Ostatnio zaczałem medytować na dworze, w lesie niedaleko domu i coś mnie uderzyło - te sesje są zupelnie inne niz siedzenie w pokoju. jakby przyroda miała swoja energie i ta energia sie zmienia zaleznie od pory roku, pogody, pory dnia. Siedzialem kiedys przy rzece jesienia jak spadaly liscie i bylo w tym cos bardzo... nie wiem, melancholijnego ale tez spokojnego? Jak jakis naturalny rytm ktory wsciaga. Mysle ze medytacja na lonie natury to nie to samo co medytacja w domu i ze ta roznica wynika wlasnie z tych zmian energetycznych w przyrodzie. Mieliscie podobne odczucia? Czy ktos medytuje regularnie na zewnatrz i jak to widzi przez caly rok, czy ta energia sie naprawde zmienia?
no ładnie, przyroda nie jest tłem dla medytacji - ona jest jej uczestnikiem. To co opisujesz przy rzece jesienią, to nie przypadek. Jesień to czas, gdy energia ziemi schodzi w głąb, wycofuje się, i my mimowolnie łapiemy ten rytm. Dlatego ta melancholia - to nie smutek, to rezonowanie... przepraszam, złe słowo. To dostrojenie do cyklu. Każda pora roku ma swoją jakość energetyczną: wiosna rozsadza, lato rozpala, jesień zbiera i odpuszcza, zima wycisza do kości. Medytacja na zewnątrz pozwala to czuć ciałem, a nie tylko rozumieć głową. Ale mam pytanie do Ciebie - czy zauważyłeś różnicę w GŁĘBOKOŚCI tych stanów w różnych porach roku, czy raczej chodzi o inny nastrój?
no nie wiem czy az tak to filozofowac. Siedzisz w lesie, cisza, ptaki, wiatr - oczywiscie ze jest inaczej niz w mieszkaniu przy ulicy. to normalna fizjologia a nie zadna energia ziemi co sie wycofuje. choc... przyznam ze sama jak wychodze na dzialke to mi sie gorzej skupiac na problemach codziennych, jakby to co wazne w domu nagle przestaje byc wazne. ale to pewnie kwestia zmiany otoczenia a nie pory roku
dobra ale jak masz wiosna pobudzenie to normalnie rosnie poziom kortyzolu i innych hormonow, dluzszy dzien, wiecej swiatla. to neurobiologia. nie trzeba od razu mowic o energii. Choc nie mowie ze niema nic poza tym, po prostu staram sie szukac prostszych wyjasnien najpierw. Ciekawi mnie to co Oleandra napisala o dostrojeniu do cyklu - czy to jest cos co mozna swiadomie trenowac czy samo sie dzieje jak siedzisz w lesie?
ja wchodzę w ten temat bo sam od pół roku staram sie medytowac na dworze i mam takie spostrzezenie - miejsca sie roznia miedzy soba tak samo jak pory roku. W lesie iglastym mam inne odczucia niz w lisciowym, nad woda jeszce inaczej, na polu suchym zupelnie inaczej. nie wiem czy to energia miejsca czy po prostu inne bodźce zmyslowe ale przy pewnym strumieniu w gorach w wakacje bylo cos co trudno opisac, jakby czas plynął inaczej. Moze to banalne ale chcialem rzucic do dyskusji ten watek - czy typ miejsca ma wg was znaczenie obok pory roku?
hmm ja sie troche pogubilem w tym watku, bo nie jestem specjalnie zorientowany w tych tematach. Ale to co piszecie o lesie mnie troche przyciaga bo sam ostatnio czuje ze spacery w parku dzialaja na mnie jakos inaczej niz siedzenie w domu. nie medytuje wlasciwie, po prostu chodze i mysle albo staram sie nie myslec 🙂 Czy to liczy sie jako jakis poczatek? bo nie wiem od czego zaczac zeby to co opisujecie zaczac czuc bardziej swiadomie
ten watek z miejscami to ciekawy trop. Ja mam podobnie do Lubomira - nie kazde miejsce jest dla mnie "dobre" do medytacji, nawet jesli objetywnie ladne. Niektore miejsca sa jakby naladowane, inne plytkie. Nie umiem tego lepiej opisac. Nad woda mam bardzo specyficzne sny jak zasypiam zaraz po medytacji wieczorem na powietrzu, bardziej zywe i bardziej symboliczne niz zwykle. Nie wiem czy to przypadek do wrzucenia tutaj czy raczej do dzialu ze snami, ale wydaje mi sie ze przyroda i jej cykl wplywa nie tylko na sam stan medytacji ale tez na to co sie dzieje pozniej
Wlasnie o to chodzi - ta energia srodowiska wchodzi w nas i zostaje, nie konczy sie z koncem sesji. Ja to czuje szczegolnie wiosna i jesienia, te przelomowe okresy. Medytacja podczas rownonocy czy przesileń to zupelnie inny kaliber niz losowy wtorek w sierpniu. Mam pytanie do Oleandry albo do kogokolwiek kto to praktykuje dluzej - czy warto te szczegolne momenty kalendarza uwzglednic w praktyce swiadomie czy samo intuicyjne wyjscie na dwor juz wystarczy?
to co Baska napisala o obserwowaniu swiatla przez rok to mnie trafi. Nie myşlalem o tym ze samo obserwowanie zmiany swiatla to juz jakis rodzaj uważności zwiazanej z przyrodą. to nie jest medytacja formalna ale moze byc wejście w ten rytm o ktorym mowila Oleandra. Mam pytanie - czy ktos z was prowadzi jakis dziennik obserwacji natury polaczony z medytacją? Jak to wyglada praktycznie?
