Chciałam poruszyć temat, który mi od jakiegoś czasu chodzi po głowie, bo nie za bardzo widzę żeby ktoś o tym pisał wprost. Chodzi mi o te fizyczne doznania podczas głębszych medytacji, konkretnie to ciepło i zimno które pojawia się w polu. Jak robię dłuższe sesje, to czuję wyraźne fale ciepła przechodzące przez ciało, ale co jakiś czas przychodzi takie dziwne, punktowe zimno - jakby ktoś przyłożył lód do konkretnego miejsca na plecach albo na karku. I zastanawiam się czy to jest właśnie ta inicjacja o której czytałam, to przejście na inny poziom, czy po prostu mam przestać medytować przy otwartym oknie 🙂 Serio pytam bo to pojawiło się akurat wtedy kiedy intensywnie pracowałam nad piątą czakrą i nie wiem co o tym myśleć.
o matko, ja mam dokładnie to samo! to zimno na karku to juz chyba mój znak rozpoznawczy podczas medytacji, zaczęłam nawet sprawdzać czy nie ma przeciągu bo tak to czuć. ale to wraca w tym samym miejscu niezalezanie od pory roku wiec to chyba nie okno. ty myślisz ze to ma związek z czakrą gardła czy bardziej z trzeciookim? bo mi się to pojawia właśnie kiedy próbuję skupić się wyżej, na czole, a nie na gardle
Ciepło i zimno w polu to dwie zupelnie różne energie i nie wrzucałbym tego do jednego worka. Ciepło zwykle sygnalizuje przepływ, otwieranie. Zimno bywa czymś innym - albo wchodzeniem w stan głębszego spoczynku, albo kontaktem z czymś zewnętrznym wobec twojego pola. Nie twierdzę że to jedno czy drugie ale zanim ktoś uzna to za inicjację, warto sie zapytać - co poprzedzało tę sesję? Jakie intencje były ustawione?
a ja mam pytanie troche z innej beczki bo sie nad tym zastanawiam od jakiegos czasu - to zimno o ktorym piszecie, ono jest przyjemne czy raczej nieprzyjemne? bo jak czytalem o inicjacjach to pisali ze to moze byc oznaka ze cos "wchodzi" do pola i nie zawsze chodzi o cos pozytywnego. nie chce straszyk ale serio sie pytam bo sam medytowalem kiedys dluzej i czulem cos zimnego za plecami i sie poprostu przestraszylem i wyszedlem z medytacji
Inicjacja to słowo które łatwo rzucić i trudno opisać co naprawdę oznacza w kontekście medytacji. W tradycjach runicznych mówi się o prógu - przekroczeniu go nie jako jednorazowym zdarzeniu ale jako procesie który może trwać miesiącami. To ciepło i zimno o którym piszecie, dla mnie to sygnały z pola że coś się przesuwa, ale samo przesunięcie to jeszcze nie przejście. Można wiele razy czuć te sygnały i nigdy nie przekroczyć progu, bo przekroczenie wymaga czegoś więcej niż doznania fizyczne podczas sesji.
hej wchodzę bo czytam i mam pytanie moze głupie ale - czy to jest tak ze kazdy kto medituje w koncu te zimno/cieplo poczuje? czy to jest cos co musi sie pojawic zeby mowic o jakims poziomie? bo ja medituje od jakiegos czasu i nie czuje kompletnie niczego fizycznego, maximum ze zasypiam i tyle. zaczynam sie zastanawiać czy nie robie czegos zle albo czy to w ogole u mnie działa
nie, absolutnie nie każdy to czuje i brak tych doznań fizycznych nie znaczy że medytacja "nie działa". to jest jeden z większych mitów w tych kręgach że jak nie ma efektów które da się opisać fizycznie to nic się nie dzieje. część ludzi pracuje w obrazach, część w doznaniach, część w ciszy bez żadnych sygnałów sensorycznych i to wszystko jest normalne. szczerze - ci którzy od razu czują dużo to nie zawsze ci którzy głębiej wchodzą. Zielarz.x, to zasypianie to znaczy że twój układ nerwowy jest bardzo napięty i wlasnie tam bym zaczął patrzeć, nie w brak doznań
