Zastanawiam sie ostatnio nad czymś co chyba nazywa sie wgladem wewnetrznym ale niewiem czy dobrze to rozumiem. Byłam w kilku miejscach które uznaje sie za sacrum, kościoły, stare ruiny, jakis kamienny krag niedaleko mojej miejscowosci i za kazdym razem czułam cos innego. W jednym miejscu totalny spokój i jakby zatrzymanie czasu, w innym dziwne napiecie, jakby energia była ciezka. Medytuję od niedawna, głownie oddechowo, i zaczełam sie zastanawiac czy to co czuje w takich miejscach ma zwiazek z samą medytacja, czy to dwa osobne tematy. Ktos z was probował medytowac w miejscu sacrum? Co sie wtedy dzieje z tym wgladem?
To bardzo ciekawe zestawienie, bo ja tez to rozgraniczyłam u siebie dopiero po jakimś czasie. Chodzi o to ze miejsca sacrum nie sa neutralne energetycznie i to wpływa na sam przebieg medytacji, a co za tym idzie na to co sie w niej pojawia. Siedziałam raz w starym kosciele przy organach i miałam takie poczucie ze cos po prostu otwiera sie samo, bez wysitku. Normalnie potrzebuje chyba z 15-20 minut zeby sie wcisnac w ten stan, tam siedziałam 3 minuty i juz byłam w srodku. Więc pytanie jest takie: czy miejsce ułatwia wglad, czy tylko zmienia jego charakter? Bo to nie to samo. :))
Ale skad wiadomo ze to miejsce robiło robote a nie poprostu twoj nastroj? Byłas podekscytowana ze jestes w starym kosciele, jeszce te organy, klimat, no to mozg robi reszte. Nie mowiac ze koscioly sa zaprojektowane zeby wywoływac stan skupienia, proporcje, cisza, swiatło przez witraż. To moze byc zwykła architektura a nie zadna energia
Wglad wewnetrzny w kontekscie miejsc sacrum to stary temat ale czesto mylony. Miejsce nie daje ci wgladu, to ty dajesz sobie wglad. Miejsce moze stwarzac warunki, ciszę, pewien rodzaj skupienia zbiorowego przez lata modlitwy czy rytuałów, ale jesli nie masz podstaw w praktyce to pojedziesz do Stonehenge i wrócisz z fotkami a nie z niczym wiecej. Medytacja jest w tobie, nie w granicie.
nie wyklucza. Powiedziałam ze miejsce stwarza warunki. Ale owszem, próbuj medytowac w centrum handlowym, serio. Nie po to zeby bylo tak samo, ale zeby zobaczyc co sie zmienia i co zostaje. To lepiej nauczy cie co pochodzi od ciebie a co od miejsca niz jakikolwiek opis.
Wiesz, ja nie jestem guru medytacji ale miałam takie doswiadczenie w pewnej kapliczce przy lesnej drodze, mała, zapomniana, nikt tam specjalnie nie chodzi. Usiadłam tam bo nogi mi opadły po wspinaczce i... siedzę, oddechy, i nagle jakby wszystkie mysli sie poukładaly w jedno zdanie. Dosłownie. Byłam zaskoczona sama soba. Nigdy mi sie to nie zdarzyło w domu przy medytacji. Wiec wg mnie miejsca jednak maja cos swojego, choc moze Tatarak ma racje ze nie bez podstaw
ale ile czasu trzeba medytowac w takim miejscu zeby cos sie zadziało?? bo jak mam jechac gdzies specjalnie to wole wiedziec czy ma to sens, nie bede siedzial godzinami na zimnym kamieniu
a jak w ogóle rozpoznac czy miejsce jest sacrum czy nie? bo czytałam rozne rzeczy i jedni mowia ze to kwestia historii i rytuałów, inni ze to ley linie i w ogóle geologia, a inni ze kazdy czlowiek sam czuje... troche sie w tym gubie szczerze mowiac
No i o to biega, sedno sprawy, bo ja myslałam ze sacrum to tylko miejsca religijne, koscioły, swiatynie, a potem trafiłam na cos o geomancji i wyszło ze to moze byc tez zwykla skała albo skrzyzowanie drog jesli ma odpowiednie właściwosci. Niekoniecznie ktos musial tam modlic sie przez wieki. Choc te nawarstwianie sie modlitwy i intencji przez lata pewnie tez cos robi, co? 🙂
Ley linie to popularna ale mocno kontrowersyjna teoria, żeby nie powiedziec ze słabo udowodniona. Nawet w srodowiskach ezoterycznych niema zgody. Natomiast rzecz z miejscami o długiej historii praktyki jest bardziej sensowna intuicyjnie, jesli wiele pokolen skupiało sie w jednym punkcie z podobna intencja to cos musiało zostawic slad, chocby w zbiorowej pamieci tego miejsca. Ale to inna kwestia niz prady ziemskie.
