Siedzę od jakiegoś czasu z tym tematem w głowie i nie wiem czy to właściwe miejsce, ale może ktoś mi pomoże to jakoś nazwać. Medytuję już od kilku miesięcy, na początku skupiałam się na oddechu, mantrach, wizualizacjach, ale ostatnio zaczęło mi się zdarzać coś dziwnego. Pomiędzy myślami pojawia się taka... cisza? Nie wiem jak inaczej to opisać. Jakby krótka przerwa w której nie ma żadnej treści, ale jednocześnie jestem w pełni obecna. To trwa może sekundy, ale jest bardzo wyraźne. Czy ktoś wie o czym mówię i czy to w ogóle jest to czego szukamy w medytacji?
o matko tak, wiem dokładnie o czym piszesz! U mnie też się to zdarza i za każdym razem mam takie uczucie że za chwilę cos się wydarzy, jakieś przejście albo wgląd. Ale potem myśl wraca i "normalność" się odbudowuje. Pytanie czy ta przestrzeń to jest coś co można jakoś rozszerzyć? Bo ja nie mam pojęcia jak to robić świadomie, u mnie to przychodzi samo.
Znam ten stan bardzo dobrze, medytuję już ładnych kilka lat i powiem wam szczerze - to jest wlaśnie ten punkt o który chodzi. Różne tradycje nazywają to różnie, w zen to jest coś w rodzaju "satori" w drobnej skali, w innych szkołach mówi się o "świadku" albo czystej świadomości. Ale żebyście nie myślały że to od razu jest jakieś wielkie oświecenie bo to nie tak działa. To bardziej jak... podejrzenie przez szparę w drzwiach. I tak, można to rozwijać ale nie przez siłę. przez cierpliwość i przez niełapanie się tej chwili jak tylko się pojawi.
no i proszę, a mozna wejsc w ten stan szybciej jakos? czytałem ze niektore substancje np grzyby ponoć daja wglad w cos podobnego. ktos probowal i moze porowac jak to jest wzgledem zwyklej medytacji?
Ech, Szymek, rozumiem ciekawość bo sama sie kiedyś nad tym zastanawiałam. Ale z własnego doświadczenia powiem że te "skróty" miewają swoje konsekwencje energetyczne i nie zawsze te dobre. Miałam koleżankę która przez jakiś czas eksperymentowała z różnymi rzeczami i mówiła że owszem, cos tam widziała i czuła ale potem przez długi czas nie mogła się "zebrać" do zwykłej medytacji, jakby ta cicha przestrzeń się dla niej zamknęła. Nie mówię że to regula ale energetycznie to chyba nie jest to samo co wypracowane doświadczenie
Dokładnie to masz. Ten paradoks jest znany od dawna i chyba każdy kto medytuje dłużej przez to przechodzi. Próbujesz złapać i już uciekło. Jedna rzecz która mi pomoogła to przestać traktować tę ciszę jak cel a zacząć ją traktować jak tło ktore już zawsze jest. Jakby ona nie przychodziła i nie odchodziła ale to myśli są gośćmi a cisza jest gospodarzem. Ale przyznaję szczerze - to łatwiej powiedzieć niż zrobić 🙂
Hmm, zastanawiam się czy to co opisujecie nie ma związku z liczbą 0 w numerologii, takim absolutnym punktem wyjścia. Bo ta "pusta obecność" brzmi jak cos analogicznego, przestrzeń przed wszelką formą. Może medytacja po prostu nas z tym łączy na poziomie energetycznym? Albo i nie, może to czysto psychologiczne, nie wiem.
Śledzę tę dyskusję i zacznę od wyznania że sama dopiero zaczynam z medytacją i ta "pusta przestrzeń" brzmi dla mnie jak coś bardzo odległego. U mnie w głowie jest taki nieustanny gwar, myśli gonią myśli i nawet 10 minut siedzenia w ciszy to dla mnie wyzwanie. Czy to znaczy że jestem za bardzo "zablokowana" żeby to kiedykolwiek poczuć? Pytam szczerze bo trochę się zniechęcam. 🙂
wracajac do tematu substancji bo Iga04 poruszyła ciekawy watek. Chyba chodzi o to ze substancje moga pokazac jak ta przestrzen wyglada ale nie daja narzedzi zeby tam wrócic samemu. To troche jak dostac mapę krainy którą nigdy sam nie mozna odwiedzic. No i te energetyczne kwestie o których Pogoda.1 wspominała, to chyba nie bez powodu tradycje szamanskie mają bardzo konkretne protokołły i przygotowania przed użyciem takich rzeczy, to nie jest "wez i zobacz".
Nie znam się specjalnie na czakrach ale wydaje mi się ze to co opisujecie moze być po prostu kwestią tego że układ nerwowy jest zmęczony albo rozregulowany po takim doświadczeniu. Medytacja uczy spokoju, a substancje idą w odwrotnym kierunku. Nie wiem czy trzeba od razu szzukać wyjaśnienia w energii subtelnej. :/
Czytam i się zastanawiam nad jedną rzeczą - czy ta "pusta obecność" nie jest czasem poprostu stanem przed zaśnięciem? bo ja mam coś takiego w tej granicy między jawą a snem, takie rozluźnienie myśli i chwilowe poczucie że "ja" trochę się rozpływa. To jest to samo czy coś innego?
ojej Janeczka, to ciekawe! Bo u mnie wlaśnie chyba jest ta "dziura" o której mówisz i teraz zaczynam podejrzewać że może jednak dryfuję a nie medytuję. chociaż z drugiej strony to może po prostu znaczy że jestem na początku drogi i jeszcze nie umiem tego rozróżnić? Trochę mnie to zniechęca...
wracacjac do tego wątku o substancjach bo chyba nie skończyliśmy - Dziewanna65 pisała że to kwestia układu nerwowego i może mieć rację ale to nie wyklucza wyjaśnienia energetycznego. Układ nerwowy i ciało subtelne mogą być dwoma opisami tego samego zjawiska, nie? Jedno to język medycyny, drugie to język ezoteryki. iga04 pytała o czakry - moim zdaniem korona jest tu tylko jedną stroną, równie ważne jest uziemienie, baza. Jak ktos ma rozchwiane pole to nie dlatego ze korona przeciążona a dlatego ze niema fundamentu.
Wracam do wątku głównego bo trochę odpłynęłam w czytaniu - ta dyskusja o stanach hipnagogicznych i "rześkości po" jest dla mnie super pomocna, dziękuję Janeczce za to rozróżnienie, to naprawdę coś układa w głowie! Ale zastanawiam się też nad czymś innym - czy ta "pusta obecność" o której cały czas mówimy, to jest stan który ROŚNIE z praktyką? Znaczy, czy u kogoś kto medytuje długo te chwile są dłuższe, częstsze? Czy może zawsze zostaje ułamkiem sekundy tylko coraz lepiej się go zauważa?
