Zaczełam ostatnio czytac o sufizmie i kompletnie wciągnełam sie w ten temat. Szczegulnie ten aspekt miłosci - nie romantycznej tylko takiej kosmicznej, do Boga, do wszystkiego. Rumi pisze o tym tak ze az boli w środku jak sie to czyta. i pomyslałam, ze suficka medytacja (zikr, ta z powtarzaniem imion Boga) jest w sumie bardzo podobna do mantr ktore znamy z buddyzmu czy hinduizmu. Ktos tu ma jakies doswiadczenia z tym? Bo mnie inteersuje czy to da sie praktykować nie bedac muzułmaninem czy to jest zamkniety system dla wybranych
Sufizm to jedna z tych sciezek gdzie forma jest muzulmanska ale tresc jest uniwersalna. Zikr nie musi byc dosłownym wyznaniem wiary, jest przede wszystkim rytmem, oddechem, powtorzeniem ktore wycisza ego. Czy trzeba byc muzulmaninem? Formalnie niektorzy szejkowie powiedza ze tak ale tradycja Rumiego czy Ibn Arabiego jest czytana i praktykowana przez ludzi ze wszystkich stron swiata od wiekow. Sam Rumi pisal ze milosc nie zna granic wyznania.
Tylko ze jak sie bierze cudze praktyki bez kontekstu to chyba traci sie polowe mocy, nie? To troche tak jakby ktos recytowal mantre sanskrycka nie wiedzac co znaczy. Zikr ma chyba konkretne znaczenie tych slow, nie mozna ich poprostu potraktowac jak dzwiek dla dzwieku. 😉
O, właśnie o tym myślałam ostatnio! Słyszałam o tańcu derwiszów i to mnie bardzo poruszyło, ale jakoś zawsze myślałam ze to jest niedostępne dla zwykłych ludzi spoza tej tradycji. A tu piszecie ze można sie zainspirować. To jak właściwie wygląda taki zikr od strony praktycznej, bo mam ochotę spróbować czegoś podobnego? 🙂
Nie jestem przekonana czy to jest dobry pomysl brać cokolwiek z islamu i udawac ze to jakis ogolnoludzkio duchowy system. To jest jednak religia z konkretna teologia i jak sie wyrywa z niej elementy to mozna naprawde zrobic sobie krzywde albo obraz te tradycje. Nie mowie ze ze zla wola ale wlasnie dobre checi nie wystarczą
Rumi to poeta, a poezja to co innego niz praktyka rytualna. Czytanie Rumiego nie uczyni cie sufim i nie daje ci autoryzacji do praktykowania zikru jak gdybys byl w taryce. To roznica ktora wydaje mi sie kluczowa w tej rozmowie.
A mnie zastanawia cos innego - ta suficka milosc o ktorej mowicie, ta do Boga. Czy to nie jest w sumie to samo co jak w medytacji metta (medytacja milosci i dobroci z buddyzmu)? Bo tam tez chodzi o bezwarunkowa milosc do wszystkiego. Moze te systemy po prostu trafiaja w to samo miejsce tylko innymi drogami?
ok ale jak ktos chce zaczac i niema zadnego nauczyciela ani taryki ani nic to co ma robic? siedziec i czekac? bo ja nie mam mozliwosci pojechac gdzies na warsztaty i troche sie zniecheca jak slyssze ze bez inicjacji to nic
a czy ktos probował łaczyc medytacje suficka (albo ta zainspirowaną) z jakas inna praktyka? mnie sie ostatnio snily sny gdzie byl taki rytmiczny dzwiek i jakis ruch i zastanawiam sie czy to nie jest jakis sygnal ze pownnam poexsperymentowac w tym kierunku. wiem ze sny to inny temat ale moze ktos mial cos podobnego
Wróćmy jeszcze do tego co pisała Czesława, bo to ważna kwestia. Rozumiem te obawy o zawłaszczanie tradycji, ale z drugiej strony - medytacja vipassana też pochodzi z buddyzmu i praktykują ją miliony ludzi którzy buddystami nie są i jakoś nikt nie robi z tego problemu. Gdzie jest ta granica między inspiracją a przywłaszczeniem? To naprawdę nie jest dla mnie oczywiste.
