Słucham tej dyskusji od dłuższego czasu i zastanawiam się nad jedną rzeczą. Wszyscy tutaj rozmawiamy o badaniach, kosztach, inicjacji. Ale czy ktoś z was praktykował TM przez długi czas i potem z jakiegoś powodu przestał? Interesuje mnie bardziej to doświadczenie niż statystyki.
To co Eliksira opisuje z tymi zaawansowanymi technikami to jest coś co mnie mocno zniechęca do polecania TM komukolwiek kto pyta. Sam troszkę badałem ten temat i ta 'lewitacja' jest jednym z momentów gdzie organizacja traci wiarygodność. Siddhis - czyli te zaawansowane moce - to jest element który ma poważne zakorzenienie w tradycji jogicznej, ale wersja TM jest wyraźnie uproszczona i komercjalizowana w sposób który nie ma precedensu nawet w tych tradycjach.
Dobra, to podsumowując wszystko co tu słyszę - mantra podstawowa sensowna, badania mieszane, cena za wysoka, organizacja wątpliwa, lewitacja bzdura. Czyli jeśli chcę po prostu usiąść rano i wieczorem na dwadzieścia minut z mantrą i wyciszyć głowę, to kupuję tę książkę Easwarana, wybieram proste słowo i zaczynam? Czy naprawdę coś kluczowego mi umknie bez certyfikowanego nauczyciela?
No dobra, ale dalej nie wiem co konkretnie mam zrobić. Kupić jakiś kurs online z mantrą, wygooglować coś, siedzieć i powtarzać dźwięk sam w sobie? Bo całą tę dyskusję słucham i wiem już co z TM nie tak, ale nie wiem co zamiast tego.
a so-ham to jest mantra w tym samym sensie co mantra TM? Bo o ile rozumiem, w TM mantra ma być dźwiękiem bez znaczenia, a so-ham ma konkretne tłumaczenie - 'ja jestem tym' czy coś podobnego. Czy to ma znaczenie dla tego jak umysł ją przyjmuje?
Dodam tylko że te mantry które dają w TM też nie są całkowicie 'bez znaczenia' - to są bija mantry, czyli sylaby wywodzące się z tradycji tantrycznej, które mają swoje przypisania do dźwięków ciała i bóstw. Tyle że inicjowanemu tego nie tłumaczą, więc dla niego funkcjonuje jak bezsensowny dźwięk. To trochę sztuczka.
Właśnie szukałam tej listy kiedyś i rzeczywiście jest dostępna, ale co ciekawe - mantry są przypisane do grup wiekowych, nie do indywidualnych osób jak twierdzi TM. Czyli ta cała narracja o 'twojej unikalnej mantrze dobranej specjalnie dla ciebie' jest trochę... naciągana?
Okej, cofam się do tej mantry so-ham którą Celtyk podał. Mam po prostu siedzieć i synchronizować to z oddechem? Dwadzieścia minut rano i wieczorem tak jak w TM, czy może mniej na początku?
A ja mam inne pytanie - czy w TM naprawdę mówią żeby nie medytować z timerem? Bo słyszałam że podobno masz sam 'wyczuć' koniec sesji i że timer zakłóca proces. To mi zawsze brzmiało jak kolejny sposób żeby komplikować coś prostego.
Wracam do tej ceny bo mi to nie daje spokoju. Powiedzcie mi - jeśli technika działa podobnie jak inne formy medytacji mantrowej, a mantra nie jest unikalna, to za co konkretnie się płaci? Za dostęp do nauczyciela? Za certyfikat? Naprawdę nie rozumiem.
Dołączam do wątku bo siedzę i czytam od początku. Mam wrażenie że ta cała dyskusja toczy się jakby TM był czymś unikalnym, a przecież tradycja mantrowa w Indiach jest stara i dostępna przez setki linii przekazu które nie biorą za to fortuny. Jakby Maharishi wziął istniejącą technikę, ją opatentował i sprzedał Zachodowi. To nie jest nowa obserwacja, ale chyba warto ją powiedzieć wprost.
To jest chyba jeden z kluczowych mitów wokół TM, prawda? Że to jest jakaś rewolucyjnie nowa metoda wynaleziona przez Maharishiego. Celtyk - bo to ty zacząłeś ten wątek - jak ty to rozumiesz? Czy gdzieś na oficjalnych stronach TM twierdzą że to jest jego własna technika czy jednak mówią o starożytnych korzeniach?
To nie jest przypadkowa dwuznaczność. Maharishi sam w różnych momentach kariery różnie to ujmował - w latach 50. i 60. akcentował rolę swojego guru Brahmananda Saraswati, ale z czasem coraz mocniej budował własną markę. Do końca życia nie miał spójnej odpowiedzi na pytanie skąd pochodzi technika. To jest dokumentowane w krytycznych pracach o ruchu, między innymi u Campbella.