Ale jak medytacja ma sie do tego ze czujemy energie miejsca? Tzn. czy medytacja uczy nas to czuc lepiej czy poprostu wycisza tyle ze w koncu to słyszymy?
hej, niewiem czy dobrze to rozumiem ale to by znaczylo ze im bardziej ktos jest zaawansowany w medytacji tym wiecej czuje w takich miejscach? czy to nie za bardzo upraszcza?
Odniosę sie do tego co poczatkowo pisałam, bo czuje ze troche odpłynelismy. Mnie chodzi konkretnie o to czy wglad który przychodzi podczas medytacji w miejscu sacrum jest jakoś INNY od zwykłego wgladu w domu. Nie mocniejszy czy słabszy, ale inny. Tam przy tej kapliczce co opisała Ewelina, albo tam gdzie Hazel byłam przy organach, czy to jest jakas inna jakosć informacji? Bo mam wrazenie ze w domu moje wglady sa bardziej o mnie i moich sprawach, a w terenie jakby szerzej
O, dokładnie to chciałam powiedziec ale nie umiałam ubrać w słowa. To zdanie które mi wtedy przyszło w tej kapliczce nie dotyczyło mojej konkretnej sprawy, dotyczyło... nie wiem, czegos wiekszego. Troche jakby perspektywa sie rozszerzyla poza moje codzienne troski. I to mnie zaskoczyło bo zwykle medytacje robię głownie po to zeby sie wyciszyc od stresu.
okej ale to moze być poprostu kwestia tego ze jestescie poza domem, poza codziennym kontekstem. W domu widzisz swoje raachunki na stole, słyszysz sąsiada, masz skojarzenia z tym miejscem. W terenie tego niema wiec umysł naturalnie idzie szerzej. Nie trzeba od razu tłumaczyc to energie miejsca.
no ale ruiny zamku to tez jest architektura, klimat, historia ktora znasz, mozg sobie dopowiada reszte. wiem ze to brzmi jakbym negował wszzystko ale serio, skad wiadomo ze to nie jest efekt tego ze idziemy gdzies z nastawieniem ze cos sie stanie? 🙂
a co dokładnie ci sie stało Stefcia przy tych ruinach? bo wciąż krążymy wokół tego, ale nie powiedziałaś konkretnie co to był za wgląd. czy to był wgląd w coś osobistego czy właśnie to o czym pisała Stokrotunia, że jakby szersza perspektywa?
tu jest ważne rozróżnienie ktore chyba gubi sie w tej rozmowie. wgląd w miejscu sacrum to nie ta sama bajka co medytacja w miejscu sacrum. mozna byc w kaplicy i miec głeboka medytację bez żadnego wglądu. mozna miec nagły wgląd idąc po schodach. to dwie osobne rzeczy które nam sie tu troche mieszają
właściwie ważna rzecz od Tatarak, bo ja w tarocie też mam podobny problem, że nie zawiem czy rozkład jest dobry dlatego że dobrze sie skupiłam, czy dlatego że akurat była dobra energia danego dnia. i nigdy nie umiem tego rozdzielić. chyba tak samo jest z miejscami
słuchajcie, wracając do tego co pisała Stokrotunia o innym rodzaju wglądu, to ja tak sobie to tłumaczę ze w domu moje myśli są jak woda w garnku, cały czas coś się miesza, gotuje. a w tej kapliczce to jakby ten garnek ktoś zdjął z ognia i nareszcie widać co jest na dnie. czy to głupie porównanie? 🙂
dobra ale z praktycznego punktu widzenia jak ktos chce celowo szukac takiego wgladu to gdzie ma isc? bo tu macie kaplice, ruiny zamku, lasy z głazami ale to brzmi jakbys musial miec szczęście zeby na takie miejsce trafic
planowe szukanie sacrum to całkiem duży temat, ale żeby nie odpływać za bardzo, bo Stokrotunia zaczęła od czegoś konkretnego, czyli od tego czy wgląd jest inny jakościowo. i wciąż nie mamy odpowiedzi. Narcyz mówi że nie ma różnicy, Stefcia i Ewelina mówią że jest. to może ktoś spróbuje to jakoś opisać precyzyjniej co to znaczy inny?
