Czytam całą tę dyskusję od początku i mam takie osobiste pytanie - zaczynam z medytacją i nie wiem czy w ogóle powinienem zaczynać od mantry czy najpierw czegoś prostszego. Bo z jednej strony mantra brzmi bardziej konkretnie niż 'obserwuj oddech', z drugiej całe to zamieszanie z TM trochę mnie zraża do całego tematu mantry.
Ja po tej dyskusji mam jedno przemyślenie - zacząłem ten wątek jako ktoś kto chciał wiedzieć czy TM działa, a teraz wiem że to złe pytanie. Lepsze pytanie to czy warto płacić za TM i odpowiedź jest chyba 'raczej nie, jeśli chcesz tylko efektu medytacyjnego'. Dobrze to rozumiem?
To co Gabryś napisał na końcu mnie uderzyło - że zaczął od złego pytania. Ale czy to nie jest trochę tak z całym TM że sam pomysł na pytanie już jest narzucony przez marketing? Bo jak wchodzisz w temat i pierwsze co widzisz to 'naukowo udowodnione', to naturalnie zaczynasz pytać czy działa, zamiast pytać co właściwie dostaniesz w zamian za te kilka tysięcy złotych.
Dokładnie tak to działa. Framing pytania to jeden ze starszych chwytów perswazji. Organizacja TM od dekad pracuje na tym żeby pytanie brzmiało 'czy TM działa' a nie 'co konkretnie dostanę i czego nie dostanę'. Na to drugie odpowiedź jest znacznie mniej ekscytująca.
Ale przecież mistrzowie zen w tradycyjnych klasztorach też pobierali opłaty, tylko w innej formie - praca, darowizny, lata służby. Czy pieniądze automatycznie dyskredytują technikę? Nie jestem przekonana że to uczciwy argument.
Przepraszam że znowu pytam o coś podstawowego, ale skoro TM jest opatentowane to czy ta mantra którą mi ktoś podał z YouTuba to już nie jest TM? Bo teraz jestem zdezorientowana czy ćwiczę coś co ma jakiś związek z tym wszystkim o czym tutaj mówicie czy coś zupełnie innego.
To mnie ciekawi - czy w takim razie efekty z tej 'nieoficjalnej' mantry są inne niż z TM? Bo rozumiem że organizacja twierdzi że tylko ich wersja działa prawidłowo, ale czy jest jakikolwiek powód żeby im wierzyć w tej kwestii?
I właśnie to jest serce całego sporu o mity w TM - czy 'sekretna mantra' i cały rytuał inicjacji wnoszą cokolwiek ponad efekt placebo dobrze przeprowadzonej praktyki skupienia. Dane wskazują raczej że nie. Ale organizacja buduje całą swoją propozycję wartości na tym że właśnie wnoszą.
Słuchajcie, a jak patrzeć na to ze strony kogoś kto po prostu chce zacząć medytować i nie chce wchodzić w tę całą historię - to co konkretnie mam zrobić? Siedzieć i powtarzać So-ham przez dwadzieścia minut każdego dnia? Czy coś tu jest ważne żeby wiedzieć przed startем?
Dobra pytanie mam do Celtyká i Lipowej - bo z jednej strony słyszę że regularność jest kluczowa, z drugiej że badania nie wykazują różnic między TM a siedzeniem i powtarzaniem sylaby. Czy to nie oznacza że dosłownie cokolwiek robionego regularnie działa tak samo? Bo jeśli tak to medytacja to trochę jak chodzenie albo rozciąganie - po prostu regularne ćwiczenie, a nie coś wyjątkowego?
