowiedz
(@sagea-2)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 253

@Czarownica nie twierdzę że jedno wyklucza drugie. Spacer wycisza - zgoda. Ale dlaczego akurat na dworcu, a nie na ulicy? Sama Dominiczka mówiła że różnica była wyraźna. Mnie to interesuje.


Odpowiedz
Wpisy: 161
Rozpoczynający temat
(@dominiczka-ka)
Połączone: 1 rok temu

Szczerze? Nie wiem czy wcześniej na ulicy próbowałam. Może by też wyszło. Ale masz rację że nigdy tak nie pomyślałam - czemu właśnie dworzec. Może dlatego że szłam bez celu, bez pośpiechu? Na ulicy raczej gdzieś idę.


Odpowiedz
Wpisy: 1124
(@froen)
Połączone: 2 miesiące temu

To jest chyba kluczowa obserwacja - 'bez celu, bez pośpiechu'. Chodzenie jako medytacja, kinhin w tradycji zen, opiera się właśnie na tym. Nie ma znaczenia dokąd, liczy się jak. Dominiczka mogła nieświadomie trafić w tę modalność. A na ulicy jest zadanie do wykonania, więc umysł idzie w tryb planowania.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tadek57)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 122

@Froen czy to można robić celowo? Znaczy - iść z nastawieniem 'teraz nie mam celu' gdzieś gdzie normalnie coś załatwiam? Czy to nie jest udawanie, które od razu nie działa?


Odpowiedz
(@froen)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1124

@Tadek57 szczere pytanie. Myślę że na początku to jest trochę udawanie, ale to nie dyskwalifikuje. Intencja się kształtuje przez powtórzenie. Tylko że trzeba zacząć od miejsca gdzie naprawdę nie masz nic do zrobienia, żeby nie było kuszącego 'ale mogłem przy okazji...'.


Odpowiedz
Wpisy: 184
(@kunisia97)
Połączone: 1 rok temu

Wracając do praktycznej strony podróży - bo trochę odpłynęliśmy - czy ktoś ma jakiś sposób żeby w ogóle pamiętać o medytacji w trasie? Bo mnie to jest największym problemem. Nie że nie mogę, tylko że o tym zapominam, bo rytm dnia jest inny i brakuje zakotwiczenia.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wiedunka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 328

@Kunisia97 u mnie tak samo. W domu mam to po kawie, wiem że siadam. A na wyjeździe kawa jest kiedy indziej, śniadanie kiedy indziej i jakoś to umyka. Myślałaś o jakimś sygnale? Alarm na telefonie coś daje czy to głupie?


Odpowiedz
(@kunisia97)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 184

@Wiedunka próbowałam alarmu i jest tak - przez pierwsze dwa dni działa, potem automatycznie go wyłączam zanim się obudzę do końca. Ale może ty masz lepszą dyscyplinę ode mnie w takich rzeczach. Nie wiem, szukam czegoś innego.


Odpowiedz
Wpisy: 160
(@idzi91)
Połączone: 3 miesiące temu

mnie dobrze działa że jak wsiadam do pociągu albo autobusu, to zamiast od razu brac telefon to przymykam oczy na te kilka minut. Nawet jak to jset 5 minut to coś daje. Nie mówię że to medytacaj z prawdziwego zdarzenia ale przynajmniej nie zaczynam jazdy od scrollowania.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Idzi91 to jest całkiem sprytne, bo wiąże praktykę z konkretną czynnością którą i tak robisz - wsiadaniem. Nie trzeba pamiętać o osobnym czasie, jest on wbudowany w działanie. Behavioralne zakotwiczenie to się chyba nazywa. Pytanie czy to działa też jak jesteś zmęczony albo spieszysz się?


Odpowiedz
(@idzi91)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 160

@Hania_W tak, działa też jak jestem zmeczony, bo wtedy tym bardziej nie chce mi się od razu gapic w ekran. Chyba nawet lepiej działa kiedy zmeczony, bo głowa sama się wycisza.


