Właśnie tego się trochę obawiałam kiedy pytałam wcześniej o tę ceremonię. Nie tyle sama ceremonia mnie niepokoiła, co właśnie to, czy wiesz od początku na co się piszesz. Dziękuję Celtyku, bo to chyba najlepiej podsumowuje moje wątpliwości.
A ja mam pytanie trochę z innej strony - czy ktoś z was próbował po prostu sam w domu medytować z mantrą, bez kursu TM, i miał podobne efekty? Bo skoro mantra to dźwięk, który sam się powtarza w myślach, to może to co opisuje Eliksira jest po prostu... dobrą medytacją, niezależnie od organizacji?
To co Eliksira mówi jest ważne, bo to jest też problem z całą literaturą na temat TM - jak odróżnić efekt techniki od efektu placebo, oczekiwań, grupowej atmosfery kursu, i zwykłego faktu, że ktoś wreszcie usiadł w ciszy na 20 minut? Czy ktoś zna badania które miały prawdziwą grupę kontrolną?
Dobra, ale chcę wrócić do czegoś praktycznego bo ta dyskusja zaczyna mi się kręcić w kółko. Czy jest jakaś tańsza alternatywa, która daje podobne efekty co TM, bez tej całej otoczki organizacyjnej? Coś co można samemu sprawdzić?
Naturalnie jest wiele technik mantrowych poza TM - niektóre tradycje tybetańskie, niektóre podejścia z jogi, są też nauczyciele którzy uczą medytacji mantrowej bez organizacyjnych zobowiązań. Problem jest inny: nie masz jak porównać efektów bo nie spróbowałeś TM. To jest ten sam problem co z każdą subiektywną praktyką - jak oceniasz bez doświadczenia obu stron?
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam wrażenie, że dyskutujecie głównie o organizacji TM, a nie o samej technice. Technika mantrowa jest przecież stara jak medytacja w Indiach. Maharishi Mahesh Yogi nie wymyślił jej od zera, wziął istniejące praktyki i obudował je w system. Czy może warto to rozróżnienie jakoś uwzględnić?
Ja mam jedno konkretne pytanie do kogokolwiek kto przeszedł kurs - jak długo po kursie zanim poczułaś/poczułeś że coś się zmienia, jeśli w ogóle?
I przy okazji pytania Wrozbitki - czy te zmiany były trwałe po odstawieniu praktyki, czy znikały? Bo to też mówi coś o mechanizmie, prawda? Jeśli efekt znika szybko bez medytowania, to może to jednak relaks, a nie coś głębszego.
U mnie pierwsze wyraźne zmiany w samopoczuciu po paru tygodniach regularnej praktyki, ale trudno powiedzieć ile z tego było samą medytacją, a ile tym, że w końcu miałam dwa razy dziennie po dwadzieścia minut dla siebie bez telefonu i bez obowiązków. Na pytanie Dobrusi: gdy robiłam przerwy, spokój wracał wolniej, ale nie znikał całkowicie. Czy to technika, nawyk, czy zmiana stylu życia? Szczerze, nadal nie wiem.
To co Eliksira opisuje na końcu jest dla mnie kluczowe - czy ona sama potrafi odróżnić te dwa efekty po czasie? Bo 20 minut bez telefonu to brzmi śmiesznie prosto, ale jak się nad tym zastanowię, to kiedy ostatnio miałem tyle spokoju dziennie? Może właśnie o to chodzi i to jest cały sekret TM?
Dobra, to ja mam konkretne pytanie bo trochę gubię się w tej dyskusji. Powiedzmy że chcę spróbować czegoś mantrowego, ale nie chcę płacić kilku tysięcy. Czy kupno książki o medytacji mantrowej i wybór własnej mantry to kompletna głupota, czy coś z tego będzie?
ale właśnie to samo można powiedzieć o kursie TM, prawda? Znaczy, dwie sesje po 20 minut dziennie w domu samemu, nikt nie sprawdza. Czy nauczyciel TM jakoś kontroluje praktykę po kursie, czy zostawiają cię samemu sobie z tą mantrą?
Na pytanie Tereski - są follow-upy, tzw. spotkania sprawdzające, ale uczestnictwo w nich jest dobrowolne i z czasem stają się rzadsze. W praktyce po kilku miesiącach jesteś faktycznie sam ze swoją mantrą. Nauczyciel jest dostępny, ale nie dzwoni do ciebie i nie pyta jak idzie.
A mi tu wychodzi coś ciekawego z tej całej rozmowy. TM jest sprzedawane jako coś wyjątkowego i wymagającego certyfikowanego nauczyciela, ale po kursie i tak jesteś sam. Tradycyjne praktyki mantrowe zakładają długoterminową relację z nauczycielem, guru, który faktycznie śledzi twój rozwój. TM bierze pieniądze za dostęp do systemu który potem i tak działa bez nadzoru. To jest marketing relacji której nie ma.
