ojejku, kali to jedno z tych bóstw, przy których ludzie albo natychmiast czują głębokie poruszenie, albo się boją i uciekają. I jedno i drugie ma sens, bo Kali naprawdę nie jest boginiom do ozdabiania ołtarzyka i wstawiania ładnego obrazka. Ona jest o zniszczeniu tego, co już nie służy, o wyrwaniu z korzeniami iluzji. Zaczęłam pracować z jej energią podczas medytacji jakieś dwa lata temu i szczerze, pierwsze tygodnie były... trudne. Nie straszne, ale jakby coś we mnie cały czas popychało do konfrontacji z rzeczami, które odkładałam. Czy ktoś tutaj też miał takie doświadczenia z tym archetypem podczas regularnej praktyki medytacyjnej?
o tak, Kali to nie jest praca dla niecierpliwych 🙂 ja próbowałam raz zrobić medytację z jej mantrą i przyznam szczerze że coś mnie tknęło żeby przestać w połowie. nie wiem czy to strach czy intuicja, serio nie wiem. ale to co opisujesz, ta konfrontacja z odłożonymi sprawami, to brzmi bardzo znajomo nawet bez Kali. pytanie do ciebie, te trudne pierwsze tygodnie, to się rozchodziło bardziej o emocje w samej medytacji czy raczej coś zaczęło się dziać w życiu codziennym? 🙂
Dobre pytanie Oriona. Bo to jest właśnie sedno, czy transformacja idzie od wewnątrz na zewnątrz, czy na odwrót. Z mojego doświadczenia, i to dotyczy każdej głębszej pracy medytacyjnej, nie tylko z Kali, energetyczne zmiany zaczynają się zawsze w ciele subtelnym. Czakra splotu słonecznego, czakra serca, czasem gardłowa. Dopiero potem to przechodzi na poziom zdarzeń. Byłam ciekawa, czy ktoś tu robił wcześniej jakąś pracę z bioenergoterapeutą? Bo przygotowanie energetyczne przed taką medytacją naprawdę robi różnicę.
bioenergoterapia przy medytacji z Kali? to brzmi jak coś z zupełnie innej bajki, szczerze. Zawsze myślałam że to są oddzielne rzeczy. Majka, możesz trochę więcej powiedzieć bo nie bardzo rozumiem jak bioenergoterapia ma sie tu przydać, skoro Kali to jest hinduska bogini i chyba zupełnie inna tradycja niż to co robi bioenergoterapeta
no nie wiem, trochę to mi pachnie mieszaniem jabłek z pomarańczami. bioenergoterapia to jedna szkoła myślenia, hinduska tantryczna tradycja Kali to zupełnie co innego. czy macie jakieś konkretne źródła na to że te dwa podejścia się uzupełniają? bo samo powiedzenie "energia to energia" mi nie wystarczy, przepraszam 🙂
okej, obserwuję ten wątek od dawna i mam pytanie innego rodzaju. skąd wiecie że to co czujecie podczas medytacji z Kali to jest akurat Kali, a nie po prostu wasz własny umysł który pracuje z ciężkim materiałem? serio pytam, nie złośliwie. bo te konfrontacje z odłożonymi sprawami, te blokady, to wszystko brzmi jak normalne procesy psychologiczne. etykietka "Kali" robi tutaj coś konkretnego czy to bardziej metafora?
trochę sie gubię w tej rozmowie bo dopiero zaczynam się interesować medytacją, ale Kali, to to jest coś z czego powinnam się bać jak zaczynaczam? czytałam że to bogini zniszczenia i trochę mnie to odstraszа. czy można medytować z Kali będąc zupełnie początkującą?
a ja mam inne pytanie do tej całej grupy bo czytam i cos mi nie daje spokoju. skoro Kali jest o znisczeniu tego co nieużyteczne, to jak wygląda sama medytacja z nią? czy to jest jakas konkretna technika, mantra, wizualizacja? bo mówicie dużo o efektach ale nie bardzo rozumiem jak to praktycznie wygląda
to jest dobre pytanie Amethysto. są różne podejścia. niektórzy pracują z mantrą "Om Krim Kalikayei Namaha", inni z wizualizacją jej formy, jeszcze inni przez samo intencjonalne wejście w przestrzeń transformacji bez żadnej formy zewnętrznej. to co jest wspólne we wszystkich podejściach to intencja, czyli wyraźne postawienie sobie pytania: co chcę puścić? co mnie już nie służy? i tu wracam do wątku o bioenergoterapii, bo zdarza mi się że klientki przed taką pracą mają sesję oczyszczającą właśnie po to żeby lepiej wyczuć odpowiedź na to pytanie. blokady energetyczne potrafią bardzo zagłuszać tę wewnętrzną odpowiedź.