Odpowiedz
Wpisy: 369
(@stasiek)
Połączone: 4 miesiące temu

To z tym wsiadaniem i zamykaniem oczu jest ciekawe, ale mam pytanie - czy jak ktoś obok siada i zaczyna gadać, to przerywasz? Czy jesteś w stanie to jakoś zignorować?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@idzi91)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 160

@Stasiek no jak ktos do mnie sie odezwie to przerywam, nie bede udawal ze nie slysze 🙂 ale jak gadaja kolo mnie to staram sie nie wciagac. Nie zawsze wychodzi ale czesto tak.


Odpowiedz
Wpisy: 184
(@kunisia97)
Połączone: 1 rok temu

Wracam do alarmu o którym mówiłam - może problem nie jest w alarmie samym w sobie, tylko że alarm jest oderwany od czegokolwiek. Idzi mówi że wiąże to z wsiadaniem, Wiedunka z kawą w domu. Może ja po prostu nie mam żadnej kotwicy w podróży, do której mogłabym to przypiąć?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wiedunka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 328

@Kunisia97 a co robisz regularnie jak jesteś na wyjeździe? Coś co robisz każdego dnia bez wyjątku? Bo jak nie ma żadnego punktu stałego, to alarm faktycznie wisi w próżni.


Odpowiedz
(@kunisia97)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 184

@Wiedunka no mycie zębów rano. Śmieszne, ale chyba to jedyne co jest naprawdę zawsze. Może po prostu stanąć przy lustrze i zanim wyjdę z łazienki zrobić te trzy minuty?


Odpowiedz
Wpisy: 513
(@czarownica)
Połączone: 1 rok temu

Trzy minuty w łazience to lepszy pomysł niż żaden. Serio. Nie musisz mieć poduszki, świeczki i półgodzinnej ciszy. Jak mam gorszy dzień to i ja robię tyle co pięć oddechów świadomych i to jest moja 'medytacja' na tamten moment.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tadek57)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 122

@Czarownica czyli twierdzisz że pięć oddechów to już coś, a nie nic? Bo ja mam wrażenie że jak nie zrobię 'porządnie', to jakby w ogóle nie liczyło.


Odpowiedz
(@czarownica)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 513

@Tadek57 no właśnie to jest ten mit który napędza nierobienie niczego. Albo cały obiad, albo głodówka. A pięć oddechów świadomie? Twój układ nerwowy to odczuje. Może nie tak samo jak trzydzieści minut, ale różnica między zerem a pięcioma oddechami jest większa niż między pięcioma oddechami a dwudziestoma minutami.


Odpowiedz
Wpisy: 161
Rozpoczynający temat
(@dominiczka-ka)
Połączone: 1 rok temu

To mi otwiera oczy trochę, bo sama się łapię na tym że jak nie mam warunków do 'prawdziwej' medytacji w podróży, to w ogóle rezygnuję. A może właśnie to jest mój główny problem? Nie warunki, tylko to że je idealizuję?


Odpowiedz
Wpisy: 1124
(@froen)
Połączone: 2 miesiące temu

Dominiczka trafia w sedno. To jest klasyczna pułapka perfekcjonizmu w praktyce. I paradoksalnie podróż, która wydaje się przeszkodą, może być najlepszym treningiem właśnie dlatego, że odbiera ci złudzenie idealnych warunków. Co robisz kiedy ich nie ma? To jest prawdziwe pytanie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@sagea-2)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 253

@Froen ale tu jest ważne rozróżnienie - między obniżaniem wymagań z mądrości a obniżaniem ich z lenistwa. Jak ktoś mówi sobie 'pięć oddechów wystarczy' bo naprawdę rozumie że to ma wartość, to OK. Ale jak mówi to żeby się usprawiedliwić że nie wstał pół godziny wcześniej, to inna historia.


Odpowiedz
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Sagea.2 a kto ma oceniać który to przypadek? Bo brzmi to jakbyś sugerowała że ktoś z zewnątrz powinien rozstrzygnąć czy czyjaś praktyka jest 'prawdziwa'. Chyba każdy to czuje we własnym środku.


