Cześć wszystkim 🙂 zastanawiam sie od jakiegoś czasu czy podczas medytacji można w ogóle nawiązać kontakt z aniołami albo innymi istotami światła bo czytałam różne rzeczy i jedni mówią że tak, inni że to tylko własna wyobraźnia. Sama parę razy miałam wrażenie że podczas głębokiej medytacji coś "jest" obok mnie, takie ciepło albo obecność, i nie wiem jak to interpretować. Ktoś miał podobnie? Jak w ogóle odróżnić prawdziwy kontakt od zwykłego majaczenia głowy?
O wlasnie, ja też o tym myślę! Podobno jak się dostatecznie wyciszysz to anioły same dają znać o swojej obecności bo wibracje się wyrównują i wtedy jest "okno" na kontakt. ale zastanawiam się czy w takim razie powinno się jakoś aktywnie prosić o ten kontakt czy raczej tylko czekać i być otwartą?
No dobra ale tu jest pewien problem z tą koncepcją "wyrównywania wibracji" bo to brzmi ładnie a w praktyce jest dużo bardziej złożone. Medytacja to nie jest nadajnik radiowy którego stroiszz na anielską częstotliwość 🙂 Jeśli chodzi o kontakt z jakimikolwiek istotami w trakcie medytacji, to kluczowe jest właśnie to o czym napisała Wegka - jak to odróżnić. I tu wchodzi kwestia niezaangażowania, bo jeśli bardzo chcesz żeby to był anioł, to twój umysł ci to zaserwuje. Proste.
Właśnie to niezaangażowanie to jest serce całej kwestii i moim zdaniem jest tu sporo nieporozumień w tym wątku. Niezaangażowanie w kontekście medytacji i pracy z istotami to nie jest bierność ani obojętność. To jest stan w którym jesteś świadkiem doświadczenia, nie jego aktorem ktory coś forsuje. Możesz mieć intencję nawiązania kontaktu - to jest ok. problem zaczyna sie kiedy masz OCZEKIWANIE konkretnej formy: że to będzie akurat anioł że będzie wyglądał tak i tak że powie to co chcesz usłyszeć. To wtedy umysł dostarcza zamówiony towar. Celestyna opisała dobrze - informacja przyszła bez zamawiania.
To co opisuje Barni to jest właściwie fundament całej praktyki medytacyjnej, niezależnie od tego czy medytujesz z intencją kontaktu z aniołami czy bez żadnej intencji. Ten stan świadka to nie przychodzi z dnia na dzień. Mnie bardzo pomogło skupienie na oddechu właśnie po to żeby obserwować jak myśli i oczekiwania pojawiają się i odpływają, bez przywiązywania się do nich. Jeśli pojawia się myśl "o, może to anioł" to ją widzisz i puszczasz, nie budujesz na tym historii.
Przepraszam że sie wtrące ale troche nie rozumiem tego "puszczania" - jak juz cos czujesz to jak niby mozesz to puścić? Przeciez jak czujesz cieplo albo obecnosc to twoj umysl automatycznie zaczyina to interpretowac. To chyba fizycznie niemozliwe zeby nie myslec o tym co wlasnie czujesz nie?
To mi trochę rozjaśnia całą sprawę bo chyba właśnie robiłam ten błąd o którym mówi Ametystia - jak czułam tę obecność to od razu w głowie zaczynałam snuć co to może być i wtedy to jakby uciekało. A teraz rozumiem że to mogło być właśnie dlatego. Tylko mam takie pytanie do Franciszki bo ona to dobrze uchwyciła - czy wg ciebie to w ogóle ma sens żeby w medytacji INTENCJONALNIE kierować sie ku aniołom, skoro tak ciężko odróżnić co jest kontaktem a co projekcją? Czy to nie jest z góry skazane na to że będziemy się nakręcać? Tyle na dziś, głowa mi paruje
