no cóż, byłam ostatnio w Krakowie, przy Wawelu, i cos mnie tknęło żeby po prostu usiąść na trawie i posiedzieć w ciszy. Nie planowałam żadnej medytacji ale po kilku minutach zaczęło się dziać coś dziwnego - jakby powietrze gęstniało wokół mnie, oddech sam się wyrównał, a myśli po prostu... ucichły. Nigdy tak nie mam w domu, nawet jak medytuję od pół godziny. Zastanawiam się czy to przypadek czy faktycznie święte miejsca mają jakąś energię która wspomaga wejście w głębszy stan. ktos z was pracował kiedyś z medytacją w takim miejscu??? Nie mówię tylko o Wawelu, moze Góra Ślęża, Łysa Góra, jakieś stare kościoły albo kamieniołomy
To nie jest przypadek. Miejsca akumulują energię przez wieki - modły, rytuały, sam fakt że przez setki lat ludzie przychodili tam z intencją skupienia. To zostaje w ziemi, w kamieniu. Jeśli masz choć trochę otwarte czakry, szczególnie koronę i serce, to w takim miejscu efekt medytacji jest silniejszy, bo jakby wchodzisz w strumień który już płynie. Zresztą Wawel to jeden z lepszych przykładów w Polsce - tam jest kilka punktów o bardzo konkretnej energii, nie wszędzie jednakowej. 😉
Dobra ale jak to sprawdzić ze to faktycznie energia miejsca a nie poprostu zmiana otoczenia? bo siedzenie na trawie na świieżym powietrzu to normalnie inaczej działa na ciało niż klapanie w mieszkaniu. Może to fizjologia a nie żadna energia?
No tak, tu jest sedno sprawy ale mnie bardziej ciekawi coś innego. Tojadek_59, czy jak siedziałas tam i myśli ucichły to pojawiło się coś po tej ciszy? Jakieś obrazy, emocje? Bo w świętych miejscach często to co wypływa jest głębsze, szczególnie jesli ktoś ma w sobie jakieś nierozpracowane emocje albo stare rany. Pytam bo nie każdy jest gotowy na to co sie może pojawić i to warto wiedzieć przed wchodzeniem w medytację w takim miejscu.
To o czym piszesz to bardzo delikatna sprawa i dobrze że to nazywasz wprost. Miejsca o dużej energii potrafią być jak lustro - pokazują to co schowane głęboko, a szczególnie to z czym sami sobie robimy krzywdę od środka. Ten płacz który opisujesz to nie był przypadek. Ale właśnie dlatego trzeba wchodzić w takie medytacje z pewnym przygotowaniem bo energia miejsca wzmacnia wszystko, nie tylko to przyjemne. Jak ktoś nosi w sobie dużo samokrytyki albo coś cięższego, to bez zakorzenienia może się zasypać emocjami zamiast je przetrawić.
Hm, nie za bardzo rozumiem czemu akurat świete miejsce miałoby być lepsze do takiej pracy niż zwykła medytacja w domu. Rozumiem że energia i tak dalej ale... czy to nie jest przypadkiem tak że jak jesteś w nieznanym miejscu, trochę poza codzienną rutyną, to po prostu łatwiej ci się otworzyć? Jak wyjeżdżasz na wakacje to tez się inaczej śni i inaczej myślisz, nie? Nie mówię ze to bzdura, po prostu pytam czy nie przypisujemy miejscu zasługi która należy się zmianie kontekstu.
A jak ktos ma ten prbolem z samoudrecaniem sie, takim wewnetrznym, to medytacja w swietym miejscu pomoze czy raczej lepiej najpierw ogarnac troche to w domu? Bo rozumiem ze energia tam jest mocniejsza ale jak to wzmacnia wszytsko to moze wzmacniac i te negatywne schematy? Troche sie zastanawiam czy nie lepiej zaczac od jakiegos latwiejszego miejsca
