Ta rozmowa o głosie komentującym jest ciekawa, ale chcę wrócić do czegoś wcześniejszego. Jaskier mówiła że po dłuższej praktyce coś się zmieniło w malarstwie. Ile to trwało zanim zauważyłaś różnicę? Pytam serio, bo połowa osób rzuca medytację po tygodniu bo nic nie czuje.
Trudno mi powiedzieć dokładnie. Przez pierwsze chyba dwa miesiące w ogóle nie widziałam żadnego związku z malowaniem. Medytacja była medytacją, malowanie było malowaniem. Jakiś związek zaczęłam podejrzewać dopiero kiedy ktoś z zewnątrz powiedział że moje obrazy z ostatniego okresu są inne. Sama bym tego nie przypisała medytacji.
A co konkretnie było inne w tych obrazach? To znaczy ta osoba z zewnątrz co powiedziała - że bardziej spokojne, odważniejsze, coś innego technicznie? Bo 'inne' to bardzo szerokie słowo i ciekawi mnie w którym kierunku.
To jest dziwne że nie czułaś różnicy a widać ją z zewnątrz. Czy to znaczy że medytacja działa na jakimś poziomie który jest poniżej świadomości? Bo to by tłumaczyło dlaczego ludzie często nie wiedzą czy medytacja im pomaga - bo zmiany nie są takie że je widzisz, tylko że inni je widzą.
Ale czy to nie może być też po prostu że byłaś mniej zmęczona i przez to lepiej malowałaś? Bo jak się regularnie wyciszasz to pewnie śpisz lepiej, jesteś spokojniejsza i to automatycznie wpływa na wszystko co robisz. Niekoniecznie musi to być coś mistycznego.
Ale czy to że jest bardziej 'higienicznie' to mało? Ja jak mam spokój w głowie to w ogóle zaczynam robić rzeczy, które inaczej w ogóle bym nie zaczęła. Może dla twórców właśnie ten spokój to jest ta brakujaca część a nie jakieś dodatkowe zdolności.
Może zamiast pytać czy medytacja zmniejsza krytycyzm, warto zapytać czy zmienia relację z tym krytycyzmem? Bo ja nie powiedziałbym że jestem mniej krytyczny wobec swojej pracy po medytacji. Ale jakoś mnie to mniej niszczy. Widzę że coś nie wyszło i idę dalej, zamiast tkwić w tym.
Słucham tej dyskusji od jakiegoś czasu i mam pytanie z zupełnie innej strony. Czy ktoś z was próbował medytować na temat konkretnego problemu twórczego? Znaczy nie ogólna medytacja oddechu, tylko siadasz z intencją 'chcę wiedzieć jak rozwiązać tę scenę' albo 'co zrobić z tym obrazem'. Czy to w ogóle ma sens?
No właśnie, to jest moje główne pytanie - czy medytacja z intencją to coś innego niż spacer z pytaniem w głowie, czy to dokładnie to samo tylko w innej pozycji? Bo jeśli to samo, to po co w ogóle siadać na poduszce?
Myślę że różnica jest w tym co robisz z umysłem w trakcie. Na spacerze umysł skacze gdzie chce - widzisz psa, myślisz o zakupach, wracasz do pytania, odpływasz znowu. W medytacji uczysz się siedzieć z tym jednym pytaniem nie uciekając. Czy to daje lepsze efekty twórcze? Nie wiem, ale to nie jest dokładnie to samo.
To jest dobry punkt Plejadka. Są dwa różne momenty w twórczości - jeden to zbieranie, łączenie, i tu przypadkowe skojarzenia mogą być złotem. Drugi to wykonanie, i tu skupienie jest kluczowe. Może medytacja bardziej pomaga w tym drugim niż w pierwszym? Jaskier, jak to wygląda u ciebie - ten moment malowania to jest bardziej skupienie czy swobodny przepływ?
Chyba jedno i drugie naraz, co brzmi dziwnie ale tak to czuję. Jest jakiś moment wejścia kiedy decyduję co maluję i wtedy jest trochę chaotycznie. A potem jak już maluję to jest coś co mogłabym nazwać skupieniem ale bez napięcia - to się chyba zmieniło po medytacji, że to skupienie przestało być napięte.
To co Jaskier napisała o skupieniu bez napięcia brzmi dokładnie jak opis przepływu, flow. Czy ktoś tutaj robił medytację właśnie z myślą o osiąganiu stanu flow? Bo to jest różne od medytacji jako relaksu.
