Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad czymś i nie wiem czy to w ogóle jest poruszane na tym forum. Chodzi mi o medytację jako sposób na regenerację duszy, ale nie samotnie, tylko we dwoje. Mam na myśli sytuację gdzie dwie osoby razem pracują nad uzdrowieniem jakichś ran, blokad, tego co między nimi jest albo co nosiły w sobie. Czy ktos w ogóle próbował czegoś takiego? Sama medytuję od jakiegoś czasu ale zawsze solo i jakoś mi chodzi po głowie że z kimś bliskim mogłoby to zupełnie inaczej działać. Ciekawa jestem waszych przemyśleń bo trochę sceptycznie do tego podchodzę ale z drugiej strony coś mnie ciągnie żeby spróbować
Praca we dwoje to zupełnie inna para kaloszy niż solo. Energia między dwiema osobami robi swoje i to na plus i na minus. Jeśli obie osoby są gotowe to może być naprawdę głęboka praca, ale jak jedna idzie z oporem to potrafi zablokować cały proces. Pytanie podstawowe: czy ta druga osoba też tego chce i rozumie po co to jest, czy ma być tylko uczestnikiem bo ty tak postanowiłaś?
Ważna uwaga od Michalinki. Do tego dodam że "regeneracja duszy" to pojęcie dość szerokie i zanim zaczniesz medytować z kimś, dobrze by było wiedzieć co konkretnie chcesz uzdrowić. Rany między wami? Coś co ta osoba nosi w sobie? twoje własne coś, tylko w jej obecności? To są trzy zupelnie różne ścieżki i wymagają innego podejścia.
A czy nie jest tak, że jak dwie osoby medytują razem to automatycznie ich energie się łączą i to działa mocniej? Bo ja to tak rozumiem, że dwoje ludzi to jakby podwójny strumień energii i powinno być lepiej niż jeden.
no właśnie chciałem zapytać o to samo co sliwowa, bo gdzieś czytałem że jak dwie osoby skupiają intencję razem to może być silniejszy efekt, ale pewien nie jestem czy to prawda czy jakis mit. jak to w ogóle działa to łączenie energii podczas medytacji?
@Jaroslawa53 dobrze wyczuła coś ważnego pisząc o uzdrowieniu "ran". Bo tu nie chodzi o technikę tylko o gotowość. Widziałam wiele prób pracy duchowej we dwoje i te które cokolwiek dawały, zawsze zaczynały sie od szczerej rozmowy przed jakąkolwiek medytacją. Co chcemy przepracować, gdzie boli, na co jesteśmy gotowi. Bez tego to jest wspólne siedzenie w ciszy, może przyjemne, ale nie leczące.
Ale jak w ogule wygląda taka sesja we dwoje? Siedzicie naprzeeciwko siebie, twarzą w twarz? Czy raczej obok? I czy w ogóle mówicie do siebie cos w trakcie czy to ma być cisza?
Są różne podejścia i nie ma jednej właściwej formy. Najprostsze to wlaśnie wspólna cisza, ten sam czas, ta sama przestrzeń, każde skupione na sobie ale z intencją wsparcia dla drugiej osoby. bardziej zaawansowane to medytacje z prowadzeniem, gdzie jedna osoba mówi i prowadzi drugą przez jakiś proces. Jeszcze inne podejście to praca z oddechem synchronizowanym. Każde z tych daje inny efekt. Do czego wy konkretnie zmierzacie, to powinno wybrać formę.
Miałam doświadczenie takiej pracy z bliską osobą i chcę powiedzieć, że byłoby inaczej niż się spodziewałam. Spodziewałam się ciepła i połączenia, a zamiast tego w połowie sesji wyłazły rzeczy, których żadna z nas się nie spodziewała. Łzy, złość, takie rzeczy które leżały na dnie. Nie mówię że to źle, ale warto być gotową na to że głębsza praca może wywołać coś trudnego i wtedy naprawdę ważne jest żeby było między wami dużo bezpieczeństwa i zaufania.
Jak chcecie połączyć energie to polecam żebyście usiadły tak żeby wasze aury się stykały, czyli mniej więcej metr od siebie, i zaczęły od wspólnego oddechu. Trzy wdechy i wydechy razem, synchronicznie, i to już ustawia was na tę samą częstotliwość. Potem można wejść w właściwą medytację i ta synchronizacja działa w tle cały czas.
troche z boku ale mam pytanie ogolne bo nie kumam jednej rzeczy - jak w ogole rozpoznaje sie czy ta praca we dwoje dziala? Bo solo jak medytuję to czuję albo nie czuję pewne rzeczy i jako tako wiem czy sesja była dobra czy nie. A we dwoje jak to oceniasz, skoro nie wiesz co czuje ta druga osoba?
rany, dobre pytanie Vormik. I tu właśnie pojawia sie temat rozmowy po sesji jako jej integralnej części. Sama medytacja to nie jest cały proces, to jest środek. To co dzieje się kiedy z niej wychodzisz, co mówisz, czego nie mówisz, co zauważyłaś w sobie i co chcesz powiedzieć tej drugiej osobie, to jest właśnie uzdrowieniowa część. Bez tego zamknięcia to jest tylko doświadczenie, niekoniecznie przemiana.
Mi sie przypomina jak robiłam cos podobnego z koleżanką, nie żadna zaawansowana technika, po prostu siedziałyśmy razem, muzyka w tle, każda skupiona na sobie ale z myślą o tej drugiej. I po tym po prostu rozmawiałyśmy długo o tym co każda poczuła. i wiesz co, ta rozmowa po była ważniejsza niż samo siedzenie. Coś się w powietrzu zmieniło, trudno to opisać, ale obie to czułyśmy.
okej to zaczynam rozumieć że chodzi bardziej o całość tej przestrzeni razem niż o jakis magiczny efekt samej medytacji. ale mam jeszcze jedno pytanie do Jarzebinki bo pisała o synchronizowaniu oddechu, to brzmi ciekawie, jak to praktycznie wygląda? czy to jest tak ze sie liczy razem czy jeden czeka na drugiego?
ale bynajmniej nie jest tak że jak się zsynchronizujecie to po prostu macie te same odczucia podczas medytacji? bo trochę tak to sobie wyobrażam, że jak oddychacie tak samo to jakby jesteście na tej samej fali i doświadczacie podobnych rzeczy
trochę się zgubiłam w tej dyskusji bo poruszacie tyle rzeczy naraz, ale chciałam zapytać Jaroslawa o jedną rzecz, bo piszesz o regeneracji duszy, to czy ta druga osoba w tej waszej pracy ma być jakby partnerem równym tobie czy bardziej kimś kto cię prowadzi? bo to chyba jednak robi różnicę jak do tego podejść
ta kwestia partnerstwa albo prowadzenia to jest ważna rzecz. Kiedy my z koleżanką siedziałyśmy razem, to też żadna z nas nie była "tą od prowadzenia" i jakoś to działało. Ale powiem wam że był moment kiedy jedna z nas weszła głębiej a druga zaczęła się niepokoić i chciała przerywać. I tu właśnie brakuje kogoś z zewnątrz, bo same nie wiedziałyśmy która ma ustąpić.
właśnie, sygnał dotykowy to jest coś co polecam ustalić zawsze przed! można też mieć umówiony dźwięk, np. stukanie w podłogę albo coś prostego. chodzi o to żeby mieć jakiś kod który mówi "hej, wróć" bez słów. to jest nieocenione kiedy jedna osoba jest naprawdę głęboko