Właśnie - centra TM w Polsce są może w trzech, czterech miastach? Słyszałam że Warszawa, Kraków, może Wrocław. Jeśli ktoś jest z mniejszej miejscowości, to po kursie jest kompletnie zdany na siebie. To nie jest zarzut do samej techniki, ale do dostępności wsparcia po kursie.
To jest właśnie moja sytuacja, jestem z małego miasta i dlatego pytałam wcześniej o samodzielną praktykę. Ale teraz zastanawiam się - czy ci którzy mają dostęp do centrum i regularnie chodzą na te spotkania sprawdzające, mają lepsze efekty niż ci którzy medytują sami? Czy ktoś to sprawdzał?
To znaczy że może my tutaj, rozmawiając o TM na tym forum, robimy dokładnie to samo co grupy TM - motywujemy się nawzajem do praktyki. Tylko bez kosztów kursu. 🙂
Tu jest jedna rzecz którą chcę dodać bo myślę że jest niedoceniana w tej dyskusji. Inicjacja - ten obrzęd puja na początku kursu - ma być momentem w którym mantra staje się 'twoja'. Nie chodzi o to że mantra jest magiczna sama w sobie, ale o intencję i uwagę jaką jej poświęcasz. Może to jest właśnie ta różnica której nie da się zmierzyć badaniem klinicznym. Placebo czy nie, nastawienie przed medytacją robi różnicę.
Ale czy ta inicjacja nie jest właśnie tym elementem który Tereska wcześniej wymieniała jako niepokojący? Ceremonia religijna w tradycji w której się nie uczestniczy, jako wstęp do kursu który jest sprzedawany jako świecka technika? Mam wrażenie że to jest najuczciwsza wątpliwość w tym wątku i trochę ginie.
Rozumiem te wątpliwości, ale chcę powiedzieć jedną rzecz z własnego doświadczenia. Kiedy uczestniczyłam w tej ceremonii, wiedziałam dokładnie co to jest i skąd pochodzi - nauczyciel wyjaśnił to przed. Może to zależy od konkretnego nauczyciela i centrum? Nie wszystkie kursy mogą być prowadzone tak samo.
Wydaje mi się że dużo z tych problemów które opisujecie bierze się stąd, że TM balansuje między dwoma światami i niezbyt dobrze się w tym czuje. Chce być terapią i chce być duchowością jednocześnie i nie jest do końca uczciwa w żadnym z tych wcielenia. Ale technicznie medytacja mantrowa działa i to niezależnie od organizacji.
No i zostałem z pytaniem bez odpowiedzi. Serio, ktoś mi może powiedzieć co konkretnie mam zrobić? Kupić książkę Easwarana którego wspominał Celtyk? Wybrać jakąś mantrę z tej listy która wyciekła? Bo trochę mam wrażenie że rozmawiamy w kółko o tym czy TM jest uczciwe czy nie, a mnie bardziej interesuje czy mogę zacząć medytować mantrowo BEZ płacenia kilku tysięcy.
Ale Celtyk, to nie jest trochę sprzeczne z założeniem TM? Bo TM właśnie twierdzi że NIE trzeba wcześniej trenować skupienia, że mantra jest specjalnie dobrana tak żeby umysł mógł się na niej oprzeć bez wysiłku. Czy to kolejny mit który omawiamy, czy rzeczywiście tak jest?
Nie powiedziałabym że to czysto marketingowe. Jest w tym ziarno prawdy - mantra jako obiekt skupienia jest łagodniejsza niż np. koan zen albo intensywna wizualizacja. Umysł rzeczywiście inaczej reaguje na dźwięk bez znaczenia niż na obraz czy pojęcie. Ale 'bezwysiłkowy' to słowo które robi robotę perswazyjną, bo sugeruje że efekty przyjdą same bez regularnej praktyki. A bez regularności nie działa żadna medytacja.
No właśnie, i tu wychodzi kolejna niespójność TM. Z jednej strony 'bezwysiłkowe', z drugiej strony wymaga dwóch razy dziennie po dwadzieścia minut. To nie jest mało. Większość technik które znam mówi zacznij od pięciu minut, wybuduj nawyk. TM wchodzi z miejsca w reżim który dla wielu jest nie do utrzymania.
Dwadzieścia minut dwa razy dziennie to rzeczywiście dużo. Zastanawiam się czy te badania które wcześniej cytowała Lipowa00 były prowadzone na ludziach którzy naprawdę to robili regularnie, czy może na tych którzy zaczęli i potem odpuszczali? Bo to chyba mocno zmienia wyniki?
Czyli wyniki mogą być porównywalne, ale cena kursu TM nie jest porównywalna z ceną innych kursów medytacji. To jest ten dysonans o którym rozmawiamy od początku chyba?
