To jest naprawdę interesujące co Jaskier mówi. Obojętność na opinie może być wolnością albo odcięciem się od ważnej informacji zwrotnej. Jak to czujesz od środka - bardziej jak spokój czy bardziej jak nieobecność?
A ja się zastanawiam czy ta obojętność na opinie to efekt medytacji w ogóle czy może efekt tego konkretnego etapu w który Jaskier weszła? Bo medytacja daje różne efekty na różnych etapach praktyki, prawda? Ktoś kto medytuje rok i ktoś kto medytuje pięć lat może mieć zupełnie inne doświadczenia.
To co Adept napisał mocno we mnie siedzi. Bo rzeczywiście mówimy o 'medytacji' jak o jednej rzeczy, a ja mam wrażenie że moja praktyka bardzo się zmieniła przez ostatni rok i te zmiany w malowaniu też szły różnymi falami. Czasem bardziej otwarta, czasem bardziej zamknięta. Może ta obojętność na opinie którą opisałam to jest po prostu jeden z etapów, nie docelowy stan?
Ale właśnie to jest pytanie - czy etap przejściowy czy coś co zostaje? Bo znam osoby po długiej praktyce które są bardzo wyczulone na odbiór swojej pracy, a znam i takie które faktycznie to całkowicie puszczają. Nie wydaje mi się że jedno jest 'wyższe' od drugiego.
To co Jaskier teraz mówi brzmi dla mnie bardziej jak selekcja niż obojętność. Medytacja mogła po prostu nauczyć cię odróżniać co ma dla ciebie wartość a co jest szumem. Tylko że to jest inna hipoteza niż 'odcięcie od reakcji otoczenia' - to jest raczej większa precyzja odbioru.
Ale przepraszam że wejdę z innej strony - czy to nie jest po prostu dojrzałość twórcza? To co opisujecie, czyli umiejętność selekcji opinii, filtrowania tego co ważne od tego co jest szumem, to chyba każdy artysta nabywa z czasem niezależnie od medytacji. Znowu wracamy do tego problemu.
No właśnie, mnie też sie wydaję że u mnie coś poszło szybciej niż myslałam. Ale przyznam szczerze że to dalej może być zbieg okoliczności. Nigdy nie wiedziałabym jak by to poszło bez medytacji. Jaskier, a ty masz jakieś poczucie tempa tej zmiany? Czy to było nagłe czy powolne?
Powolne zdecydowanie. I nie linearne - były okresy kiedy czułam regres albo że stoję w miejscu. Ale patrząc wstecz jest wyraźna różnica. Chociaż Bronek56 mnie zasiał wątpliwość i teraz naprawdę nie wiem co by było gdybym po prostu malowała tyle samo bez medytacji. Może byłoby tak samo?
Ale to jest może najuczciwsza odpowiedź w całym wątku. Że nie wiadomo. I moim zdaniem w tym nie ma nic złego - możemy mówić o subiektywnym doswiadczeniu bez twierdzenia że to dowód na cokolwiek. Mnie na przykłaad medytacja przy komponowaniu muzyki daje bardzo konkretne poczucie skupienia, ale nie będę udawać że wiem dlaczego.
Ja podążam za tą rozmową od dłuższego czasu i mam pytanie może naiwne - czy ktoś z was próbował nie medytować przez jakiś czas żeby zobaczyć co się zmienia w twórczości? Nie mówię że to dobry pomysł, tylko zastanawiam się czy ktoś ma takie porównanie.
Ja miałam prewerę jakieś dwa miesiące i rysowanie mi zupelnie stanęło. Ale byłam wtedy w ogóle w złym momencie, więc jak Fortunat mówi - nie wiem czy to medytacja czy życie. Ale jak wróciłam do praktyki to coś odblokowało, tego byłam pewna.
