Medytacja to nie zawsze cisza i spokój, to wiedzą ci co siedzą w tym dłużej. Czasem wchodzisz głębiej i trafiasz na coś co ciezko nazwać inaczej niż "cień" albo właśnie demon, choć to słowo zaraz wywoła dyskusję 🙂 Mnie interesuje konkretnie ten moment kiedy podczas głębszego skupienia pojawia się jakaś energia która nie jest twoja - czujesz opór, ciężkość, czasem strach bez powodu. Pytanie do Was: czy to jest zawsze coś z zewnątrz, czy to raczej nasze własne nieuświadomione partie psychiki które wychodzą przy wyciszeniu? Bo znam obie interpretacje i obie mają sens, ale nie są tym samym jeśli chodzi o to co z tym robić.
Znam to dobrze. Wysiłek ktory wkładasz w medytację ma znaczenie - im bardziej się "starasz" w sensie napinasz, tym bardziej te cienie mogą się aktywować. Paradoks polega na tym ze napięcie w skupieniu to troche jak zaproszenie dla wszystkiego co siedzi pod spodem. Wiec zanim w ogule zacznie się mówić o demonach zewnętrznych, warto sprawdzić ile z tego to kwestia samego wysiłku. Czy medytujesz z nastawieniem walki czy raczej obserwacji?
No to teraz czekam aż ktoś powie że demony to tylko projekcja podświadomości i że Jung to wyjaśnił. Słyszałam to z dziesięć razy. Jasne, częściowo tak, ale redukowanie wszystkiego do psychologii to też uproszczenie w drugą stronę. Sama miałam sytuacje podczas medytacji kiedy coś wyraźnie nie należało do mnie i żadna "praca z cieniem" tego nie rozwiązała. Dopiero zmiana intencji i zamknięcie przestrzeni pomogło. Więc ta dyskusja o wewnętrzne/zewnętrzne jest ok, ale nie robiłabym z niej dogmatu.
Ciekawe że nikt jeszcze nie zapytał skąd w ogóle bierze się ta nazwa "demon" w kontekście medytacji, bo to słowo robi dużą robotę i nie zawsze znaczy to samo. W tradycjach buddyjskich Mara to jest "demon" który kusi i rozprasza, ale kompletnie inaczej rozumieją go niż w chrześcijaństwie. Więc o jakich cieniach właściwie rozmawiamy? Bo jeśli mówimy o energiach które wyczuwamy podczas skupienia, to jedno. Jeśli o konkretnych bytach z własną wolą, to juz inne pytanie i inne metody. Tojadek napisała że zmiana intencji pomogła - to pasuje bardziej do bytów niż do projekcji.
ojej, czytam to i trochę mnie to przeraża szczerze mówiąc 🙁 sama dopiero zaczynam medytować i nie wiedziałam że można na coś takiego trafić. czy to jest czeste? znaczy czy każdy przez to przechodzi czy tylko jak ktoś robi to bardzo intensywnie jak Kupalo58 pisał? bo teraz troche sie boję że jak zacznę medytować głebiej to wywołam coś czego nie chcę
mam pytanie troche z innej strony - czy ktos probował jakos sie przygotowac przed medyatcja zeby to ograniczyc? znaczy jakies uziemienie, kamienie, cokolwiek. bo czytam te posty i mam podobne doswiadczenia, pare razy cos dziwnego sie pojawilo przy głebszym skupieniu i nie wiedziałem co z tym zrobic. poprostu kończyłem sesję i tyle. ale chętnie bym wiedział czy jest jakis sposob żeby wejsc głebiej a jednoczesnie nie otwierac sie na to co nieprzyjemne
