Przepraszam że znowu wchodzę z podstawowym pytaniem, ale skąd w ogóle wiadomo że coś siedzi w danym miejscu ciała? Czy to jest teoria którą się po prostu przyjmuje, czy są jakieś znaki że faktycznie tutaj jest problem, a nie gdzie indziej?
Dodałabym że przy runach też jest ta zasada, że runa wskazuje kierunek, ale ciało potwierdza albo zaprzecza. Jak trzymam Isaz i czuję zastój w konkretnym miejscu, to ta obserwacja ma pierwszeństwo przed podręcznikową interpretacją. System to szkielet, nie wyrok.
Tak dokładnie. Jak powiesz komuś z ADHD "medytuj" to od razu jest presja i z góry wiadomo że skończy się frustracją. A jak powiesz "po prostu potrzymaj to w ręku przez chwilę" to nie ma czego nie robić, więc nie można też nie zdążyć. Czy ona w ogóle wie że jej pomagasz, czy to robisz po cichu?
Ona wie że jej kibicuję, nie wie że siedzę na forum i dopytują 🙂 Ale chyba by się nie obraziła, jest otwarta na te tematy, po prostu sama nie szuka aktywnie.
Jeśli zielony to awenturyn to jest wręcz idealnie. Awenturyn jest jednym z kamieni przypisywanych właśnie czakrze serca i ma reputację wspierającą spokój emocjonalny, nie podniecenie. Przy zazdrości to ważne, bo nie potrzebujemy pobudzenia, tylko wyciszenia tego napięcia. Różowy kwarc też dobry. Masz już lepiej niż myślisz.
Troszkę dopiszę do tego wątku z kamieniem, bo mnie to ciekawi. Jeśli ona i tak siedzi z kamieniem i nic nie robi, to może zamiast afirmacji słownej, która dla kogoś z rozbitą uwagą może być trudna, wystarczyłoby samo skupienie na fakturze, temperaturze, ciężarze? To byłoby już właściwie skanowanie ciała przez obiekt, bez nazywania tego medytacją.
Dobra ale mam pytanie do całej tej koncepcji. Mówimy o osobie która ma zazdrość wobec kogoś konkretnego. I teraz ma siedzieć z kamieniem i liczyć ciepło. W którym miejscu w tym wszystkim pojawia się praca właśnie z tą zazdrością, a nie po prostu relaksacja ogólna? Bo mam wrażenie że trochę uciekamy od tematu.
To nie jest tak że najpierw etap A, potem etap B. Przy regularnym siedzeniu z kamieniem bez celu, moment kiedy pojawi się myśl o tej osobie i reakcja będzie inna, to jest już ta praca. Nie trzeba jej planować oddzielnie. Ona dzieje się w tle.
Mam podobne doświadczenie z runami. Jak przez kilka tygodni nosiłam Kenaz bez żadnej intencji, po prostu w kieszeni, to pewnego dnia zauważyłam że jakaś sytuacja która zawsze mnie zapalała, po prostu nie zapaliła. Nie robiłam nic specjalnego. Ale ciężko mi powiedzieć czy to był kamień, czy czas, czy po prostu sama wróciłam do siebie.
Wróćcie do tej afirmacji bo się zgubiłam. Mamy kamień, mamy siedzenie, ale co z samą afirmacją dla tej koleżanki? Czy w ogóle powinna wypowiadać słowa czy wystarczy ten stan bez słów?
To brzmi dużo bardziej przyjaźnie niż afirmacje które znajdowałam wcześniej, bo tamte były długie i pełne słów których nikt nie używa na co dzień. Myślę że właśnie ten format ma szansę u niej trafić. Czy to zdanie powinno być wypowiedziane na głos czy może w myślach?
Na głos czy w myślach to nie jest kwestia przyzwyczajenia, tylko funkcji. Jeśli uwaga odpływa, głos jest kotwicą fizyczną, słyszysz siebie i to zatrzymuje. W myślach łatwo powiedzieć afirmację i nie być tam wcale. Dla kogoś z fragmentaryczną uwagą powiedziałabym: na głos, nawet szeptem.
Ale czy "jej sukces nie umniejsza mojego" to afirmacja czy po prostu zdanie prawdziwe? Bo jeśli to jest oczywiste logicznie, to po co w ogóle to powtarzać? Głowa i tak wie że to prawda, a uczucie jest inne. Jak to zdanie ma cokolwiek zmienić?
Mam pytanie, bo piszecie o kamieniu, afirmacji, oddechu, czakrze serca. Ile z tego trzeba robić jednocześnie? Bo mam wrażenie że jak powiem tej osobie "weź kamień, powiedz zdanie, skupiaj się na oddechu i czakrze" to ona się roześmieje albo poczuje się przytłoczona.
Tylko jeszcze wrócę do kwestii awenturynu bo wcześniej urwało. Jeśli ona rzeczywiście ma awenturyn to powiedziałabym że to zdanie "jej sukces nie umniejsza mojego" pasuje dobrze energetycznie. Awenturyn wspiera spokój, nie walkę. Afirmacja z tonu walki, na przykład "ja też dam radę" byłaby mniej spójna z tym kamieniem.
Zasada sympatii to krótko mówiąc: podobne przyciąga podobne. Kamień spokojny wspiera spokojne intencje, kamień ognisty wspiera ogniste. Ale żeby nie odbiegać za daleko, tutaj chodzi po prostu o to żeby nie tworzyć wewnętrznego dysonansu między tym co trzymasz a tym co mówisz.
Wróćmy do tej kwestii czy na głos czy w myślach, bo mnie to też dotyczy. Próbowałam afirmacji i za każdym razem kiedy mówiłam je na głos czułam się trochę śmiesznie, jakbym grała w jakimś filmie. Czy to jest normalne i mija, czy to sygnał że to nie jest moja metoda?
Ja miałam podobnie i zaczęłam mówić do siebie przy lustrze, co jakoś pomogło, nie wiem czemu. Jakby lustra nadawała temu więcej wagi niż mówienie w pustkę. Ale czy to ma znaczenie magicznie czy to był tylko mój trick psychologiczny?
To jest ciekawe z tym lustrem, bo koleżanka ma takie duże lustro w sypialni. Ale teraz pytanie praktyczne, czy to coś zmienia że jest wieczorem w sypialni a nie przy oknie za dnia? Albo czy pora dnia ma znaczenie przy takiej afirmacji?
Pora dnia dla afirmacji przy pracy z emocjami ma znaczenie pośrednie, nie bezpośrednie. Wieczór to czas kiedy umysł jest bardziej miękki, mniej w trybie zadań. Dla kogoś z rozbijaną uwagą wieczór przed snem może być lepszy niż rano kiedy głowa już mknie do przodu. Ale rano tuż po przebudzeniu to jest podobna jakość, zanim włączy się autopilot.
