Zaczę pisać ten temat bo od jakiegoś czasu pracuję z medytacją shivaicką i chciałem się podzielić czymś czego nie widzę często omawianego - mianowicie rola zapachu w tej praktyce. Shiva w tradycji jest nazywany wielkim ascetą, tapasvi, i jego medytacja to nie jest takie sobie siedzenie z zamkniętymi oczami. To praca z całym ciałem, z oddechem, ze zmysłami. I wlaśnie zmysł węchu pojawia się tu w bardzo konkretnym kontekście. Chodzi o to że w medytacji głębokiego skupienia na Shivie wiele osób zaczyna czuć zapach bhasmy - popiołu - albo rudrakszy. Nie metaforycznie, dosłownie. Zastanawia mnie czy ktoś tutaj miał cos podobnego
hmmm, O, nareszcie ktoś pisze o tym poważnie. Ja się spotkałam z tym że w trakcie głębszych stanów medytacyjnych pojawia się coś jakby zapach dymu, trochę jak kadzidło ale nie do końca. nigdy nie wiązałam tego stricte z Shivą ale teraz jak to czytam to mnie zastanawia. Czy to jest cos co przyychodzi samo czy można to jakos intencjonalnie wywołać?
To ciekawy wątek i cieszę sie że ktos go zaczyna. Chcę tylko od razu powiedzieć - bo wiem że zaraz ktoś powie że to bzdura - że doświadczenia zmysłowe w medytacji są bardzo dobrze opisane w tradycjach tantrycznych i nie są traktowane jako fanaberie. Węch jest w hinduskiej filozofii powiązany z elementem ziemi i czakrą muladhara ale w koontekście Shivy jest też rozumiany szerzej, jako zmysł który "zapamiętuje" obecność bóstwa. Czy Bogumil76 możesz napisać jak wygląda twoja praktyka, na czym polega ta medytacja shivaicka o której piszesz??
Powiem szczerze - trochę sceptycznie do tego podchodzę. Zapach popiołu w medytacji, ok, ale skąd pewność że to nie jest zwyczajnie projekcja umysłu albo coś z otoczenia? Bo ja jak medytuję to czasem też coś czuję i nigdy nie wpadłam na mysl że to konkretne bóstwo. Jak to odróżnić od zwykłej halucynacji zmysłowej?
Czytam ten wątek na spokojnie i mam pytanie moze głupie ale - czemu akurat węch? Znaczy z pięciu zmysłów to ten mnie by najmniej kojarzył z medytacją. Wzrok, słuch to rozumiem ale węch? skąd to w ogule pochodzi w tej tradycji? 🙂
oo, czytam i próbuję to poukładać. Czyli rozumiem że ten zapach w medytacji ma być jakimś sygnałem czego - pogłębienia stanu, obecności bóstwa, czegoś innego? Trochę mi to brzmi jak szukanie potwierdzenia że "dobrze medytuję" przez zewnętrzny znak, a to moze prowadzić na manowce. Nie mówię że doświadczenie jest nieprawdziwe tylko że interpretacja może być myląca
Wcinam się na moment bo nie znam się na Shivie prawie wcale, ale to co piszecie o węchu i pamięci jest super ciekawe. Ja mam tak że niektóre zapachy dosłownie wprowadzają mnie w stan skupienia, np. sandał albo drzewo cedrowe, i zawsze myślałam ze to tylko skojarzenie z kadzidłem. a to moze być coś głębszego?
Ok słuchajcie, ja jednak wracam do swojego sceptycyzmu. Nie mówię że ta tradycja jest bez sensu, ale martwi mnie trochę takie mocne skupienie na doświadczeniach zmysłowych jako potwierdzeniu praktyki. Znam osoby które wchodziły w tak głębokie stany przez skupienie na bodźcach i miały potem kłopot z tym żeby wrócić do zwykłego funkcjonowania. Czy w tej medytacji shivaickiej jest jakaś praca z uziemieniem, wyjściem z praktyki? :/
To co Czarownica74 poruszyła i co Bogumil76 potwierdził jest dla mnie kluczowe. Medytacja Shivy jako ascety nie jest praktyką dla relaksu, to raczej praca transformacyjna i wymaga naprawde świadomego podejścia do zamykania. mnie ciekawi jeszcze jeden aspekt - czy w tej pracy z węchem jest jakieś rozróżnienie na zapachy które "zapraszamy" do medytacji, np. przez kadzidło przed sesją, a te które pojawiają się same w trakcie? Bo to chyba nie jest to samo
