To co Dziwozona opisuje to może być efekt zmiany nastawienia na początku jakiegoś etapu - tutaj lotu. Jest coś takiego w psychologii uwagi że stan w którym zaczynasz daną sytuację ma nieproporcjonalnie duży wpływ na to jak ją przeżywasz całą. Pytanie jest inne - czy myślisz że to by zadziałało gdybyś to robiła intencjonalnie przed wejściem na pokład, czy właśnie dlatego zadziałało że było przypadkowe?
Właśnie o to mi chodziło wcześniej - jak próbuję za bardzo to wszystko się sypie. Froen napisał żeby obserwować złość przez ciało, próbowałam to sobie wyobrazić i faktycznie coś w tym jest, bo łatwiej mi powiedzieć 'mam napięcie w szczęce' niż 'jestem wściekła'. Ale to wymaga że już nie jesteś w środku tej złości tylko jakiś cal obok. Jak w ogóle się zrobić ten jeden cal odstępu kiedy coś cię zalewa?
Wracając do podróży w ogóle - mi z tej rozmowy wychodzi że najlepiej działa albo przypadek, albo jakaś zewnętrzna struktura jak ten rytm pociągu, a kiedy człowiek sam próbuje coś zrobić z głową to mu nie wychodzi. Czy to znaczy że do medytacji w podróży potrzeba jakiegoś zewnętrznego 'haczyka' żeby w ogóle zacząć?
