Ostatnio siedzę nad tym tematem bo sam przez to przechodziłem i nie wiem jak to opisac inaczej niz tak ze w pewnym momencie medytacji przestaje byc soba. Znaczy - jestem ale nie jako Trzyglow, nie jako facet co ma 36 lat i problemy z pracą i z życiem. Jest tylko... jakies czyste bycie. bez historii, bez imienia. To nie jest sen, nie jest odlot, poprostu znika ta warstwa ktora mysle ze jestem. Ktos tu medytowal dlugo i to poczul? Bo chce sie dowiedziec czy to w ogole mozna wywolac swiadomie czy to przychodzi samo
To co opisujesz ma nazwe w tradycji hinduskiej - anatman, nie-ja. Ale zanim zacznę teorię powiem ze pytanie o wywolanie tego swiadomie jest troche przewrotne. Im bardziej probujemy wywolac, tym bardziej wzmacniamy ego ktore chce tego doswiadczyc. paradoks. Miales to podczas jakiej konkretnie techniki? Czy bylo to po dluższej sesji, po wielu godzinach czy jakos nagle?
no ba, ojej, ja chcę to poczuć!! od jak dawna medytujesz żeby to się pojawiło? bo ja siedzę zamknięta i nic, absolutnie nic się nie dzieje tylko mi nogi drętwieją 😀
Znam to doswiadczenie. I powiem wam szczerze, uwazam ze rozne tradycje nazywaja to roznie ale mowia o tym samym. Problem jest wtedy kiedy ludzie zaczynaja gonić za tym jak za kolejnym prze-zy-ciem. Bo to nie jest przezycie do kolekcjonowania. To zmienia sposob w jaki patrzysz na siebie na co dzien, albo nie zmienia nic i bylo tylko ciekawa chwilą. Trzyglow - czy po tamtym razie cos sie zmienilo w twoim codziennym zyciu?
Jest tu jeden watek ktory mnie niepokoi. Wychodzenie poza osobowosc brzmi pieknie ale pytam sie zawsze: w co wchodzisz? Proznio? Polem? Czyms jeszce? Bo zauwazylam ze ludzie czesto opisuja to doswiadczenie bardzo roznie i nie zawsze jest to poprostu glebokie wyciszenie. Czasem to sa stany dysocjacyjne, czasem cos co psycholog nazwalby depersonalizacja. I nie mowie ze to sie Trzyglow przydarzylo ale warto rozroznic. Medytacja transcendentna to jest barddzo poważna praca.
slucham tego i strasznie mi to bliskie bo ja ostatnio mialam cos podobnego ale przy zupelnie innej okazji - byłam po prostu bardzo zmęczona, leżałam i nagle poczułam ze nie wiem gdzie konczy sie moje cialo a gdzie zaczyna powietrze. to trwało moze 2 minuty. czy to w ogole ma cos wspolnego z medytacja czy to bylo cos zupelnie innego?
To jest wazne pytanie ktore tu sie pojawia przy okazji wypowiedzi Kachny i Eterydy. Roznica miedzy swiadomym rozszerzeniem a biernym rozplynieciem sie jest zasadnicza. W medytacji chodzi o to ze zachowujesz swiadka, cos co obserwuje nawet rozpad granic ego. Jesli tego nie ma, jesli po prostu odpływasz i nie wiesz co sie stalo, to jest inna jakosc doswiadczenia. Nie mowie ze gorsza ale inna. Macie wrazenie ze ktos to obserwował w was kiedy to sie dzialo?
wchodzę tu bo ten watek bardzo mnie poruszył. Ja pracuję z runami i tarotem i czesto ludziom mówię ze karty czy runy to tylko lustro, ze prawdziwa robota dzieje sie w srodku. I to o czym mówi Trzygłów jest dla mnie bardzo bliskie tej pracy bo momennt kiedy przestajesz sie utożsamiac z historia o sobie to jest dokładnie moment kiedy można naprawde zobaczyc co karta ci pokazuje. Bez filtra ego. 🙂
czytam watek od poczatku i mam pytanie moze glupie ale. czy to nie jest niebezpieczne? znaczy sie pytam bo slyszalam ze przy bardzo glebokiej medytacji moga sie pojawic rozne rzeczy, jakies stany, przezywania czegos nieprzyjemnego, i nie wiem czy nie lepiej to robic z jakims przewodnikiem a nie samemu w domu
przepraszam ze sie wtrącam ale chciałam zapytac o cos co wspomnial Rasphul - ten swiadek wewnetrzny. Czy to jest cos co sie moze rozwijac z czasem? Znaczy czy mozna nauczyc sie byc bardziej tym obserwatorem? Czy to przychodzi samo jak medytujesz wystarczajaco dlugo?
ok ale wracajac do poczatku - Trzyglow napisal ze to bylo po ok 40 minutach i to go zaskoczilo. To nie bylo po tygodniowym odosobnieniu ani po roku codziennej praktyki. Wiec albo to jest naprawed dostepne dla kazdego w pewnych warunkach, albo on mial poprostu jakis swoj moment ktory akurat wtedy przyszedl. Ciekawi mnie jeszce jedna rzecz: czy bylo cos szczegolnego w tym dniu przed medytacja?? Nastroj, zmeczenie, cos co jadl, cokolwiek?
Zaglądam tutaj co jakiś czas i i chcę sie zapytac, bo dopiero zaczynam z medytacja i troche sie gubię. Podobno jest cos takiego jak pole energetyczne ktore nas otacza i ze w medytacji mozna do niego wejsc. czy to co opisuje Trzyglow ma z tym cos wspolnego? Czy wychodzenie poza osobowosc to jest wychodzenie w to pole?
dobra, to żeby nie zostawić mojego pytania bez odpowiedzi bo może źle je zadałam. nie chodzi mi o żadne pole energetyczne jako taką otoczkę, bardziej się pytam czy to co Trzygłów opisuje, ta cisza w glowie, ten brak granic, to jest coś osobistego czy jakieś wyjście na zewnątrz siebie? bo słyszałam różne wersje i nie wiem co tu jest prawda
no ale Rasphul, "zdejmujesz płaszcz" to brzmi super poetycko ale mnie to zupełnie nie pomaga praktycznie 😀 jak ja mam wiedziec ze to się dzieje i że to nie jest zwyczajnie jakis dziwny stan po zmęczeniu albo że zaczynam odpływać bo źle spałam? serio pytam bo za każdym razem jak mi coś się "dziwnego" przydarza w medytacji to potem myślę czy to wgl cokolwiek znaczy
dodam cos do tego co Nashiraa pisze. ja tez nie bylem pewien przez dluzszy czas co to bylo. i wiesz co, ta niepewnosc mnie nie gryzie juz tak jak kiedys. raz bylo, zmienilos cos subtelnie, moge to opisac ale nie moge udowodnic. i powiem szcczerze - jest w tym jakas ulga ze nie musze tego katalogowalic ani wyjasnic. moze to tez jest czesc wychodzenia poza osobowosc. ze przestaje mi tak zalezec na posiadaniu odpowiedzi
czytam ten watek od dłuższego czasu i jakoś nie odpisywałam bo nie wiedziałam co dodać. ale to co napisał Trzygłów teraz, ze ulga z nieposiadania odpowiedzi, to mnie jakoś zatkało. bo ja zawsze szukam znaczeń, liczb, wzorów, i moze wlaśnie to jest mój problem że nawet w medytacji zamiast być to analizuję czy dobrze siedzę 🙂