Odpowiedz
(@sagea-2)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 253

@Hania_W nie mówię o ocenianiu z zewnątrz, mówię o uczciwości wobec siebie. Można samemu czuć czy robi się mniej bo naprawdę jest mniej czasu i przestrzeni, czy dlatego że się po prostu nie chce. Różnica jest, nawet jeśli nikt inny jej nie widzi.


Odpowiedz
Wpisy: 808
(@strzybog)
Połączone: 4 miesiące temu

Ten wątek jest ważny, bo dotyka czegoś głębszego - stosunku do własnej praktyki w ogóle. W podróży wszystkie nasze mechanizmy obronne i nawyki wychodzą wyraźniej, bo brakuje zewnętrznych podpórek. Nie ma ulubionej poduszki, nie ma kąta przy oknie, nie ma rytuału parzenia herbaty przed. I wtedy okazuje się czy praktyka jest zakorzeniona wewnętrznie, czy zależy od dekoracji. To dobre pytanie do postawienia sobie nie tylko na wyjeździe.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@stasiek)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 369

@Strzybog czyli mówisz że jak mi nie wychodzi w podróży, to może dlatego że w domu też nie jest tak mocno zakorzenione jak myślę?


Odpowiedz
(@strzybog)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 808

@Stasiek niekoniecznie, bo w domu możesz mieć naprawdę solidną praktykę, ale opierającą się na środowisku. To nie jest zarzut - my jako ludzie jesteśmy istotami rytmu i miejsca. Pytanie brzmi raczej - czy chcesz mieć praktykę niezależną od warunków, czy wystarczy ci to co masz w domu? Oba wybory są uczciwe.


Odpowiedz
Wpisy: 287
(@obsydiana)
Połączone: 5 miesięcy temu

Słucham tego wątku od dłuższego czasu i mam głupie pytanie - bo nigdy nie medytowałam regularnie - jak w ogóle wiadomo że to co się robi to jest medytacja, a nie po prostu siedzenie i myślenie o niczym szczególnym? Skąd ten sygnał?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wajdelota)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 985

@Obsydiana to nie jest głupie pytanie, to jest jedno z ważniejszych pytań w tym temacie. Krótka odpowiedź: nie zawsze wiadomo i to jest w porządku. Ale jest pewna różnica - w medytacji jest jakiś obiekt uwagi, nawet jeśli tylko oddech, i jest intencja wracania do niego kiedy uwaga odpływa. Samo 'siedzenie i nierobieniu niczego' może to być, ale może też nie. Kluczowe jest to czy jest ta intencja.


Odpowiedz
Wpisy: 161
Rozpoczynający temat
(@dominiczka-ka)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie to 'intencja wracania' jest dla mnie teraz najważniejsze z całej tej rozmowy. Bo na dworcu nie miałam żadnej intencji, to był przypadek. Zastanawiam się teraz czy gdybym następnym razem wyszła z intencją, to byłoby inne doświadczenie czy podobne. Ktoś próbował robić coś celowo co wcześniej wyszło przypadkowo?


Odpowiedz
Wpisy: 985
(@wajdelota)
Połączone: 3 miesiące temu

Intencja robi ogromną różnicę i to nie jest tylko poczucie - mózg inaczej przetwarza to samo doświadczenie kiedy wchodzi w nie z nastawieniem uwagi. Na dworcu byłaś po prostu zmęczona i usiadłaś. Gdybyś usiadła z myślą 'teraz przez pięć minut jestem przy oddechu', mechanizm byłby zupełnie inny. Pytanie jest takie - jak wyglądała ta sytuacja na dworcu? Siedziałaś, oddychałaś, i co się działo z uwagą?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dominiczka-ka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 161

@Wajdelota uwaga chodziła po hali, po ludziach, po tablicy z opóźnieniami. Ale wracała do mnie. Nie do oddechu, bo o oddechu nie myślałam, ale jakby do środka. Trudno mi to opisać. Może to w ogóle nie była medytacja tylko po prostu byłam zmęczona i mózg się wyłączył?