nie prowadze dziennika ale ostatnio robie cos podobnego - fotografuje te same miejsca o tych samych porach co kilka tygodni i to mi daje jakies zakotwiczenie w czasie i miejscu. niewiem czy to medytacja ale napewno zmienia sposob w jaki patrze na otoczenie. mniej biegne, bardziej widze. moze to jest wlasnie ta ekologiczna swiadomosc o ktorej jest temat - nie duchowe uniesienie ale po prostu uwazne patrzenie na to co jest? 😉
ja rzadko sie tu odzywam ale to pytanie Oleandry mnie ruszylo. u mnie bylo tak ze zaczalem medytowac przy stawie i po jakims czasie przestalem wyrzucac rybki z akwarium do tego stawu jak mi przeszkadzaly. Wcześniej to robilem bez zastanowienia. Nie wiem czy to przez medytacje czy przez to ze zaczalem wiecej siedziec przy wodzie i poprostu zaczynalem widziec ten ekosystem a nie abstrakcyjne "srodowisko". Brzmi banalnie ale dla mnie to bylo cos
to co napisal Hydromanta jest piekne i bardzo realne. ta zmiana przez kontakt a nie przez teorię. Ja sama mam podobnie ze ogrodkiem - medytuje tam rano i zauwazyłam ze zaczelaem traktowac rosliny inaczej, jakby mialy swoje tempo i swoje potrzeby a nie tylko moje. Nie wiem czy to energia czy po prostu uwaznosc ale efekt jest taki ze ogrod mi sie odplacil calkowicie zmieniona atmosfera 🙂 Oleandra - czy jest wg ciebie jakas konkretna praktyka ktora przyspiesza to poczucie przynaleznosci do przyrody czy po prostu czas i regularnosc?
mnie ciekawi inna rzecz - czy ta energia przyrody o ktorej mowimy zmienia sie tez w ciagu jednego dnia? bo ja rano i wieczorem mam kompletnie rozne doswiadczenia nawet w tym samym miejscu. Rano jest jakies otwarcie, swiezosc, wieczorem cisza ale tez jakies zamykanie. Czy to tylko swiatlo i temperatura czy jest cos rytmicznego w energii samego dnia tak jak jest w porach roku?
wchodze w ten watek bo mnie interesuje to co Oleandra pisala o przynaleznosci. Ja od zawsze czulam ze mam silna wiez z natura ale nigdy nie podejrzewalam ze medytacja moze to poglebic. Zawsze myslalam ze medytacja to siedzenie w zamknietym pokoju z zapalona swieczka 🙂 czy mozna polaczyc np. chodzenie boso po trawie z jakas prosta forma medytacji? Bo chodzenie boso to dla mnie naturalne wejscie w kontakt z ziemia i czuje ze cos daje ale nie wiem jak to rozwinac swiadomie
to co Lubomir pisal o swicie mnie calem rozklada - ja nigdy tak wczesnie nie wstawalam zeby medytowac ale teraz sie zastanawiam czy nie probowac. tylko skad wiedziec ze akurat to ten moment a nie ze poprostu nie wyspana siedze z zamknietymi oczami i narzekam? 😉 bo boje sie ze nie rozroznilem jednego od drugiego
no ale swit to po prostu cisza, ptaki zaczynaja spiewac, jest chlodniej, malo bodzcow - to ma sens biologicznie. nie trzeba z tego robic zadnego mistycznego progu miedzy noca a dniem. choc... hm. sama przyznaje ze jest cos w tym pierwszym swietle co sie rozni od reszty dnia. ale tu sie zatrzymuje i nie ide dalej w te energie
nawiązując do tego co Danielka pisala o wiezie z natura przed medytacja - mnie tez interesuje czy da sie to odwrocic. znaczy: czy ktos kto nie czul wiecej specjalnej sympatii do przyrody moze ja rozwinac przez medytacje? czy to musi byc jakis startowy punkt zeby w ogole ruszyc w tym kierunku? 😉
to jest naprawde dobre pytanie i nie mam na nie prostej odpowiedzi. Widzialam obie drogi - ludzi kturzy zaczynali od glebokiego czucia przyrody i medytacja to poglebila, i takich kturzy zaczeli medytowac z zupelnie innych powodow, a przyroda weszla pozniej niejako sama. Ale jest tez trzecia mozliwosc ktura mnie zastanawia: czy da sie to rozwinac swiadomie jako praktyka, krok po kroku, nawet bez tego startowego impulsu? Ktos z was to probowal celowo, a nie przez przypadek?
ja chyba jestem tym przykladem ktura Oleandra opisala na koncu. nie zaczynalem od przyrody, zaczynalem od ciekawosci o czakrach i medytacji ogolnie. przyroda weszla bokiem, przez to ze zaczynalem siadac na balkonie zamiast w pokoju i po prostu... zostalem. nie planowalem tego. wiec chyba nie zawsze potrzeba startowego impulsu?
hej ale tu jest pytanie kture mi sie kreciło w glowie od poczatku tego watku - wy mowicie o medytacji ktora zmienia stosunek do przyrody, ale co z tym idzie praktycznie? bo Hydromanta pisal o rybkach, Laurencjaa o roslinkach. ale to sa male rzeczy. czy ktos faktycznie zmienic zachowanie w wiekszej skali przez to co czuje podczas medytacji?
mi sie wydaje ze te male rzeczy to jest wlasnie to o co chodzi. nie kazdy bedzie od razu aktywista po medytacji nad stawem 🙂 ale jak zaczniez traktowac rosliny czy zwierzeta inaczej bo je "zauwazyles" to juz cos. moze ekologiczna swiadomosc nie musi byc wielka zeby byc prawdziwa
