Zastanawiam sie od jakiegos czasu jak medytacja moze pomoc w pracy z poczuciem winy. Mam na mysli te sytuacje, kiedy czlowiek siedzi i rozmysla o czyms zlym co zrobil, albo o tym ze sie zachowal nie tak jak powinien - i to sie kreci w kolko bez wyjscia. Mnie osobiscie nie pomaga zwykle siedzenie w ciszy, bo mysli i tak ida w to samo miejsce. Czy ktos pracowal z tym swiadomie przez medytacje? Chodzi mi tez o zazdrość, bo to sie czesto laczy - zazdroscisz komus i potem czujesz sie podle z tego powodu.
o rany, to jest w ogole ciekawy temat bo wina i zazdrość to emocje ktore siedza gleboko, czesto pod sercem albo w splocie slonecznym. Sama pracowalem z tym przez medytacje na czakre serca i troche tez z runami. Ale mam pytanie do ciebie - mowisz ze mysli ida w to samo miejsce. Czy probowałas choc raz nie walczyc z tymi myslami tylko po prostu je obserwowac bez oceniania? Bo to jest podstawowa roznica miedzy rozmyslaniem a faktyczna medytacja uwaznosciowa.
no no, dodam cos do tego co napisala Wozka. Ja tez przez dluzszy czas myslalam ze medytacja to siedzenie i wyciszanie mysli. A to w ogole nie o to chodzi, zwlaszcza przy pracy z wina. Wina ma taka nature ze ona CHCE byc poczuta, inaczej ciagle wraca. Obserwowanie jej bez walki - tak jak Wozka mowi - to jest klucz. Mnie pomoglo tez wizualizowanie tej emocji jako czegos co ma ksztalt, kolor. Brzmi dziwnie, wiem ale naprawde sie da
Wina jest jednym z najtrudniejszych stanow do medytacyjnej pracy wlasnie dlatego, ze ma w sobie podwojna warstwe. Pierwsza to sam uczynek czy mysl ktora wywolala wine. Druga, i czesto glebsza, to ocena siebie jako osoby zlej, niegodnej. I tu jest problem - wiekszosc technik uważność skupia sie na pierwszej warstwie i ludzie sie dziwa ze niema efektu. Zazdrość to zupelnie osobna bestia bo zawiera w sobie pragnienie i brak w jednym. Chetnie rozpisalabym sie wiecej ale najpierw chcialam zapytac co wy uwazacie za skuteczniejsze w takiej pracy - skupienie sie na oddechu i wychodzenie z mysli, czy raczej swiadome wejscie w te emocje i przyjrzenie sie im? 🙂
No wlasnie, to co Wozka pisze ma sens. Ja sama mialam taki moment ze przez poczucie winy w ogole nie mogłam normalnie funkcjonowac i zadna logika mi nie pomagala. Dopiero jak zaczełam faktycznie siadac z tym w ciszy i nie uciekac - nie analizowac, nie rozkminiać, tylko byc z tym - cos puścilo. Nie od razu, po kilku tygodniach. A przy zazdrości to w ogole polecam medytacje z lojkasangiem, nie wiem czy ktos z was to zna, ale to buddyjska praktyka zamieniania wlasnego bolu w wspólczucie. Brzmi abstrakcyjnie ale dziala.
i to jest wlasnie ten moment gdzie wiekszosc poradnikow cie zawiedzie bo kazą ci "byc z emocja" ale nie mowia co dalej. Ta druga warstwa to nie jest emocja, to jest przekonanie o sobie. Z emocja mozna byc i pozwolic jej przejsc. Z przekonaniem trzeba inaczej - tu wchodzi praca z wewnetrznym swiadkiem, nie z obserwatorem ktory tez jest czescia ego. Chodzi o to zeby znalezc ten fragment siebie ktory patrzył na twoje zycie od zawsze i nigdy nie ocenial. To brzmi mistycznie ale technicznie wychodzi sie od pytania: kto jest swiadomy tej mysli ze jestem zla? I uwaga - ta swiadomosc sama w sobie niema etykietki "zla". To jest punkt wyjscia.
Przepraszam ze wchodze, mam pytanie moze naiwne ale... czy niema znaczenia skad ta wina pochodzi? Bo mam wrazenie ze wina ktorą sobie narzucamy bo nas ktos kiedys tak nauczyl ze jestesmy zli, to cos zupelnie innego niz wina za cos co faktycznie zrobılam. I czy medytacja to rozroznia? Bo mi sie wydaje ze moglabym medytowac i siedziec przy czymś co nawet nie jest moje.