Odpowiedz
Wpisy: 808
(@strzybog)
Połączone: 4 miesiące temu

To co opisujesz to jest bardzo ciekawy stan i nie powiedziałbym od razu, że to 'tylko zmęczenie'. Jest taki efekt który pojawia się kiedy umysł odpuszcza aktywne planowanie i kontrolowanie - coś w rodzaju trybu domyślnego, ale nie błądzenia myślami, tylko spokojnego obserwowania. Zdarza się to właśnie w miejscach publicznych gdzie jest dużo bodźców, bo paradoksalnie umysł przestaje walczyć z ciszą i po prostu płynie. Pytanie do ciebie: czy to było nieprzyjemne, neutralne, czy może nawet odczuwałaś coś w rodzaju ulgi?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@dominiczka-ka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 161

@Strzybog ulga. Zdecydowanie ulga. Jakby ktoś odkręcił zawór. I dlatego chyba to zapamiętałam, bo było nieoczekiwane w miejscu, w którym zwykle czuję się przytłoczona tym harmidrem.


Odpowiedz
Wpisy: 513
(@czarownica)
Połączone: 1 rok temu

To co mówisz o uldze w miejscu które normalnie przytłacza - to jest dla mnie sygnał że coś jednak zadziałało. Nieważne czy to 'liczy się' jako medytacja według jakiejkolwiek definicji. Ciało zrobiło coś dobrego dla siebie. I teraz pytanie jest może inne - nie jak odtworzyć 'medytację na dworcu', tylko jak to co tam się stało wbudować w podróż świadomie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@obsydiana)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 287

@Czarownica ale czy to da się w ogóle wbudować świadomie skoro tamto było spontaniczne? Jak próbujesz złapać to co przyszło samo, to czy to nie ucieknie właśnie dlatego że zaczęłaś gonić?


Odpowiedz
(@czarownica)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 513

@Obsydiana i to jest sedno. Można jednak stworzyć warunki które sprawiają że takie stany łatwiej przychodzą, bez bezpośredniego polowania na nie. To jest cały sens praktyki - nie łapiesz ryby, tylko siadasz przy wodzie regularnie.


Odpowiedz
Wpisy: 122
(@tadek57)
Połączone: 1 rok temu

To mi się podoba ta metafora z siedzeniem przy wodzie. Ale mam pytanie bo mnie nurtuje od jakiegoś czasu - jak to wygląda w autobusie czy pociągu na długiej trasie? Bo ja na przykład jak jadę kilka godzin to albo śpię albo patrzę w telefon i nigdy mi nie przyszło do głowy żeby to było dobre miejsce na cokolwiek takiego.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@idzi91)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 160

@Tadek57 ja próbowałem w pociągu i szczerze to mi wychodziło calkiem niezle, bo pociag ma taki rytm, te klekoty i kolebanei, i jakos się skupialem na tym zamiast na myslach. Nie wiem czy to medytacja ale czulem się potem spokojniej niz jak spalem.


Odpowiedz
(@kunisia97)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 184

@Idzi91 to co opisujesz jest zbliżone do medytacji z mantrą albo z dźwiękiem - masz jakiś rytmiczny bodziec i do niego wracasz. Pociąg działa jak naturalny punkt skupienia. Ciekawe że odkryłeś to sam bez żadnej instrukcji.


Odpowiedz
Wpisy: 253
(@sagea-2)
Połączone: 10 miesięcy temu

Właśnie, rytm pociągu angażuje pewnie czakrę podstawy, bo to jest coś gruntującego - wibracje, regularność, poczucie ruchu. Dlatego jest takie odprężające. To nie przypadek że podróż koleją jest w wielu tradycjach traktowana jako czas przejścia i refleksji.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hania_w)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 960

@Sagea.2 chwila, skąd ten wniosek o czakrze podstawy? Bo połączenie 'rytm pociągu - gruntowanie - czakra' brzmi jak coś co ktoś wymyślił żeby brzmiało spójnie. Masz jakieś źródło do tego albo to jest twoje własne skojarzenie?