Mam jedno obserwacje na ten temat i nie wiem co z nią zrobić. Kiedy medytuję regularnie to częściej wchodzę w coś co wygląda jak flow podczas pisania. Ale kiedy przerywam praktykę na kilka tygodni, to flow nie znika od razu - jakby efekt był opóźniony w obie strony. Czy ktoś miał coś podobnego?
To z tym akumulatorem brzmi ciekawie ale trochę magicznie. Co jeśli to po prostu działa tak że jak medytujesz to masz lepsze nawyki uważności i one utrzymują się przez jakiś czas? Jak każdy nawyk - nie znika w jeden dzień. To nie wymaga żadnej specjalnej teorii chyba?
A ja mam trochę inne pytanie do całej tej rozmowy. Wszyscy mówicie o tym jak medytacja pomaga w twórczości, ale czy ktoś miał sytuację odwrotną - że medytacja jakoś zaszkodzila albo zablokwała? Że było za dużo spokoju i za mało napędu?
To jest pytanie które mnie samą nurtuje bo przez chwilę miałam takie coś. Przez jakiś czas po intensywnej praktyce nie chciało mi się malować. Nie byłam zablokowana - po prostu nie czułam pilności. Nie wiem czy to jest złe czy dobre. Obrazy które potem powstały nie były gorsze.
To co Jaskier opisuje jest ciekawe - brak pilności. Wielu artystów mówi że napęd do twórczości bierze się z jakiegoś niepokoju, niezaspokojenia. Czy medytacja może wygładzić ten niepokój tak bardzo że odbiera ten napęd? Czarownica, co ty o tym myślisz?
Tak, były spokojniejsze. Mniej dramatyczne. Nie wiem czy to źle - ktoś powiedział że dojrzalsze. Ale może po prostu inne, trudno mi to ocenić od środka.
To jest może najciekawszy punkt w całej tej rozmowie. Medytacja może nie tyle poprawia zdolności artystyczne ile zmienia kierunek - to co tworzysz zaczyna odzwierciedlać inny stan wewnętrzny. Czy to jest 'wzmocnienie zdolności' jak w tytule wątku, czy po prostu zmiana? Bo to są dwa różne pytania.
To co Wieslaw napisał o zmianie jakościowej a nie ilościowej jest dla mnie ważne, ale chcę dopytać - czy to w ogóle możemy oceniać z zewnątrz? Bo Jaskier mówi że obrazy były spokojniejsze. Ale czy spokojniejszy automatycznie znaczy dojrzalszy, czy to tylko inna etykietka?
Chyba nie wiem jak ocenić własne obrazy uczciwie i to jest może sedno problemu. Czuję że coś się zmieniło w sposobie malowania, ale czy to jest zmiana na lepsze czy po prostu zmiana - naprawdę nie wiem. Czy wy w swojej twórczości jesteście w stanie oceniać samych siebie?
Przy pisaniu mam podobny problem. Jest coś takiego że kiedy jestem w środku procesu to nie mam dystansu żeby oceniać. A po medytacji jestem chyba bardziej w środku niż kiedykolwiek, więc ocenianie jest jeszcze trudniejsze. Nie wiem czy to dobrze czy źle.
To co Adept opisuje przypomina mi coś - że najlepiej widać własną pracę po dłuższej przerwie. A medytacja może po prostu uczyć nas nie oceniać na bieżąco, co akurat przy tworzeniu jest przydatne. Tylko czy to nie jest to samo co zwykły efekt czasu?
No właśnie, mnie też zdarza sie to co Adept opisał - jak jestem w trakcie rysowania po medytacji to jakbym była zanurzona i nie ma tej gloski w głowie co komentuje. Ale potem patrzę na rysunek i nie zawsze mi się podoba. Może to jest normaln?
To co Macierzanka mówi o cenieniu procesu jest może kluczem do całego tematu. Czy medytacja nie polega właśnie na tym żeby być w chwili bez przywiązania do wyniku? Jeśli tak to jej wpływ na twórczość może być właśnie taki - zmieniasz relację z efektem, nie samą technikę.
Mnie to pytanie Czarownica bardzo dotknęło. Bo ja zauważyłam że stałam się bardziej obojętna na opinie o obrazach. Nie wiem czy to jest zdrowe czy nie. Kiedyś bardzo zależało mi na tym żeby komuś się podobało, teraz mniej. Czy to jest dobre dla artysty?
