Zaczęłam ostatnio myśleć o czymś, co trudno mi nazwać jednym słowem. Siedzę rano przy kawie, słyszę jak kropi deszcz o parapet i coś we mnie... staje. Jakby czas się zatrzymał na sekundę i ta sekunda była bardziej prawdziwa niż cała reszta dnia. To nie była żadna formalna medytacja, żadna pozycja lotosu, nic. Po prostu chwila. I zastanawiam się, czy to właśnie jest to, o czym mówią nauczyciele medytacji, że sacrum nie jest gdzieś daleko, w świątyni czy na rekolekcjach, tylko tu, w tej kawie i tym deszczu. Chcę porozmawiać o powrotach energetycznych w takich właśnie momentach, bo zauważam, że po czymś takim mam więcej energii na cały dzień. Jakby coś wracało. Czy ktoś jeszcze to zna?
znam to dokladnie. i powiem szczerze, troche mnie irytuje gdy ludzie twierdzą ze sakralnosc to tylko kwestia rytuałów i specjalnych miejsc. ta kawa i deszcz to nie żaden przypadek, to jest wlasnie ta granica między autopilot a prawdziwym byciem. co do powrotow energetycznych, hmm, myslę ze to nie jest tak ze energia "wraca" z zewnatrz. raczej ze ty przestajesz ja tracic przez rozbiegany umysl. ale ciekawa jestem co masz na myśli bo widzę ze uzywasz tego pojecia w jakims konkretnym sensie
oj u mnie to sie zdarza przy zmywaniu naczyń haha, serio! jak wszyscy wychodzą z domu i jest ta cisza i cieplą woda i ja tak stoję i nagle jakbym była w zupełnie innym miejscu. ale czy to na pewno ma coś wspólnego z energią? myślałam że to po prostu taki moment relaksu
przeczytałam cały ten wątek i troche nie rozumiem. ta energia o której piszecie, to co to wlasciwie jest? bo ja jak słyszę "energia" to myślę elektryczność albo coś takiego. a tutaj chodzi o coś duchowego tak? przepraszam jak głupie pytanie, po prostu chcę rozumieć
wiesz co mnie zastanawia, jak wracam do tego wątku któryś raz i . mój dziadek miał zwyczaj siedzieć wieczorem na ganku i patrzeć na sad. nic nie robił, dosłownie nic. a był najbardziej spokojnym człowiekiem jakiego znałem. nie wiedział nic o medytacji, o czakrach, o energii. a żył tak jakby to wszytsko miał. myślę ze może za bardzo to wszystko komplikujemy. ta codzienność jest święta sama z siebie, nie trzeba wiedzieć dlaczego
dobra ale jak w ogóle odróżnić ze cos sie dzieje od tego ze po prostu trochę odpocząłem? serio pytam bo ja nie wiem. siadam czasem i patrzę w okno i jest mi dobrze ale czy to faktycznie jakis powrot energetyczny czy po prostu jestem mniej zmęczony niz przed chwila
hmm, czytam Wasze posty i mam mieszane uczucia. serio, nie mówię że to nieprawda co piszecie, ale nie mam pewności czy to "powrót energetyczny" czy po prostu neurologia. bo jak skupiasz uwagę na jednej rzeczy to mózg wychodzi z trybu ustawienie domyślne mode network i to po prostu inaczej działa. efekt jest podobny do tego co opisujecie, tylko bez żadnej mistyki. można wierzyć w jedno i drugie naraz?
ta rozmowa robi sie dla mnie coraz ciekawsza. mam pytanie do Lowczyni08 bo napisała na początku ze po takim momencie ma więcej energii na cały dzień. czy to sie zawsze powtarza tak samo? czy zależy od czegoś, od nastroju, od dnia tygodnia, nie wiem, czegoś?
powroty energetyczne, kanały, przepływy, no dobra. brzmi to wszystko ładnie ale jak ktoś miałby mi powiedziec jak sprawdzić czy to działa to co? medytuje kilka miesięcy, rozne techniki, i raz mi sie coś takiego zdarzyło a sto razy siedziałem i nic. może poprostu jedni to mają a inni nie