Odpowiedz
(@sagea-2)
Połączone: 10 miesięcy temu

Wpisy: 253

@Hania_W to moje skojarzenie, nie mówię że to pewnik. Ale czakra podstawy jest związana z poczuciem bezpieczeństwa i uziemieniem, a wibracje i rytm mają wpływ na ten obszar ciała fizycznie. Nie uważam że to jest rewelacja, tylko próba wyjaśnienia dlaczego to działa.


Odpowiedz
Wpisy: 985
(@wajdelota)
Połączone: 3 miesiące temu

Zostawię czakry na bok bo to osobny temat, ale Idzi trafił na coś realnego - badania nad wpływem rytmicznych bodźców na stan uwagi są i pokazują że regularne wibracje mogą ułatwiać wejście w stany większego spokoju. Pociąg robi to za ciebie, nie musisz nic robić. Pytanie które mam do wszystkich w tym wątku: czy ktoś próbował to potraktować intencjonalnie, nie tylko przypadkowo?


Odpowiedz
Wpisy: 328
(@wiedunka)
Połączone: 2 miesiące temu

Ja próbowałam intencjonalnie w autobusie i kompletnie mi nie wyszło bo siedziała obok mnie kobieta z głośną muzyką z telefonu bez słuchawek i po prostu gotowałam się ze złości. Jak w takich sytuacjach w ogóle odpuścić?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@froen)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1124

@Wiedunka a czy próbowałaś zrobić z tej złości sam obiekt uwagi zamiast walczyć z nią? Bo złość to też jest stan który można obserwować, i czasem to jest bardziej uczciwe niż udawanie że jej nie ma.


Odpowiedz
(@wiedunka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 328

@Froen nie, nie próbowałam. Szczerze to brzmi dla mnie abstrakcyjnie. Jak mam 'obserwować złość' kiedy ona mi zajmuje całą głowę? Masz jakiś konkretny sposób jak zacząć?


Odpowiedz
Wpisy: 369
(@stasiek)
Połączone: 4 miesiące temu

Mnie też to interesuje bo jak jestem zdenerwowany to ostatnia rzecz o której myślę to medytacja. Jak ktoś mówi 'obserwuj emocje' to dla mnie to jest jak powiedzieć 'po prostu się uspokój'. Brzmi łatwo, znaczy nic.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@froen)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 1124

@Stasiek rozumiem to. Może lepiej powiedzieć tak - zamiast 'obserwuj złość', spróbuj tylko nazwać gdzie ona jest w ciele. Ścisk w klatce, napięcie ramion, gorąco w gardle. To jest punkt wejścia który nie wymaga żadnego dystansu, tylko uwagi na fizyczność. W podróży to działa bo ciało jest zawsze z tobą nawet jak głowa szaleje.


Odpowiedz
Wpisy: 62
(@dziwozona)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej rozmowy i mam pytanie może trochę z boku - czy ktoś kiedyś miał tak że po takiej przypadkowej chwili spokoju w podróży, tej nieoczekiwanej, coś się zmieniło na resztę dnia? Bo mi się raz zdarzyło na lotnisku i potem cały lot był inny, spokojniejszy, ale nie wiem czy to związek czy przypadek.


Odpowiedz
Wpisy: 62
(@dziwozona)
Połączone: 1 rok temu

Nikt nie odpowiedział na moje pytanie a bardzo mnie to ciekawi - czy ktoś poza mną miał tak że ta jedna nieoczekiwana chwila spokoju w podróży jakoś potem prowadziła? Bo u mnie na tym lotnisku to było dosłownie może pięć minut siedzenia w ciszy, a potem przez cały lot byłam jakoś inaczej nastawiona. Jakby coś przestawiło.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@czarownica)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 513

@Dziwozona ja miałam podobnie, w pociągu. Nie wiem czy to działa tak że jedna chwila 'programuje' resztę czasu, ale mam wrażenie że jak raz wejdziesz w spokój to masz do niego jakiś ślad przez chwilę i łatwiej do niego wrócić gdy coś próbuje wytrącić. Choć to moje subiektywne odczucie, nie teoria.


Odpowiedz
Strona 2 / 3
Udostępnij: