A ja mam inne pytanie do tego skanu - czy wy robicie go w myślach po cichu, czy ktoś wam czyta, czy może nagranie? Bo ja przez długo robiłam z nagraniem i nie umiałam bez. Teraz już sama, ale zastanawiam się czy to jest taki etap przejściowy dla wszystkich.
Sam fakt że jest - tak, to może mieć znaczenie. Ale szczerze to nie bym szedł w tym kierunku teraz. Glifmistrz ma konkretny problem z pętlami emocjonalnymi i to nie jest kwestia telefonu. Wróćmy do tego co Czarownica mówiła o skanie - Glifmistrzu, a próbowałeś kiedyś robić to w kierunku odwrotnym, od głowy w dół? Niektórzy tak mają lepiej.
Przepraszam że wchodzę, bo nie odzywałam się od chwili, ale mam pytanie które mi siedzi w głowie od kilku postów. Czarownica powiedziała że skan 'wyłącza uwagę' stopniowo. Ale jak można wyłączyć uwagę celowo? To nie jest paradoks - jak próbujesz przestać myśleć, to myślisz o tym żeby przestać?
Hm, ta analogia z 'uwieraniem' jest ciekawa, ale nie do końca mnie przekonuje. Bo jak coś mnie uwiera to mam odczucie fizyczne, a myśli są... abstrakcyjne? Czy skan właśnie dlatego działa - bo fizyczność ciała jest łatwiejsza do chwycenia niż myśl?
To co Zaklinacz napisał przypomniało mi coś. Jak robiłam ten brain dump o którym pisałam wcześniej, to potem kładłam się i właśnie skupiałam na tym jak czuję pościel, jak ciężkie są nogi. Nie wiedziałam że to się nazywa skan, po prostu robiłam instynktownie. To znaczy że to może wychodzić naturalnie u niektórych?
Dobra, Zaklinacz pytał o kierunek - od głowy w dół nie próbowałem. Właściwie to nigdy nie robiłem żadnego skanu, zacząłbym od zera. Które podejście poleciłbyś na start - od stóp jak Czarownica, czy od głowy?
Ja zaczęłam od stóp i to był dobry wybór, mogę potwierdzić. Ale mam pytanie do wszystkich - jak długo trwa wasz skan? Bo mi kiedyś zajął może trzy minuty, innym razem zasnęłam bodajże na udach i nie wiem w sumie ile minęło. Czy jest jakaś 'prawidłowa' długość?
Czytam cały ten wątek i teraz mam pytanie trochę z boku - czy ktoś z was łączy skan z czymś jeszcze? Np. z wizualizacją jakiegoś miejsca, albo z konkretnym oddechem? Bo ja próbowałam same oddechy i same obrazy, ale razem jakoś mi nie wychodziło, jakby jedno przeszkadzało drugiemu.
To co Michasia opisuje z tym ciepłem - ja tak robię! Nie wiedziałam że to ma jakąś nazwę albo że inni tak robią. Wyobrażam sobie że przez ciało przechodzi fala ciepłego powietrza. Ale to wyszło mi spontanicznie, nie z żadnego poradnika. Teraz jestem ciekawa czy to 'oficjalnie' istnieje jako technika.
Istnieje i to pod kilkoma nazwami. Najbardziej znana to chyba progresywna relaksacja mięśni, ale tam chodzi o napinanie i rozluźnianie, a sam element 'ciepła' jest osobno opisywany w treningu autogennym Schultza. Schultz właśnie używał sugestii ciepła i ciężkości kończyn jako podstawy. Gracja, twoja intuicja trafiła w coś całkiem konkretnego.
Dobra, to zaczynam od stóp. Ale mam jeszcze jedno pytanie do Kobalta - ten trening Schultza, to jest coś co można robić samemu z opisu, czy to wymaga nauczyciela? Bo brzmi jakby było bardziej ustrukturyzowane niż samo wyobrażanie sobie ciepła.
Właśnie to mnie ciekawi - czy jak się robi coś bardzo ustrukturyzowanego jak ten Schultz, to mózg się do tego przyzwyczaja i przestaje działać? Mam na myśli coś w stylu jak budzik - początkowo cię budzi, potem przestajesz słyszeć.
Wracam do pytania Rusalki o łączenie, bo mi to dało do myślenia. Ja mam z tym ciepłem tak że to przyszło samo, ale jak Kobalt mówi o tym Schultzu, to wychodzi że to może być bardziej efektywne jak jest intencjonalne? Albo nie - czy przypadkowe odkrycie czegoś i celowe ćwiczenie tego dają inny efekt?
Ciekawe pytanie Gracji, bo ja też zastanawiam się nad tym. Jak coś robię 'z poradnika' to czuję jakiś opór, jakby to nie było moje. A jak dochodzę do czegoś sama - nawet jeśli to ta sama technika - to działa lepiej. Może to kwestia poczucia kontroli?