Tylko że ta selektywność była bardzo kosztowna dla ludzi którzy płacili. Jeśli sprzedajesz coś jako unikatową starożytną technikę przekazywaną w tajemnicy przez pokolenia, a naprawdę to jest adaptacja powszechnie dostępnej praktyki - no to ta selektywność ma konkretną cenę dla kupującego.
Okej mam może głupie pytanie ale ile razy dziennie trzeba siedzieć żeby zobaczyć jakiś efekt? Bo Celtyk mówił żeby zacząć od dziesięciu minut rano i wieczorem, próbowałem ostatnio rano i po pięciu minutach zacząłem myśleć o wszystkim naraz. Normalnie?
Mam takie wrażenie że ta dyskusja o neuronaukach trochę nam ucieka od sedna tematu. Mówimy o faktach i mitach wokół TM, a chyba nie sprawdziliśmy jeszcze mitu o siddhis, czyli tych wyższych poziomach gdzie podobno uczą lewitacji. To mi zawsze wydawało się największą bzdurą całego TM ale może ktoś wie coś więcej?
No właśnie i to jest dla mnie ta granica między mitem a jawnym naciąganiem. Mantra bez znaczenia, unikalność inicjacji, origine techniki - to są sprawy gdzie można dyskutować i gdzie granice są rozmyte. Ale pobieranie pieniędzy za naukę skakania w pozycji lotosu i nazywanie tego lewitacją to jest coś innego.
Ale wait - czy TM jako taki, ta podstawowa technika, jest pakietowo sprzedawana razem z siddhi? Czy to są jednak osobne produkty? Bo mam wrażenie że przez te krytyki walą wszyscy w całość, a może podstawowy kurs TM jest jednak oddzielny od tych bardziej egzotycznych poziomów?
Mnie w tej rozmowie uderza jedno - przez te kilkadziesiąt postów więcej mówimy o tym co z TM jest nie tak niż o tym czy medytacja mantrowa jako taka działa i komu pomaga. Może warto to trochę zbalansować? Bo mam wrażenie że ktoś kto trafi na ten wątek bez żadnego wcześniejszego doświadczenia wyjdzie z nim z przekonaniem że medytacja to przekręt.
Okej dobra, ale żebym dobrze rozumiał - Celtyk i Eliksira mówicie że technika jest spoko, tylko organizacja jest do niczego. To po co w ogóle ktoś miałby płacić za TM skoro można wziąć dowolną mantrę i robić to samo samemu? Gdzie jest ta różnica którą czuć w praktyce?
Szczerość wymaga żebym przyznał że sam się nad tym zastanawiam. Inicjacja u nauczyciela daje jedno konkretne - kogoś kto powie ci że robisz to dobrze albo że coś namieszasz. Instrukcja z internetu tego nie powie. Czy to jest warte kilku tysięcy złotych? To już każdy musi sam odpowiedzieć.
To ciekawe co Lipowa pisze, ale mam wrażenie że te badania zawsze mierzą rzeczy typu kortyzol, ciśnienie, fale mózgowe - a kompletnie pomijają wymiar duchowy. TM to nie jest ćwiczenie relaksacyjne, to jest ścieżka do wyższych stanów świadomości. Jak to zmierzysz elektrodami?
Wieszczbiarka zadaje dokładnie to pytanie które powinno prowadzić tę rozmowę od początku. I odpowiedź jest taka że technika istnieje niezależnie od argumentów organizacji. Mnie bardziej interesuje co konkretnie sprawia że mantra działa inaczej w kontekście TM niż kiedy siedzisz sam i szepczeszz So-ham. Czy to jest w ogóle różnica czy tylko opakowanie?
Przepraszam że się wtrącam, ale to pytanie Eliksiry mnie trochę ugrzęzło - bo ja właśnie próbowałam z So-ham z YouTuba i naprawdę nie wiem czy to robię dobrze. Jak właściwie powinno się to czuć od środka? Celtyk wspominał o 'dźwięku' ale nie rozumiem czy mam to głośno powtarzać czy w głowie.
a jak rozpoznać że to w ogóle działa? Siedzę dwadzieścia minut i potem... co? Mam czuć się inaczej od razu po, czy to bardziej skumulowany efekt po tygodniach? Bo za każdym razem wstaję i nie wiem czy coś zrobiłam dobrze.
Słuchajcie, wróćmy na chwilę do tego co Anastazy napisał o argumentach organizacji - że używają nauki jak im pasuje. Czy to nie jest właśnie ten główny mit który ten wątek chyba miał tropić? Że TM jest 'naukowo udowodnione' - bo z tego co rozumiem to jest właśnie marketingowy skrót myślowy?
Mam pytanie do Anastazego - czy jest jakiś niezależny przegląd systematyczny tych badań TM który zebrał razem te dobre i złe i dał jakiś uczciwy obraz? Bo kiedy szukam w internecie to albo trafiam na strony organizacji które chwalą, albo na blogi które atakują i nie wiem któremu kierunkowi ufać.
