Hej, chciałam zapytać o coś co mnie ostatnio mocno absorbuje. Medytuje od jakiegoś czasu i zaczęłam zauważać, że podczas głębszych sesji wchodzę w taki stan... nie śpię, ale jakby odpływam. I w tym stanie zaczęłam dostrzegać obrazy, sytuacje, które wyglądają jak wspomnienia ale nie moje własne. Jakby echo czegoś starszego. Ktoś to zna? Zastanawiam się czy to właśnie są te "sny jawy" o których gdzieś czytałam albo może coś innego zupełnie. Nie chce mi się wierzyć że to tylko wyobraźnia bo to ma inną "fakturę" niż zwykłe myśli
O, to ciekawy temat bo wlasnie stany hypnagogiczne (czyli te między jawą a snem) są od dawna opisywane w różnych tradycjach. Ale ta "faktura" o której piszesz to ważna wskazówka bo naprawde jest różnica między tym co produkuje umysł sam z siebie a czymś co "przychodzi". Pytaniie tylko czy te obrazy mają jakiś sens czy są chaotyczne? Bo to może wskazywać skąd się biorą. Pamiętam jak kiedyś jedna znajoma miała podobnie i przez długi czas myślała że to jej własne lęki, a potem okazało się że to było coś co niosła po linii matki. Długa historia. :/
Też mam czasem coś takiego podczas medytacji! Dzięki że napisałaś bo myślałam że jestem jedna taka dziwna 🙂 U mnie to częściej twarze, nieznajome twarze. Nie straszne, po prostu... obce. I coś mi mówi że one mnie obserwują bardziej niż ja je. Nie wiem czy to "energia przeszłości" jak sugeruje tytuł czy po prostu mój umysł płata figle. Ale to uczucie jest bardzo realne
Zanim pójdziemy dalej, jedno pytanie do Cynobryt: jak długo siedzisz zazwyczaj zanim ten stan przychodzi? I czy masz jakiś rytm, technikę czy poprostu siadasz i czekasz? Bo to moze sporo zmienić w tym jak to interpretuję
o matko, jak czytam o tej kobiecie przy oknie to mi ciarki przeszły. Słuchajcie, a czy ktoś brał pod uwagę że to mogą być przodkowie? Sama nigdy nie medytuję za długo bo się niecierpliwię ale podobno jest cała tradycja pracy z pamięcią przodków w stanach medytacyjnych. Nie wiem za dużo o tym ale kojarze że to nie jest wcale rzadkie.
Szczerze? dla mnie to brzmi jak zwykłe hipnagogie plus trochę autosugestii. Nie zeby podważac całe doznanie bo to ze to "czujesz" to fakt, ale interpretacja ze to "energia przeszłości" to juz duzy skok. Skąd wiadomo ze to nie jest poprostu jakaś informacja ze zsynchronizowanej pracy półkul? Bo mózg w takim stanie naprawde potrafi generować bardzo wiarygodne obrazy.
Czytam to i mam pytanie moze troche z boku. Czy te obrazy można jakoś... ukierunkować?? żeby na przykład szukać konkretnej osoby z przeszłości albo konkretnego miejsca? Pytam bo mam pewną sprawę osobistą i zastanawiam sie czy cos takiego mogłoby pomóc w poczuciu bliskości z kimś, no, w sensie ze kims kto odszedł. 😉
ja tez sie zastanawiam nad tym co Stasia pyat - czy to w ogóle jest bezpieczne? bo jak juz sie wchodzi w takie stany to czy mozna sie "zaklinować" i nie wiedziec czy cos jest realne czy nie? Pytam bez żadnego złośliwości bo sama boję sie trochę głębszej medytacji wlasnie z tego powodu
To są dwa osobne pytania i żadne nie jest głupie. Co do bezpieczeństwa - stan hypnagogiczny sam w sobie jest naturalny, każdy przez niego przzechodzi zasypiając. Problem może być jesli ktos jest mocno podatny na dysocjację i wchodzi w to bez żadnego przygotowania. Ale przy normalnej medytacji z uważnością to raczej nie jest problem. co do ukierunkowywania na konkretne osoby - to juz zupełnie inna rozmowa i wymagałoby znacznie więcej niż tylko siedzenia z zamkniętymi oczami
hmm, doczytałam się tu do końca i tak myślę... czy ktoś próbował używać jakiegoś kamienia albo przedmiotu podczas takiej medytacji? Czytałam że obsydian podobno ułatwia kontakt z... no z tym co przeszłe. Nie wiem czy to ma sens w kontekście tego co opisujecie ale może ktoś sprawdzał?
wrócę jeszcze do tego co Emilek napisał, bo nieee, nie chodzi mi o udowodnienie że to "na pewno przodkowie" albo cokolwiek konkretnego. Bardziej chodzi mi o to jak w ogóle pracować z tym świadomie. Jak być uważną w tym stanie a nie tylko biernym obserwatorem. Bo teraz to po prostu przychodzi i odchodzi i ja nie wiem co z tym robić.
ok to rozumiem lepiej. W takim razie to już ma sens jako pytanie o praktykę. Przepraszam ze byłem od razu sceptyczny, po prostu mam uczulenie na to jak szybko ludzie skaczą do interpretacji zanim wogole zbadają sam stan. Ale jesli chodzi o świadome bycie w tym - to interesuje mnie też bo sam zasypiałem czasem podczas medytacji i nie wiem gdzie jest granica
przepraszam ze sie wtrącam ale to o Stasi napisała mnie zainteresowało. Czy ta uważność w stanie śnionym to można też stosować żeby przetworzyć jakiś żal albo stratę? Nie żeby "spotkać" kogoś konkretnego bo to brzmi dla mnie za baardzo jak seans no ale żeby jakoś... zamknąć cos w sobie?
hej, troche nie na temat ale jak Wrozbit napisał o podatności na dysocjację to chciałam zapytać - jak wgl sie poznaie ze sie ma tą podatność?? Bo ja czasem mam takie chwile ze nie wiem czy to co czuje jest "moje" czy skądś z zewnątrz. I zastanawiałam sie czy to jest właśnie to ale nigdy nie byłam u żadnego specjalisy i nie wiem
a wracając do tych obrazów u Cynobryt - ta kobieta przy oknie, ta tęsknota. zatsanawia mnie czy to można potraktować symbolicznie a nie dosłownie. Czyli nie ze to konkretna osoba z przeszłości ale że to twój umysł pokazuje ci jakiś stan przez obraz. W snach przecie tak działa. Czemu w snach jawy miałoby być inaczej?
Czytam to wszytsko i tak sie zastnaawiam - czy te stany mogą miec związek z układem planet albo porą roku? Pytam serio bo czytałam że jesień i zima to czas kiedy łatwiej o kontakt z... no z tym co niewidoczne. I że w pewnych konfiguracjach astrologicznych wrażliwośc na takie doznania rośnie. Moze dlatego teraz nagle tyle osob to czuje?
