Zaczęłam się nad tym zastanawiać po tym jak bliska mi osoba była ciężko chora i rozmawiałyśmy o tym, co czuje. Powiedziała mi że podczas pewnych stanów granicznych miała wrażenie jakby jej świadomość "wychodziła" poza ciało i obserwowała wszystko z zewnątrz. I zaczęłam szukać czy medytacja może w jakiś sposób przygotować człowieka na ten moment przejścia. Nie chodzi mi o śmierć jako koniec, ale o to czy możemy przez praktykę uczyć się jak świadomie przeżyć ten moment. Czy ktoś z was się tym zajmował? Czy są jakieś konkretne techniki? 🙂
Temat jest ważny i mało kto chce go poruszać wprost więc dobrze że ktoś w końcu zapytał. w tybetańskiej tradycji jest Bardo Thodol, czyli Tybetańska Księga Umarłych i tam jest cały system przygotowania świadomości na moment śmierci przez praktykę w życiu. Chodzi o to żeby w chwili przejścia nie panikować tylko rozpoznać to co sie pojawia. Ale żeby to działało, to trzeba latami ćwiczyć rozpoznawanie stanów świadomości podczas medytacji
Kurcze, nigdy bym nie wpadł że medytacja moze mieć coś wspólnego ze śmiercią w takim sensie. Zawsze myślałem że to głównie na stres i koncentrację. Ale jak o tym piszecie to ma sens - jak trenujesz obserwowanie własnych myśli bez przywiązania, to może faktycznie w momencie kiedy wszystko odpada, jesteś mniej przerażony? Czy to tak to działa?
Mam zapisane w notatniku kilka rzeczy z różnych źródeł i to co Leokadia05 pisze pokrywa się z tym co znalazłam u Sogyal Rinpochego. On pisze że śmierć jest wlasciwie wielką szansą na przebudzenie ale tylko jeśli człowiek jest przygotowany. I że medytacja to wlaśnie trening umysłu który ma go przygotować. Ciekawe jest to co napisałaś o tej osobie i jej doświadczeniach granicznych - bo w tradycji tybetańskiej takie chwile są opisywane bardzo podobnie, to tzw. rigpa, czysta świadomość która pojawia się w momencie śmierci.
ojej to jest tak głęboki temat, dziękuję że ktos to otworzył! Ja czytałam coś o tym że w wielu tradycjach mówi się iż sen jest "małą śmiercią" i że właśnie dlatego praktyki medytacyjne przed snem mają takie znaczenie. Że niby uczymy się codziennie "odpuszczać" świadomość i to ma być taki trening na to ostateczne odpuszczenie. Czy ktoś z was robi coś takiego przed snem?
Powiem szczerze, trochę sceptycznie podchodzę do całego tego wątku z "przygotowaniem na śmierć przez medytację". Nie dlatego ze temat jest zły ale dlatego że strasznie łatwo tutaj wpaść w wishful thinking. Nikt żywy nie wrócił i nie powiedział że te praktyki działają tak jak obiecuje tradycja. Doświadczenia graniczne są interesujące ale to nie jest to samo co śmierć. Nie mówię że praktyka jest bez sensu, ale bym uważał z traktowaniem tego jako czegoś udowodnionego.
czytam i ciekawa jestem - to znaczy ze jak ktos regularnie medytuje to ta energia przy smierci jest inna niz u osoby ktora nie medytuje? bo cos takiego slyszalam ale niewiem czy rozumiem jak to dziala dokladnie. czy ktos moze wytlumaczyc proostszymi slowami?