hej, czytałem ten wątek i mam takie skojarzenie, w tradycji tantry lewostronnej Kali jest naprawdę poważnym bytem, nie tylko metaforą do terapii. tam jest cała inicjacja, guru, konkretne rytuały. to co tu opisujecie to jest troche jakbyście brali fragment z bardzo rozbudowanego systemu i robili z nim co chcecie. nie mówię że to złe ale może warto być świadomym że to jest wycinek, a nie cały obrazek?
a mogę zapytać trochę z boku, bo nie znam sie tak dobrze na Kali, ale to co mówicie o bioenergoterapii jako przygotowaniu do medytacji, to jak to wygląda w praktyce? chodzi mi o to, ile takich sesji jest potrzebnych zanim zacznie się taką głębszą pracę medytacyjną? to jest coś co się robi raz czy regularnie?
wskoczę tu na sekundę ale mam głupie pytanie, czy te medytacje z Kali są bepzieczne dla osoby ktora np. ma tendencje do lęków albo depresji? czytałam gdzies ze pewne głębsze medytacje mogą pogorszyć stan psychiczny i się troche boję. w sensie niewiem czy to mit czy prawda
okej, to rozumiem. to znaczy że raczej powinnam najpierw porobić coś spokojniejszego zanim wgl dotknę tematu Kali?? troche czytałam o chakrze serca i wydawało mi sie ze to moze być dobry poczatek ale niewiem czy dobrze myśle. czy jest jakis "bezpieczny" archetyp do medytacji dla kogos kto ma skłonnsoci do lęków?
podłączę się pod to co mówiłem wcześniej bo czuję że to trochę zginęło w dyskusji, nie chodzi mi o to żeby straszyć. mam na myśli to że jak bierzesz coś z tradycji tantrycznej i wyciągasz to z kontekstu, to naprawdę nie wiesz co zostajesz. w sensie Kali w lewostronnej tantrze to nie jest tylko archetyp z jungowskiej szafy. tam jest konkretna mapa energetyczna, konkretne zabezpieczenia, konkretna rola guru. a tutaj piszemy "zacznij od mantry om krim i poczuj transformację". no kurczę, to trochę jak brać jeden przepis ze środka książki kucharskiej i myśleć że znasz całą kuchnię.
no właśnie i to jest ten moment gdzie się z tobą nie zgadzam Oriona. "dzieje się niezależnie od tego jak to nazwiemy" - może i tak, ale pytanie brzmi CO się dzieje. bo niekoniecznie to samo co by się działo w ramach faktycznej tradycji. i niekoniecznie z takimi samymi skutkami ubocznymi albo bez nich. to że coś działa, nie znaczy że działa tak jak myślisz że działa.
hm ale to chyba nie musi sie wykluczac? tzn mozna jednoczesnie pracowac z czymś w sobie I traktowac Kali jak realne entity, zalezenie od swojej filozofii. choc przyznam ze pytanie Glicyni mnie gryzie bo sama niewiem jak to rozrozniac w praktyce. jak to sie w ogole czuje kiedy to jest "tylko" twoj umysl a kiedy cos zewnetrznego wchodzi? czy jest jakas roznica odczuwalna?
oj słuchajcie, trochę mi ta dyskusja odpłynęła w filozofię i szczerze to mam mętlik w głowie 😀 wróćmy może do czegoś konkretnego bo na początku był wątek o bioenergoterapii jako przygotowaniu do medytacji i mnie to naprawdę ciekawi. Majka mówiła ze 2-3 sesje robią róznicę, ale chciałam zapytać, jak długo trwa taka sesja bioenergoterapii i czy trzeba specjalnie szukać kogoś kto zna się na medytacji, czy każdy bioenergoteraputa wystarczy? Jak będę mądrzejsza to napiszę
