Medytuje od jakiegos czasu i ostatnio zaczalem sie zastanawiac nad czyms co mnie troche niepokoi. Bo wiadomo ze celem medytacji jest jakis spokój, cisza umyslu i tak dalej, ale im dluzej siadam do praktyki, tym bardziej mam wrazenie ze... to wszytsko wokol mnie jest jakos mniej realne niz myslalem. Jakby zycie to sen z ktorego mozna sie obudzic. czytałem troche o fluktuacjach w medytacji, o tym ze swiadomosc sie "rusza", raz jest glebiej raz plyciej i zastanawiam sie czy to co czuje to jest wlasnie ten etap, to przejscie do jakiegos porzucenia iluzji o jakim sie mowi w tych budyjskich tekstach, czy po prostu mam za malo snu i sie rozmywam 😀 Ktos mial podobnie? Bo nie bardzo wiem jak to rozpoznac.
To co opisujesz brzmi znajomo i nie, to nie jest wynik braku snu 😉 Fluktuacje to fundamentalna sprawa w praktyce medytacyjnej i bardzo czesto wlasnie na tym etapie pojawiaja sie takie wrazenia jakby "podlogi nie bylo pod stopami". klasycznie opisuje sie to jako przejscie miedzy dwoma stanami uwagi - ta z powierzchniowa identyfikacja z mysla i ta bardziej swiadoma, ktora juz troche widzi jak ta identyfikacja dziala. To nie jest jeszce porzucenie iluzji w pelnym sensie ale mozna powiedziec ze stoisz na progu. Pytanie do Ciebie: czy te wrazenia pojawiaja sie tylko podczas medytacji, czy rowniez w zyciu codziennym?
Hmm, mnie to troche niepokoi jak czytam bo jestem na poczatku z medytacja i nie wiem czy chcialabym "stracic kontakt z rzeczywistoscia" w jakims sensie. To znaczy... czy to jest bezpieczne?? bo to co piszesz Cezary brzmi jakby umysl zaczal robic cos nieoczekiwanego, a ja troszkę sie boje takich sytuacji gdzie cos wychodz poza kontrole.
Kurcze, ja sie wcinam bo mam podobne doswiadczenie ale z innej strony. Mialam taki okres ze medytowalam regularnie z pol roku i wlasnie to "widzenie z klocków" jak to Cezary ladnie ujal zaczelo mi sie zdarzac na codzien. I na poczatku bylo super, czulam sie jakby ktoś sciagnął jakies okulary, ale pozniej przyszedl moment kiedy to bylo... no troche przytlaczajace. Bo jak widzisz ze kazda rozmowa to tez pewien spektakl i kazde dazenie to pewna konstrukcja, to momentami nie bardzo wiesz jak byc normalnie z ludzmi 😀 Czy Cezary to tez czujesz czy na razie jest tylko to ciekawe uczucie? :))
Czytam i zastanawiam sie czy to "porzucenie iluzji" to jest jakis konkretnny moment, ze nagle wiesz czy raczej stopniowy proces. bo z tego co piszecie to jakby sie nie dalo tego zaplanowac ani przewidziec kiedy przyjdzie
to co piszecie o fluktuacjach czy one maja jakis zwiazek z czakrami? Bo gdzies czytalam ze niestabilnosc w medytacji moze byc zwiazana z nieddroznymi czakrami i wtedy ta swiadomosc "skacze" bo niema gdzie przeplyac. Nie wiem czy dobrze to rozumiem, moze ktos to wyjasni lepiej bo troche mi sie to miesza z tym co opisuje Cezary.
