Siedzę nad tym od jakiegoś czasu i niewiem czy tu już ktoś poruszał ten temat, ale chodzi mi o coś konkretnego. W medytacji wedanty masz takie fundamentalne napięcie, brahman jako jedyna prawdziwa rzeczywistość kontra maya, czyli to złudzenie, w którym żyjemy na co dzień. I teraz pytanie: jak praktycznie z tym pracować? Bo w teorii to piękne, ale jak siadasz do medytacji to co robisz z tym dualizmem? Próbujesz go rozbić, obserwować, przekroczyć? Miałam ostatnio sesję, gdzie naprawdę przez chwilę poczułam że wszystkie podziały są jakieś umowne, ale potem wróciłam i byłam... no, zwykłą sobą siedzącą na poduszce. Zastanawiam się czy właśnie to jest praca z mayą, czy tylko iluzja pracy z mayą 🙂
No to jest wlaśnie ten pies pogrzebany. Maya to nie jest coś co masz POKONAĆ, to jest raczej coś co masz ZROZUMIEĆ. Adwajta wedanta mówi że maya nie jest realnie istniejącym bytem tylko jakimś mocą która sprawia że brahman wydaje się być wielością. Więc w medytacji rzecz nie w tym żeby ta maya zniknęła, tylko żebyś przestała ją brać za jedyne co jest. Ta chwila na poduszce którą opisujesz brzmi bardziej jak faktyczna praktyka niż ci się wydaje.
Odezwę się choć rzadko piszę, ale mam pytanie do tego co napisał Swiatowid91. Mówisz że maya to nie byt a jakaś moc - to skąd pochodzi ta moc? Bo jeśli brahman jest jedyną rzeczywistością to skąd w ogóle wzięła się maya? To nie jest przypadkiem wewnętrzna sprzeczność w tej filozofii?
ok ale ja mam praktyczne pytanie - jak to przekłada się na samą medytację? bo czytam i czytam o tej mayi i brahmanie i mam takie poczucie ze to czysta teoria, a jak siadam to mam głowę pełną myśli i nic z tego :/ czy jest jakaś konkretna technika żeby w ogóle zacząć to odczuwać a nie tylko rozumieć?
czyli rozumiem ze neti-neti to taka medytacja z pytaniem "kim jestem"? Słyszałam o vichara z ramana maharishiego, to to samo czy cos innego?
Vichara i neti-neti to troche rózne narzedzia do podobnego celu. Neti-neti bardziej intelektualne, systematyczne odrzucanie. Vichara u Ramany to bardziej bezposrednie "kto pyta", bez listy. Sam probowałem obu i neti-neti mi daje lepszy grunt pod vichara ale to kwestia temperamentu. Zreszta Ramana twierdził ze dla większości vichara jest za trudna i zalecał najpierw inne metody.
Zatrzymałabym się tu chwilę. Sporo osób miesza tutaj medytację wedyjską z uważność w stylu zachodnich aplikacji na telefon. To nie to samo. Uważność MBSR z Kabat-Zinna celowo odcina się od metafizycznych założeń właśnie po to, żeby trafić do szpitali i gabinetów lekarskich. Gdy zaczynasz robić z tego pracę z brahmanem i mayą, to już nie jest MBSR, to jest praktyka duchowa w konkretnej tradycji. Można robić i jedno i drugie, ale warto wiedzieć co się robi.
No właśnie, Lobelka00 mówi cos ważnego i z własnego doświadczenia dodałbym że to rozróżnienie jest naprawdę istotne w kontekście który pojawia się rzadziej w dyskusjach, mianowicie gdy ktoś praktykuje w miejscach gdzie nie ma pełnej kontroli nad swoim czasem i przestrzenią. Myślę tu na przykład o ludziach w szpitalach, zakładach, różnych instytucjach, gdzie nie możesz po prostu wziąć poduszki i usiąść kiedy chcesz. I wtedy to rozróżnienie brahman-maya nabiera zupełnie innego ciężaru bo maya jako struktura instytucjonalna jest bardzo konkretna i bardzo opresyjna, a pytanie o to co za nią stoi jest już bardziej egzystencjalne niż filozoficzne.
hmm, to co mówi Arat jest dla mnie trochę... no nie wiem. Rozumiem logikę ale mam opór. Jak ktoś jest zamknięty w instytucji to chyba potrzebuje żeby ktoś zmienił te warunki, a nie filozofii która mówi ze to tylko maya? Trochę boje się ze takie podejście może służyć do racjonalizowania złych warunków.
Frankl to dobry punkt odniesienia. Logoterapi spotyka sie gdzies z wedantą wlasnie w tym miejscu, w zdolności do znalezienia czegoś co struktury instytucjonalne nie mogą dotknąć. Ale wracając do praktyki bo to jest forum o medytacji a nie filozofii, jak konkretnie ktoś w takim zamknietym środowisku ma to robić? Bez ciszy, bez czasu, bez przestrzeni?
ojej, to jest wątek który mnie troche przytłacza ale jednocześnie bardzo mnie ciekawi. Mam pytanie moze naiwne ale czy ta praca z brahmanem i maya jest wogole dostępna dla kogoś kto dopiero zaczyna? Jak długo trzeba medytować żeby wgl zacząć dotykać tych kwestii bo ja medytuję od paru miesięcy i mam wrazenie ze jestem na poziomie "skupiam sie na oddechu i myśle o kolacji"
weszłam tu przez przypadek szukając czegoś zupełnie innego ale zostałam bo to mnie wciągnęło. Mam może głupie pytanie ale jak się tu mówi o brahmanie jako jedynej rzeczywistości to jak to pogodzić z modlitwą, rytuałem, z tym że zwracamy się do konkretnych bóstw albo sił? Czy to nie jest sprzeczność że niby wszystko jest brahmanem ale jednocześnie prosimy o coś konkretne bóstwo?
Wracając do tego wątku z instytucjami zamkniętymi, bo to mnie nie daje spokoju. Ktoś tu ma może realne doświadczenie albo zna kogoś kto próbował prowadzić praktykę medytacyjną np. w szpitalu psychiatrycznym albo więzieniu? Bo to są bardzo różne warunki, w jednym może być cisza i czas, w drugim nie. Ciekawi mnie czy ta metafizyczna rama brahman-maya cokolwiek tu zmienia czy jest czysto akademicka.
hej a czy ktoś miał takie doświadczenie podczas medytacji że serio poczuł ze ta granica między sobą a reszta jest niewyrazna? pytam bo Errata_03 wspominała o tym na początku i chcę wiedzieć czy to normalne i czy to właśnie jest to o czym tu gadamy czy cos zupełnie innego
to co opisuje Errata_03 na końcu jest dla mnie właśnie tym punktem gdzie muszę powiedzieć - ostrożnie. Bo to że nie wiesz czy to dotknięcie brahman czy efekt neurobiologiczny, to jest uczciwe i cenię to. Ale widziałam na innych forach jak ludzie bardzo szybko interpretują każdy stan zmienionych odczuć jako "przebudzenie" albo "spotkanie z absolutem" i potem bardzo trudno z tym cokolwiek zrobić. Wydaje mi się że ta dyskusja jest w porządku dopóki zachowujemy tę rezerwę którą Errata ma. Jak tylko ktoś zaczyna mówić "tak, to NA PEWNO był brahman", to zaczynam być sceptyczna. Skąd właściwie wiadomo? Serio pytam, nie złośliwie.