ja mam pytanie bo nie rozumiem jednej rzeczy - czy to znaczy ze medytacja uważności w stylu tym codziennym na stres itd. też ma taki efekt czy trzeba specjalnych praktyk? bo czytam i wydaje mi sie ze o zupłenie innych technikach mówicie niz to co ja robię
no no, phowa to nie jest rzecz którą można sobie tak zacząć robić bez nauczyciela, serio. Czytałam że to wymaga inicjacji i praktyki pod okiem mistrza bo inaczej można narobić sobie kłopotów energetycznych. Nie chcę straszyć, ale to nie jest jak wizualizacja z youtube 🙂
wracajac do tematu - mnie bardziej niż techniki interesuje to co napisała na początku o świadomości energii. Miałam raz bardzo intensywną medytację i pod koniec czułam jakby moja świadomość zaczęła "rozlewać się" poza granice ciała. Nie wiem jak inaczej to opisać. I pomyślałam wtedy że może takie stany dają przedsmak tego jak może wyglądać przejście. Czy ktoś miał podobne doświadczenie i łączył to z tematem śmierci?
oj tak, miałam coś takiego! To uczucie że "ja" jest większe niż ciało i że granica między mną a resztą jest niewyraźna. Dla mnie to było trochę przerażające na początku ale potem cudowne. I wlaśnie - jak myślisz że to jest ta sama energia? Że medytacja otwiera coś co normalnie jest zamknięte?
hej a czy ktoś poleca jakieś konkretne książki od których można zacząć jeśli chodzi o ten temat? bo Tybetańska Księga Umarłych brzmi poważnie ale nie wiem czy to jest dobry start dla kogoś kto dopiero zaczyna sie tym interesować
mnie tez zastanawia jedna rzecz - jak odroznić w medytacji takie naturalne "rozszerzenie" świadomości od cezgoś niepokojącego? pytam bo sama miałam stany gdzie nie wiedziałam czy to jest okej czy powinnam sie przestraszyć
dobra mam pytanie które mnie gnębi od jakiegoś czasu - czy to "rozlewanie się" świadomości o którym piszecie Dagmarkaa i Whisperia, to jest cos co pojawia się samo czy trzeba specjalnej techniki żeby to wywołać? bo jak to słyszę to brzmi bardzo intensywnie i nie wiem czy ja w ogóle jestem na to gotowy
u mnie przychodziło samo, nigdy celowo tego nie wywoływałam. to chyba ten rodzaj stanu który przychodzi kiedy przestajesz się starać. jak się skupiasz na oddechu i w pewnym momencie już nie ma żadnego wysiłku, po prostu jesteś - i wtedy granice się rozmywają. ale Anastazy96 - nie bój się, to nie jest nic gwałtownego, przynajmniej u mnie nigdy nie było
coś mi mówi ze ta cała dyskusja o energii świadomości kręci się wokół dość mglistych pojęć i nikt tu nie próbuje nawet zdefiniować o czym mówi. "energia świadomości", "pole energetyczne", "rozlewanie się" - to brzmi powtarzalnie ale co to wlasciwie znaczy? co ktoś czuje konkretnie, fizycznie, w ciele?
wlaśnie to co opisuje Leokadia05 - to uczucie ciężkości albo lekkości, miałam to! i zastanawiałam się właśnie czy to ma jakiś zwiazek z tym co opisują przy chwili śmierci. bo czytałam ze podobno umierający też czasem mówią o poczuciu lekkości. czy to może byc ta sama przestrzeń do której odnosi się cały ten temat?
mam w notatkach coś na ten temat - w tradycji tybetańskiej jest pojęęcie "rigpa", czyli nagiego przebudzenia, i opisuje się je wlaśnie przez brak granicy między obserwatorem a obserwowanym. i co ciekawe, ten stan ma pojawiać się w momencie śmierci niezależnie od tego czy człowiek jest do niego przyzwyczajony czy nie. różnica jest tylko taka że ktoś kto to zna z medytacji rozpoznaje to i nie ucieka w panikę. a ktoś bez praktyki poprostu traci orientację
ale zaraz, czyli to znaczy ze ten stan sie pojawi u KAZDEGO przy smierci??? i medytacja tylko pomaga go rozpoznac? bo jesli tak to w sumie brzmi troche inaczej niz myslalam, myslalam ze chodzi o to zeby osiagnac cos specjalnego a nie zeby byc gotowym na cos co i tak sie stanie