Ale zaraz - Zaklinacz mówi że warunkowanie jest silniejsze jak jest własne. To wychodzi że każdy powinien wypracować swoją technikę przez próbowanie, nie szukać gotowej? Ale jak się zaczyna, to skąd wiadomo w którą stronę próbować, żeby nie spędzić miesięcy na ślepych uliczkach?
Mam wrażenie że ta rozmowa o Schultzu zaczyna się robić trochę teoretyczna. Może wróćmy do tego co konkretnie pomaga wieczorem? Bo to co Gracja mówiła o fali ciepła - to jest coś bardzo prostego i działa. Nie trzeba chyba całej teorii żeby z tego korzystać.
Wracając do swojego pytania o łączenie technik - teraz jak słucham tej rozmowy to rozumiem że może po prostu robiłam za dużo naraz. Ale mam inne pytanie - czy jest jakaś technika dobra szczególnie na noce kiedy jesteśmy bardzo nakręceni emocjonalnie, nie chodzi o stres z pracy tylko o coś głębszego? Skan wtedy mi nie wystarczał.
To jest dobry punkt i obu wam odpowiem razem. Przy silnym nakręceniu emocjonalnym samo ciało nie wystarczy jako kotwica, bo emocja ma też wymiar fizyczny i po prostu wchodzi za tobą do skanu. Wtedy przydaje się coś co daje umysłowi konkretne zadanie zanim zejdziesz do ciała. Jedno z tego co stosowałem - liczenie wydechów od dziesięciu do zera, bez pośpiechu. Nie ma w tym nic magicznego, ale zajmuje wystarczająco dużo uwagi żeby przerwać pętlę na chwilę.
Czytam to i mam pytanei - to liczenie od dziesięciu, to robi się przed skanem czy zamiast? Bo jak jestem nakręcona to do żadnego skanu nie dochodzę, więc jakby to był wstęp to może bym sprobowała.
A to liczenie - czy ma znaczenie że od dziesięciu do zera, a nie na przykład od stu? Pytam poważnie, bo w niektórych technikach kierunek liczy się symbolicznie - odliczanie w dół kojarzy się z schodzeniem, uspokajaniem. Czy to ma tu jakiś sens czy po prostu dziesięć to wygodna liczba?
Mam takie skojarzenie - kiedyś jak nie mogłam spać to zaczęłam sobie szeptać w głowie 'jestem zmęczona, jest mi ciepło, jest mi dobrze' i to był właśnie ten Schultz bez wiedzy że to Schultz. Teraz się zastanawiam czy sugestia słowna działa szybciej niż obrazy u osób które myślą słowami, a nie obrazami. Bo ja nie mam mocnej wyobraźni wzrokowej.
Właśnie o tym myślę - czy sugestia słowna to nie jest po prostu autosugestia Coué? Bo on też powtarzał zdania w kółko i twierdził że to zmienia stan ciała. Nie wiem czy to bardziej działa niż obrazy, ale mam wrażenie że słowa są precyzyjniejsze - łatwiej powiedzieć 'jest mi ciepło' niż to sobie wyobrazić.
Coué to dobry trop, ale między nim a Schultzem jest różnica. Coué był bardziej o pozytywnym myśleniu w ogóle, a Schultz skupiał się na konkretnych odczuciach fizycznych. To nie to samo co 'każdego dnia jest mi lepiej i lepiej'. Sugestia przy zasypianiu powinna moim zdaniem trafiać w ciało, nie w ocenę siebie.
Placebo to zły termin tutaj, bo placebo zakłada że 'nic się nie dzieje tylko ci się wydaje'. A tutaj coś się dzieje - tylko że przez inną drogę niż myślimy. Sugestia słowna uruchamia układ nerwowy tak samo jak bodźce zewnętrzne. To nie jest magia, to fizjologia.
Dobrze, ale ja wracam do swojego pytania o noce bardzo nakręcone emocjonalnie, bo chyba nikt mi do końca nie odpowiedział. Zaklinacz mówił o liczeniu, ale czy jest jeszcze coś? Mam na myśli konkretnie sytuacje kiedy nie tyle myślę za dużo co czuję za dużo - żal, niepokój, coś niewyjaśnionego. Liczenie chyba nie odsunie emocji?
O tym umiejscawianiu emocji w ciele to słyszałam ale zawsze wydawało mi się to skomplikowane. Czy to nie jest łatwiejsze jak ktoś cię prowadzi przez to - meditacja prowadzona? Bo sama w ciemności nie wiem czy bym wiedziała co szukać.
To chłodne powietrze przy wdechu - to się czuje samo czy trzeba jakoś specjalnie oddychać? Bo jak próbuję specjalnie oddychać to zaczynam myśleć o oddechu i robię się nerwowa że oddycham za szybko albo za wolno.
