Chciałam zapytać o coś co mnie od jakiegoś czasu nurtuje. Praktykuję medytację już kilka lat, głównie vipassanę i troche zen, i zdarzają mi się momenty kiedy jakby... granica między mną a resztą po prostu znika. Nie wiem jak to lepiej opisać. Siedzę, oddycham, i nagle nie ma już "ja które medytuje" tylko jest samo doświadczenie. trwa chwilę, potem wraca normalność. Czytałam że to może być coś w stylu kosmicznej świadomości albo stanu jedności ale pewna nie jestem czy to jednorazowy ewenement czy da się to jakoś świadomie pogłębiać. Ktoś miał podobne stany? I czy jest jakaś konkretna technika żeby to rozwijać, a nie tylko czekać aż samo przyjdzie?
To co opisujesz brzmi jak klasyczne doświadczenie niedualistyczne, w tradycji zen mówią na to kensho albo coś w tym stylu. Ale zanim zaczniesz szukać techniki żeby to "robić częściej", jedno pytanie: jak długo trwają te momenty? I czy pojawiają się tylko w trakcie medytacji, czy też poza nią?
no wlasnie, ja miałem cos takiego z rok temu. siedziałem sobie i robiłem zwykłe skupienie na oddechu, takie podstawowe, i nagle jakby ktos wyłaczył rozdzielnosc miedzy mna a pokojem. Przez chwile dosłownie nie widziałem granicy gdzie konczy sie moja skora a zaczyna powietrze. Strasznie dziwne uczucie, troche mnie nawet przestraszyło. Potem przeczytałem gdzies ze to sie nazywa samadhi albo cos podobnego. Ktos wie czy to to samo co ona opisuje?
a da się to w ogule wywołać celowo? bo czytam ten wątek i troche mi się marzy żeby tego doświadczyć ale mam wrażenie że trzeba medytować latami zanim cokolwiek się dzieje. nie ma jakiegoś skrótu?
przepraszam że wchodzę w temat bo jestem raczej od kamieni i tarota, ale to mnie zaciekawiło. Czy te doswiadczenia jednosci maja jakis zwiazek z otwarciem czakry korony? bo chyba gdzies czytalam ze wlasnie przez korone laczymy sie z wyzszymi planami i kosmosem... albo myle?
Teorie o czakrach i kosmicznej swiadomosci to jedno, ale wrocmy do pytania Leokadii bo bylo konkretne. Techniki - jest kilka podejsc które faktycznie mogą sprzyjac takim stanom. Pierwsze to "self-inquiry" z tradycji advaita vedanty, czyli pytanie "kto to doswiadcza?" skierowane w sam srodek doswiadczenia. Drugie to medytacja na rozszerzaniu swiadomosci przestrzennej - zamiast skupiac sie na obiekcie (oddechu, punkcie), rozszerzasz pole uwagi na caly pokoj, potem dalej. Trzecia metoda, trudniejsza, to po prostu nie robienie NIC gdy pojawi sie ten stan, nie analizowanie, nie nazywanie, nie trzymanie. Ktore z tych cos ci mowi?
czytam ten watek i ciekawe ze nikt nie wspomniał o roli intencji. Znaczy, nie mowie ze trzeba siedziec i planowac "teraz bede miec oswiecenie" ale chyba jakis kierunek intencji na poczatku sesji pomaga? Przynajmniej u mnie tak sie wydaje kiedy medytuje. Choc przyznam ze robie to rzadko i raczej amatorsko.
o matko, ten watek mnie wciagnal. Ja ze swojej strony mogę powiedziec ze najbliżej tych stanów byłam kiedy medytowałam przy muzyce - takie długie ambientowe rzeczy, zero słów. Cos sie inaczej ustawiało w głowie. Oczywiście to pewnie nie jest jakas glęboka technika ale działało. Kminek, a jak sie ma do twoich metod takie podejscie przez dźwięk?
a mozna za czesto to miec? pytam serio bo po tym moim epizodzie z rok temu miałem kilka kolejnych i szczerze mowiac po jakims czasie nie wiedziałem juz czy to doswiadczenie mistyczne czy poprostu sie zaczynam gubic. Komus innemu sie to zdarzyło ze to przestawało byc przyjemne?
hm ale czy nie o to chodzi ze te stany jednosci sa w sumie celem medytacji, wiec im wiecej tym lepiej? pytam bo troche inaczej to rozumiałam, czyli ze to jest wlasnie ten efekt do którego dazysz.
wow, bardzo dziękuje za ten watek, tyle sie nauczyłam czytajac! ja medytuje dopiero od niedawna i nie miałam jeszcze zadnych takich głebokich prze... przezywań? Ale teraz rozumiem ze moze to kwestia czasu i regularnosci. Martusia, super ze to wyjasnilasz z tym celem bo ja wlasnie mysłam ze chodzi o osiaganie stanow 🙂
ja probowałam tej techniki z rozszerzaniem swiadomosci o której pisała Kminek. Sedc na tym polega ze nie skupiasz sie na punkcie tylko jakby na całej przestrzeni naraz? Bo probowałam i nie wiem czy to robie dobrze, bo po chwili i tak mnie wciagaja mysli o zakupach albo co tam.
mam inne podejscie do tego tematu i moze komus sie przyda. Ja od lat łacze medytacje z rytuałem ochrony przestrzeni przed sesja, czyli okadzam, ustawiam kamienie, robia intencje. i szczerze mowiac te stany jednosci przychodza u mnie łatwiej wlasnie kiedy przestrzen jest najpierw oswiecona i chroniona. Moze to kwestia psychologiczna moze metafizyczna ale działa. Ktos jeszcze tak robi czy tylko ja kombinuje?
czytam ten watek od jakiegos czasu i mam pytanie do Cecylki - czy te kamienie ktore ustawiasz przed sesja to jakies konkretne??? bo jesli tak to ciekawi mnie czy to ma wplyw na glebokosc tych stanow jednosci czy raczej bardziej chodzi o to ze sam rytuał cie uspakaja i wtedy latwiej wejsc? bo to by bylo istotne rozroznienie
o, wlasnie! to jest cos o czym malo kto mowi. ja jak miałem te epizody o ktorych wspominałem to na poczatku wogole nie wiedzialem ze mozna z tego poprostu wyjsc kiedy sie chce. siedzialem i czekałem az przejdzie samo. potem ktos mi poradził zeby po prostu zacisnac rece i poczuc fizycznie dłonie - i faktycznie to jakos kotwiczilo z powrotem. czy to moze byc zbyt proste zeby działac?
mam to w notatkach pod hasłem "uziemienie po sesji" i serio, nikt mi na poczatku nie powiedział ze to jest w ogule potrzebne. myślałam ze koniec medytacji to koniec i tyle. a potem miałam kilka razy takie cos ze przez godzine po sesji czułam sie jakby oderwana od rzeczy. kminek czy to normalny efekt czy cos sie wtedy dzieje "nie tak"??? Niech to jeszcze poleży
