Ostatnio trafiłam na pewną koncepcję i nie mogę przestać o tym myśleć. Chodzi o Złotą Wersję rzeczywistości - takie pojęcie krąży w niektórych materiałach o medytacji kwantowej i o ile sama nazwa brzmi trochę ezoteryczno-popowo, to idea jest ciekawa. Chodzi mniej więcej o to że w trakcie głębokiej medytacji możemy "sięgnąć" do stanu świadomości, który jest czymś w rodzaju czystego podłoża rzeczywistości, stanu przed narzuceniem przez umysł wzorców i programów. I właśnie z tego miejsca - oni to nazywają Złotą Wersją - można przepisać te programy. Czy ktos z was pracował z czymś podobnym? Bo zastanawiam się, czy to ma jakikolwiek sens w kontekście zwalczania nałogów, kompulsji, takich starych wzorców, z którymi inaczej nie można sobie poradzić
No dobra, ale masz jakieś źródło tej "Złotej Wersji"? Bo brzmi trochę jak coś wymyślonego przez jakiegoś coacha, co przeczytał parę artykułów o kwantach i posklejał własną terminologię. Nie mówię, że cała idea jest bez sensu, bo sama praca z głębokimi stanami medytacyjnymi i przepisywaniem wzorców to temat jak najbardziej realny. Ale ta nazwa mnie trochę odstrasza, bo zazwyczaj za takimi hasłami kryją się kursy za 2000 zł 🙂
Ja rozumiem sceptycyzm Heńka ale niekoniecznie musimy sie czepiać nazwy. Bo to co opisujesz, Aeon, bardzo mi przypomina cos, z czym sama pracuję od jakiegoś czasu - taką warstwę "przed myślą". w medytacji vipassana to się pojawia po jakimś czasie siedzenia kiedy myśl zaczyna się tworzyć i ty to widizsz zanim się uformuje. To jest wlaśnie ten moment, w którym można... hmm, nie umiem tego nazwać, może - wybrać inaczej. Co do nałogów - miałam koleżankę, która zerwała z paleniem właśnie przez intensywną pracę medytacyjną i sama twierdziła, ze kluczowe było złapanie tego momentu przed impulsem, zanim się jeszcze zamienił w chuć na papierosa.
ok i ile to trwało? bo ja próbuję juz chyba ze 3 tygodnie i nic. siedze, oddycham, a potem i tak robie to co zawsze. moze robie cos zle w tej medytacji?
przepraszam ze wchodzę ale mam głupie pytanie - ta "Złota Wersja" to jest cos co się osiąga samo po czasie praktyki, czy trzeba jakiś konkretny rodzaj medytacji? bo czytam i czytam i rozumiem mniej więcej ideę, ale nie rozumiem skąd wiedzieć że sie już TAM jest. jak to rozpoznać?
pre-mentalne stany to w tradycji buddyjskiej są opisane bardzo szczegółowo, tylko że tam nikt tego nie nazywa "złotym" niczym. Masz bhavanga, masz momenty citta - cały model jest o wiele bardziej precyzyjny niż cokolwiek co wychodzi ze współczesnych kursów wellbeingowych. I to co Apolonia opisała z vipassaną to jest właśnie ta praca, tylko bez marketingowej nazwy. Nie chcę gasić entuzjazmu, ale uważam że takie nakładanie nowych etykiet na stare rzeczy myli ludzi bardziej niż pomaga.
ej ale Heniek, nie wszystcy mają dostep do wiedzy buddyjskiej i ją rozumieją. Jakaś przystepna nazwa to nie jest zbrodnia. Ważne żeby idea była uczciwa. A idea tego "przepisywania wzorców" z medytacji jest prawdziwa - sam przez to przeszłem i nałóg który miałem przez lata nagle po pewnym czasie praktyki po prostu... stracił na sile. nie znikł z dnia na dzień, ale jakbym widział go z innej perspektywy. Jakby zmniejszył sie w oczach.
to ciekawe co Leszek mówi ale chciałbym doprecyzowania - czy mówisz ze sam medytacja dała ten efekt czy robiłeś cos równoległego? Bo widzę że czesto na forum ludzie przypisują efekt jednej rzeczy, a w tle było 5 innych zmian w życiu równocześnie. Nie podważam, pytam serio.
no wlasnie tez mam to pytanie co Runolog. bo ja meydtuje ale też jednocześnie staram sie nie robić innych rzeczy żeby "wiedzieć czy medytacja działa". i nic. to moze robic oba naraz?
o matko jak ciekawy wątek! ja dopiero zaczynam z medytacją i nigdy nie słyszałam o tej koncepcji Złotej Wersji. Ale to co opisuje Apolonia - ta klarowność po sesji - ja coś takiego czułam raz czy dwa. Nie wiedziałam jak to nazwać. Więc to może być właśnie to?
dobra, to jest sensownie powiedziane i się zgadzam w zasadzie. Tylko jeden haczyk - jeżeli ktoś jest w silnym nałogu fizycznym, to sama medytacja nie wystarczy i nie powinno się tego sugerować. Bo biochemia to biochemia i żadna Złota Wersja nie przestawi uzależnienia od substancji przez samo siedzenie z zamkniętymi oczami. Warto o tym powiedzieć wprost.
no ale nikt tu chyba nie mówi że to zamiast lekarza? to jest praca równoległa nie? ja kiedyś próbowałem rzucić kawę, śmieszne w porównaniu z prawdziwym nałogiem ale wiem o czym mówię - same postanowienia nic nie dają, głowa nie odpuszcza. a jak zacząłem robić to oddychanie przed kawą, takie świadome, to jakos ten odruch tracił moc. może to jest wlasnie to podłoże o którym Aeon mówi
to co Blazej opisał z tym oddychaniem brzmi jak technika STOP z uważność. Słyszałam o tym, ze to jedna z najprostszych metod żeby przerwać autopilot. Nie wiem czy to jest ta Złota Wersja ale efekt podobny chyba?
no dobra, to się zatrzymajmy chwilę bo rozmowa idzie w rozne strony. Apolonia pyta czy ktos miał doświadczenie tego "przebicia" przez atuomatyzm w trakcie samego impulsu - nie po ale W TRAKCIE. i to jest dla mnie kluczowe pytanie w tym temacie. Bo STOP technika to jedno ale czy ta wasza Złota Wersja to jest coś co można złapać w locie, czy tylko retroperspektywnie wiesz ze byłeś bliżej "podłoża"? bo to robi zasadniczą różnicę.
ojejku, okej ale jak sie "łapie" to w trakcie??? bo ja tych impulsów nie czuje jako czegoś osobnego, one poprostu SĄ i juz po chwili robię to co chciałem nie robić. to ma być jakis sygnał alarmowy? bo nie rozumiem mechaniki
