Ostatnio dużo myślę o tym, że medytacja to nie tylko wyciszenie, ale też jakiś stan bycia, który sie albo ma albo nie. I chodzi mi o to rozróżnienie - bycie kontra robienie. Bo jak medytuję to "robię medytację" czy wchodzę w stan? I tu mnie uderzyło coś jeszcze - czytałam o ludziach którzy twierdzą że w głębokiej medytacji ciało przestaje potrzebować jedzenia i czerpie energię prosto ze słońca. Podobno to nie jest bajka tylko jakaś technika zmiany nastawienia. Ktoś wie coś więcej? albo chociaż czy ta granica między byciem a robieniem to w ogóle sensowne rozróżnienie?
No to od razu dwa tematy w jednym i jeden dużo groźniejszy od drugiego. To z tym czerpaniem energii ze słońca zamiast jedzenia - to sie nazywa sungazing albo breatharianizm i ludzie od tego umierają. Serio. Nie w przenośni. Więc jeśli ktoś tu będzie polecał takie praktyki to od razu mówię: nie tędy droga. Co do bycia vs robienia - to juz jest ciekawszy temat i ma sens w kontekście medytacji. Ale najpiierw chcę wiedzieć co dokładnie czytałaś bo boję się skąd masz to o energii słonecznej
To z tym słońcem to jest wlasnie taki przykład jak ezoteryka miesza sensowne rzeczy z niebezpiecznymi. Bo ta idea "bycia" zamiast "robienia" jest naprawdę głęboka w różnych tradycjach, Wu Wei w taoizmie na przykład, ale ktoś to podczepia pod dosłowne nieodżywianie i robi się problem. Mnie interesuje samo pytanie Eremitki - czy medytacja to technika (robię coś) czy stan (jestem w czymś). Bo to zmienia całe podejście do praktyki.
No wlaśnie to rozróznienie bycie-robienie to jest sedno wielu tradycji medytacyjnych. Sam długo "robiłem medytacje" - siadałem, liczyłeem oddechy, patrzyłem na zegarek. I nic sie nie działo głębszego. Dopiero jak przestałem sie starać to cos sie przesunelo. Trudno to opisać ale to jak różnica między pływaniem a dryfowaniem. Oboje jesteś w wodzie ale to dwa inne stany. coś takiego
Ale to co piszesz Ziemowit to trochę paradoks nie? Żeby przestać się starać trzeba... się postarać żeby przestać. Jak to w praktyce działa bo szczerze nie rozumiem. Medytuję od jakiegoś czasu i nadal nie wiem czy "robię" czy "jestem". Może to w ogóle fałszywe rozróżnienie i po prostu siedzi się i oddycha i tyle.
Ojej, ja to chyba ciągle jestem na etapie robienia. Siadam, włączam jakiś dźwięk z youtube, oddycham... i po pięciu minutach sprawdzam telefon 😀 Serio jak wy w ogóle wchodzicie w ten stan bycia? Czy to po prostu kwestia czasu i praktyki czy może coś konkretnego pomaga?
Wracając do tego słońca - chcę być precyzyjna bo to ważne. Sungazing w jakiejś formie istnieje w różnych kulturach, patrzenie na słońce przy wschodzie to nie jest wynalazek internetu. Ale to nie ma NIC wspólnego z zastępowaniem jedzenia. To są dwie rozne rzeczy które ktos połączył w jedno i to jest właśnie niebezpieczne. Możecie sobie medytować o wschodzie słońca, korzystać z tego światła jako punktu skupienia - okej. Ale nie jedzcie - przepraszam, nie przestawajcie jeść
Hmm, a to pobieranie energii ze słońca... to w ogóle na jakimś poziomie energetycznym ma sens czy to już jest kompletna fantazja? Chodzi mi o to czy np. podczas medytacji na świeżym powietrzu w słońcu można czuć że się czerpie z tego jakąś energię bez dosłownego rezygnowania z jedzenia? Bo ja czasem tak czuję po sesji na dworze że jestem jakby bardziej naładowana.
Właśnie o to mi chodziło od początku - to energetyczne doświadczenie słońca podczas bycia w tym stanie medytacyjnym. Nie o rezygnację z jedzenia. Chyba źle to sformułowałam na początku, przepraszam za zamieszanie. Mnie ciekawi czy ten stan bycia zamiast robienia otwiera jakieś inne kanały odbioru bodźców, w tym słonecznych.
To jest ciekawe pytanie bo różne tradycje mówią o "subtelnym ciele" które inaczej reaguje kiedy umysł jest spokojny. Nie wiem czy to fizjologia czy cos więcej ale sam zauważam że po długiej medytacji na zewnątrz czuje się inaczej niż po tej samej ilości czasu w zamkniętym pokoju. Czy to "pobieranie energii słonecznej"? Może to za duże słowa. Ale coś jest na rzeczy. :))
Ok ale jak zaczynamy mówić o subtelnych ciałach to chcę zapytać wprost - na jakiej podstawie? Wydaje mi się ze w takich rozmowach skaczemy od doświadczenia (czuję się naładowana po medytacji na słońcu) do twierdzeń (ciało pobiera energię słoneczną) i to nie jest to samo. Pierwsze jest prawdziwe i warte uwagi. Drugie to już interpretacja i to mocna
Hej, czytam ten watek od początku i mam pytanie moze głupie ale - jak długo trzeba medytować żeby w ogóle poczću różnice miedzy tym byciem a robieniem? Bo próbowałem kilka razy i za każdym razem siedze i czekam aż coś sie stanie i nic sie nie dzieje i rzucam w połowie
ojejku, mam pytanie troche z boku ale związane z tematem - czy to rozróżnienie bycie/robienie ma cos wspólnego z intencją przed medytacją? Znaczy ustawiam sobie cel czy nie ustawiam? Bo czytałem gdzieś że intencja to podstawa ale jednocześnie tu piszecie żeby nie czekać na efekt. Trochę sprzeczne mi to wychodzi.
A wracając do słońca - to może być tez kwestia horoskopów nie? Znaczy dla niektórych znaków ta energia słoneczna może być ważniejsza, lwom na przykład słońce rządzi. Może to jest dlaczego jedni bardziej to czuja podczas medytacji a inni mniej? Przepraszam jak to nie pasuje do tematu ale pomyślałam że warto rzucić 🙂
Ok wracam do sedna bo trochę nam uciekło - to rozróżnienie bycie/robienie które zaczęłam ten wątek, dotyczy według mnie właśnie tego jak wchodzimy w kontakt z czymkolwiek, czy to słońce, oddech, cisza. i nadal mam takie poczucie że w stanie bycia to doświadczenie energii jest po prostu innej jakości. Nie wiem jak to wytłumaczyć inaczej niż że "robi" to ciało, nie glowa.
