Ostatnio coraz więcej czytam o chasydzkiej medytacji i zupełnie mnie to wciągnęło. Chodzi mi głównie o ten ich sposób wchodzenia w ekstazę przez śpiew, czyli nigguny, te melodie bez słów. Chasydzi wierzyli że dźwięk sam w sobie może unieść świadomość wyżej niż jakiekolwiek słowa, bo słowa już są ograniczeniem. W kabale to się łączy z koncepcją Ein Sof, tej nieskończoności, do której próbujesz dotrzeć. Ktoś z was to w ogóle praktykował albo chociaz słyszał? Mnie interesuje czy da się coś z tego przełożyć na codzienną medytację bez całego kontekstu religijnego, bo nie jestem żydówką i szczerze nie wiem czy to ma sens.
@Martusia.pl no to jest właśnie clou. Sama przed jakimś czasem trafiłam na nagrania niggunów i powiem ci ze to działa na mnie jakoś dziwnie, dosłownie wchodzi do głowy i trudno to opisać. Ale mam wątpliwości co do tego wyrywania z kontekstu. Te praktyki wyrosły z konkretnej tradycji, konkretnej wspólnoty, konkretnego rozumienia Boga. Czy można to po prostu wziąć i sobie medytować do tego? Nie wiem. Znacie to poczucie kiedy coś działa ale nie wiesz czy to działa tak jak powinno, czy tylko robi wrażenie?
Ekhem. Nigun to jest poprostu melodia, muzyka. To ze ktos wchodzi przy tym w trans to kwestia autosugestii i skupienia, nie jakiejś mistycznej właściwości dźwięku. Można to samo osiągąnć słuchając bębnienia szamanskiego albo nawet odpowiednich częstotliwości z youtube. Nie demonizowałbym tego ani nie budował wokół tego całej mistycznej struktury.
ciekawy watek, troche siedze w tematach medytacji od jakiegos czasu i przyznam ze nie slyszalem o tej konkretnej praktyce. Mam pytanie bo moze glupie ale co to znaczy ze dźwięk wznosi iskry boze? to metafora czy oni to dosłownie rozumieli? Bo jak dosłownie to troche trudno mi to ogarnac
Ojej to jest mega interesujące! Nie wiedziałam ze śpiewanie może mieć takie głębokie znaczenie. A czy to znaczy ze jak śpiewam sobie pod prysznicem to też zbieram jakieś iskry? 😀 Serio pytam, bo jeśli intencja jest ważna to może zależy co w głowie a nie jaką konkretnie melodię?
Dobra ale praktycznie jak to wygląda? Bo czytam tu dużo teorii a chciałabym wiedzieć - siadasz, śpiewasz tę melodię bez słów i co? Ile czasu to trwa zanim coś poczujesz? Bo jak mam próbować to chcę wiedzieć czego szukać.
Hmm, ja mam troche inne pytanie. to co Poludnica opisała z tymi iskrami, to brzmi jak coś bardzo speyficznego dla judaizmu. Czy w ogóle etycznie jest brac te praktyki bez całego kontekstu religijnego? Nie mówię że nie można, ale zastanawiam sie czy to nie jest trochę... nie wiem, zawłaszczanie? Słyszałam takie głosy w kontekście jogi, buddyzmu, teraz to samo z kabałą? 🙂
To jest naprawde dobry punkt Starlight. Chociaż moja odpowiedź jest prosta: jeśli ktos wyciąga z jakiejś tradycji tylko efekt (relaks, trans, skupienie) i niema zamiaru wchodzić głębiej, to tak naprawdę nie korzysta z kabały tylko z muzyki w tle. kabała bez teologii to jak kawałek tortu bez reszty. Można zjeść ale nie mówmy ze się jadło cały tort
Przepraszam ze wchodzę z boku ale czytam ten watek od początku i mam pytanie może nie do końca na miejscu - czy ktoś słyszał żeby te praktyki śpiewu były jakoś pomocne dla osob ktore wychodza z trudnego okresu, np. po długiej chorobie albo kryzysie? Interesuje mnie bardziej ten aspekt terapeutyczny, bo znam kogoś w takiej sytuacji i szukam czegoś co mogłoby pomóc wyciszyć i zebrać się do kupy. Może to głupie pytanie w tym kontekście.
Dobra wracając do wątku głównego bo trochę odpłynęliśmy - Poludnica, masz może jakiś konkretny materiał z którym warto zacząć jeśli chce sie to zgłębiać? Pytam o literaturę, nagrania, cokolwiek. Bo Baal Szem Tow to oczywistość ale co poza tym? I czy da się w ogóle to studiować poza żywą tradycją tylko z książek? Zobaczymy co z tego wyjdzie
